Niedługo minie miesiąc. 03.03 o godzinie 03:30 po siedmiu latach układania się z chorobą zmarła moja mama, Elżbieta Suwalska. To wspomnienie nie będzie długie ani doskonałe i prawdopodobnie nie ostatnie, bo wciąż trudno mi uwierzyć w to, co się stało i trudno o tym pisać. Ale chcę, żeby powstało, by w natłoku załatwiania spraw po śmierci bliskiej osoby, nie pominąć tego, co najważniejsze, czyli tej właśnie bliskiej osoby i pamięci o niej.
Mama była wybitną nauczycielką. Niektórzy z jej uczniów utrzymywali z nią kontakt przez dziesięciolecia. Wiem o tym z jej opowieści o rozmowach telefonicznych (a wcześniej również spotkań) z dawnymi podopiecznymi. I nie tylko z tych opowieści. Koleżanka z pracy zrelacjonowała mi rozmowę z jedną z uczestniczek pogrzebu. Była to mama uczennicy sprzed dziesięcioleci. Dawna uczennica, z powodu choroby, nie mogła pożegnać swojej pani z podstawówki osobiście. Ale wysłała na pogrzeb mamę z prośbą, by przekazała córce swojej nauczycielki (czyli mnie), jakim pani z podstawówki była dla niej ważnym człowiekiem. Ze względu na dużą liczbę osób, mamie uczennicy nie udało się ze mną porozmawiać na pogrzebie. Poprosiła więc o przekazanie mi informacji.
Mama była również terapeutką pedagogiczną oraz pionierką zastosowania dramy w terapii pedagogicznej i nauczaniu początkowym. Autorką książek. W wydawnictwie Harmonia wydała wiele pozycji wspomagających rozwój dziecka i przydatnych w terapii dysleksji czy dysortografii. Opublikowała je już w trakcie choroby.
Lubiła pomagać. Zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowo. Po przejściu na emeryturę, dopóki zdrowie jej na to pozwoliło, wolontariacko prowadziła terapię pedagogiczną dla podopiecznych lokalnego Domu Dziecka.
Była osobą ważną dla wielu ludzi. Świadczy o tym choćby fakt, że po siedmiu latach życia w izolacji spowodowanej chorobą, jej pogrzeb zgromadził tyle osób, a ja przeprowadziłam wiele rozmów z jej przyjaciółkami, którym, tak jak i mnie, trudno było uwierzyć w to, co się stało.
Z zamiłowania, talentu (i dziecięcych marzeń) była aktorką obdarzoną znakomitym głosem. Ten talent i twórczy umył bardzo przydawał się jej zarówno podczas zajęć z dziećmi, jaki warsztatów dla nauczycieli. I nie tylko. Na zdjęciu widzicie ją z irokezem podczas występu w przedstawieniu w reżyserii Dagny Ślepowrońskiej.
Przekazałam jej to zdjęcie do szpitala, w którym spędziła ostatni czas swojego życia. To była dla niej wielka radość zobaczyć je, przypomnieć sobie przedstawienie i siebie w nim. Cieszyłam się, że tak drobnym gestem mogłam ją ucieszyć. Czasami małe gesty mogą bardzo wiele znaczyć.
Świadomie nie przerabiłam zdjęcia na czerń i biel, jak to się zwykle robi ze zdjęciami dołączanymi do wspomnień o zmarłych osobach. Zostawiłam je takie, jak w oryginale, kolorowe. Kolorową mamę na kolorowej fotografii.