wtorek, 5 grudnia 2017

Książęta, królowie i królowe

Zwykle piszę o nowo wydanej książce parę słów od siebie, o tym, jak mi się nad nią pracowało, co dla mnie znaczy. Dziś czas na "Poczet Królów i Książąt Polskich" przygotowany z myślą o dzieciach w wieku wczesnoszkolnym (dla zachęty - jedna z przepięknych ilustracji Diany Karpowicz).
Zdawałoby się, że napisać notkę na stroniczkę o jednym czy drugim władcy to żaden problem. Szczerze mówiąc byłam na tyle naiwna, że przed przystąpieniem do pracy sama tak uważałam. Tymczasem... chyba jeszcze żadna książka tak bardzo mnie nie zmęczyła. Nie tylko dlatego, że to nowość w moim "repertuarze" - pierwsza w pełni edukacyjna pozycja (stad pewno naiwność, o której wspomniałam). Powodów jest tak wiele, że wszystkich z pewnością nie wymienię. Krótki termin. Trud błądzenia w gąszczu często sprzecznych ze sobą źródeł - szczęśliwie wspierał mnie w tym znakomity historyk Sebastian Adamkiewicz w roli konsultanta. Konieczność przełożenia tych wszystkich strasznych wydarzeń, z których składa się historia (każdego chyba kraju) na przyjazny dziecku język. I jeszcze chciałoby się napisać książkę tak, żeby było zachęcająco zarazem merytorycznie, krótko ale treściwie, prosto lecz bez uproszczeń...
I na dodatek te wszystkie dylematy, z którymi podczas pisania przyszło mi się mierzyć... 
Które z historycznych wydarzeń zostawić, a jakie fakty pominąć? Co jest ważne? Co mniej? Paradoksalnie czasem miałam wrażenie, że im krótsza notka, tym trudniej ją napisać, spora część mojej pracy polegała na selekcji historycznych faktów i skracaniu napisanego wcześniej tekstu.
Których władców uwzględnić a których można sobie odpuścić. Niby oczywiste, a jednak nie - zwłaszcza, gdy mowa o okresie rozbicia dzielnicowego. W efekcie okazało się, że liczba władców, których miałam opisać wciąż się rozrastała podczas pracy nad książką.
Jaką ciekawostką okrasić notatkę o danym władcy? Miejsca mało, a tyle fascynujących i często zdumiewających z dzisiejszej perspektywy faktów.
I wreszcie... jak pogodzić te wszystkie punkty widzenia, z których można oglądać historię, tak by nie zrobić z książki wykładni osobistych poglądów a jednocześnie pozostać w zgodzie ważnymi dla mnie wartościami? Co tu dużo mówić, trudno o coś bardziej podlegającego potrzebom bieżącej chwili, niż sposób opowiadania historii.
O jednym mogę zapewnić - robiłam co mogłam i najlepiej jak mogłam.
A co z tego wyszło?
To już nie mnie oceniać. Mam nadzieję, że i tym razem sprawdzi się zasada, że skoro było trudno, to pewno wyszło dobrze. 

środa, 29 listopada 2017

Nowa książka - Poczet Królów i Książąt Polskich

Producent: ZUZU TOYS
Autor: Dorota Suwalska
Ilustracje: Diana Karpowicz
Konsultacja historyczna: Sebastian Adamkiewicz
Ilość stron: 104
Format: 17,6 x 25 cm
wiek: 8+

Zupełnie nowa, nowoczesna odsłona historii wszystkich królów i książąt władających Polską od Mieszka I do Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Poczet Królów i Książąt Polskich autorstwa Doroty Suwalskiej jest przeznaczony dla dzieci od pierwszych klas szkolnych.
Dowcipne ilustracje Diany Karpowicz pozwalają zapamiętać najważniejsze fakty związane z każdym władcą. Na kartach książki znajdują się m. in. największe osiągnięcia i największe niepowodzenia, czyli to, z czego dany król zasłynął zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym tego słowa znaczeniu.
Przy każdym z królów została umieszczona ciekawostka na jego temat lub epoki, w której panował.  Trudne wyrazy wydrukowane na złoto zostały wyjaśnione w słowniczku na końcu książki.
W instrukcji korzystania z książki dzieci znajdą praktyczne informacje:
- jakim kolorem zaznaczono różne dynastie
- w jaki sposób pokazujemy, który władca był królem a który księciem

Więcej: https://zuzutoys.pl/produkt/poczet-krolow-i-ksiazat-polskich

czwartek, 9 listopada 2017

Warsztaty plastyczne w Nadarzynie

 Tym razem w roli malarki. Dzięki uprzejmości pani Renaty Kuleszy zamieszczam kilka zdjęć z warsztatów plastycznych "Spotkanie ze Sztuką", które prowadziłam w Szkole Podstawowej W Nadarzynie 25 października i 8 listopada w ramach projektu "Wsparcie dla uczniów Szkoły Nadarzyn" (Regionalny Program Operacyjny Województwa Mazowieckiego).

piątek, 27 października 2017

Czarne Jeziora w Bibliotece im. H. Rudnickiej

25 października - spotkanie z gimnazjalistami ze szkoły baletowej w Bibliotece im. Haliny Rudnickiej na warszawskim Żoliborzu. Rozmawialiśmy o "Czarnych Jeziorach". Pięknie dziękuję Hannie Diduszko za zaproszenie.

piątek, 20 października 2017

Tacie...

Powyżej znalezisko, którego moja mama dokonała sprzątając jakiś czas temu mieszkanie - dyplom dla mojego nieżyjącego już taty przyznany przez samozwańcze Towarzystwo zarządzane przez samozwańczych prezesów, czyli mnie i mojego męża. Jako osoba mocno introwertyczna zawsze miałam opory przed pisaniem na blogu o osobistych sprawach. A co może być bardziej osobistego, niż wspominanie zmarłych bliskich. Z drugiej strony, zawsze chciałam pisać o ważnych sprawach, a cóż może być ważniejszego, niż takie właśnie osobiste tematy?

Kilka lat temu rozmyślałam o śmierci więcej niż zwykle, głównie w kontekście własnej śmiertelności, tego co mogłoby się stać z moimi bliskimi, gdyby mnie zabrakło. W pewnym momencie olśniło mnie. Chciałabym dwóch rzeczy: żeby poradzili sobie beze mnie i żeby o mnie pamiętali. I ta oto prosta i oczywista konstatacja nieoczekiwanie przyniosła mi spokój. Myślę, że tego samego pragnąłby mój tata. Dlatego postanowiłam napisać ten post. Ja oczywiście o moim tacie nigdy nie zapomnę, ale chciałabym też podzielić się tą pamięcią z innymi. Już dawno myślałam o tym, by jakoś upamiętnić swoich zmarłych bliskich, ale nie bardzo miałam na to pomysł. Na razie będę robić to w najprostszy sposób. Po prostu napiszę o nich na blogu. Tak się stało, że tata wczoraj miał urodziny, a to dobry moment, by zacząć to robić. Nieprzypadkowo wybrałam ten zabawny dyplom, jako pretekst, żeby o tacie napisać. Pokazuje on bowiem, że kochał mnie i wspierał moje wybory życiowe, mimo obaw, czy pozwolą mi one zarobić na życie. Sam, jako osoba wychowana w ubogiej rodzinie w swoich decyzjach zawodowych kierował się raczej rozsądkiem. Do tego stopnia wspierał, że jako stolarz-hobbysta włączał się w moje szalone pomysły tworząc np. konstrukcję wymienionej w dyplomie Nieskończoności. Dla wyjaśnienia, pierwsza wersja Nieskończoności, to spory obiekt w postaci walca z otworem, do którego można było zajrzeć, by ujrzeć w środku linię prostą bez początku i końca. Ja wszystko miałam fantastycznie opracowane, ale nie wiem, czy obiekt powstałby, gdyby nie wsparcie taty. Wybudował konstrukcję, na której opierały się ukryte w walcu, dwa ułożone naprzeciw siebie lustra i pomagał rozwiązać wszelkie techniczne problemy. A to tylko jeden z przykładów wsparcia, którego mi udzielał (wraz z mamą) w różnych dziedzinach życia.

Do końca też pozostanie dla mnie wzorem, jak znosić ciężką chorobę. Chorobę, która do tego stopnia zdominowała moją pamięć o tacie, że przez długi czas nawet śniłam go chorego. A przecież te kilka lat kiedy chorował, w kontekście niespełna 60 lat, które przeżył, to tylko fragment życia. Dopiero po pewnym czasie moje sny zaczęły pokazywać go również zdrowego. I dopiero wtedy poczułam, że zaczynam odzyskiwać pamięć o tacie. Na szczęście, tuż przed śmiercią, w szpitalu zdążyłam powiedzieć mu, że go kocham. To niby takie oczywiste, że kochamy. Tyle, że często nie mówimy o tym na co dzień, jakby zostawiając to na bliżej nieokreślone, odświętne okazje. Tata oczywiście też powiedział, że mnie bardzo kocha, czego też oczywiście zawsze byłam pewna. A jednak był jeden z najbardziej poruszających momentów w moim życiu.

Śmierć bliskiej osoby na zawsze nas zmienia, a dzisiejsze czasy nie sprzyjają przeżywaniu żałoby. Natychmiast wracamy do pracy. Brakuje rytuałów, które pomogły by się z nią uporać. Brakuje rozmów i zajmowania się śmiercią na co dzień; przekazu, jak sobie z nią radzić, oswajania z jej nieuchronnością. Dlatego moja żałoba po tacie (rozcieńczona w codzienności) trwała długo. Nie umiałam, nie miałam czasu, żeby się na niej skupić. A może sama sobie ten brak czasu stwarzałam, żeby nie dopuścić do siebie całego bólu naraz.

Kilka lat temu, zupełnie doświadczyłam czegoś absolutnie niezwykłego. pamiętam, że jechałam samochodem, nie myśląc o niczym szczególnym i w pewnym momencie nieoczekiwanie zobaczyłam obok siebie (jakimś wewnętrznym wzrokiem) uśmiechniętą, łagodną i spokojną twarz (a może raczej popiersie?) mojego taty zbudowaną jakby z półprzezroczystej materii.
Jak już pisałam, przez długi czas po śmierci nie mogłam wyobrazić sobie (przypomnieć) taty sprzed choroby, nawet w snach pojawiał się chory. Dopiero po pewnym czasie moja wyobraźnia odzyskała zdolność cofania się w dalszą przedchorobową przeszłość. Jednak w twarzy, którą zobaczyłam jadąc samochodem było również coś, co tata zyskał(?) podczas choroby, ponieważ w tym czasie ujawniło się w nim wiele wspaniałych cech. Nie była ani młoda, ani stara, nakładały się w niej wszystkie okresy życia, z których tatę pamiętam. I zrozumiałam/poczułam, że zakończył się we mnie/w nowym taty świecie pewien proces i tata, choć niewidoczny, już zawsze będzie ze mną, będąc jednocześnie w tamtym świecie.

Powiecie, że to jakiś mistycyzm? Pewno tak. Ale co z tego?

Może to dziwne, że z okazji urodzin taty opisałam jego śmierć, ale trudno ją pominąć, skoro już nastąpiła. I może ten opis to też jest fragment jakiegoś procesu, oznacza, że najpierw muszę opisać śmierć, by przejść do opisywania życia. Tak jak jakiś czas musiał minąć, zanim byłam w stanie wyobrazić sobie tatę sprzed choroby.

wtorek, 17 października 2017

poniedziałek, 16 października 2017

I jeszcze raz...

czyli migawki z lipca, sierpnia i września, a konkretnie z tych dość nielicznych chwil, kiedy to nie siedziałam przy komputerze.
Zacznę trochę niechronologicznie, ale to było najbardziej niezwykłe wydarzenie ostatnich miesięcy. Lipiec, odbieram prezent na 50 urodziny :)

Czerwiec - pracując nad jednym projektem, starałam się zbierać dokumentację do kolejnego.
Lipcowe protesty.
Wrzesień- wernisaż w wystawy "In White";
Festiwal Pisarzy Młodzieżowych
i spotkanie w Wiskitkach.

Wygląda na to, że nie mam żadnych fotek z sierpnia. Najwyraźniej najbardziej intensywnie "wysiadywałam" wówczas nowy projekt przed kompem. Dobrze, że udało mi się wyrwać do Ciotki Książkuli :)

poniedziałek, 9 października 2017

Lipiec, sierpień, wrzesień...

...skrót z minionych trzech miesięcy w trzech punktach:
 1) Tego lata ominęły mnie wakacje. Od czasu do czasu zerkałam na publikowane na FB fotki przedstawiające moich znajomych wypoczywających w rozlicznych fascynujących krajach i krainach. I czułam się wykluczona z tego powszechnego wypoczynku. I marzyłam, żeby choć trochę sobie poleniuchować za granicą, przed granicą, a nawet we własnym ogródku. I tak minęło mi, a może raczej ominęło mnie, lato. Później okazało się rzecz jasna, że zerkanie na FB nieco fałszuje obraz rzeczywistości i niektórzy z moich znajomych również w tym czasie pracowali, nie byłam więc osamotniona w swojej "niedoli". Ponieważ jednak życzę dobrze swoim znajomym wcale mnie to nie pociesza. Z jednej strony, dobrze, że praca jest. Z drugiej wypoczynek też jest potrzebny, by nie powiedzieć niezbędny. Zwłaszcza, gdy człowiek czuje, że energia nie odnawia się już tak łatwo i szybko jak dawniej.
Rzecz w tym, że zaangażowałam się w pilny i trudny projekt. Co gorsza podczas pracy wynikły pewne komplikacje. W efekcie musiałam każdego dnia mozolnie reanimować swój zapał twórczy, dość skutecznie jak sądzę. Nie obyło się też bez dodatkowych "atrakcji" typu kłopoty zdrowotne w najbliższym otoczeniu, łącznie z hospitalizacją (na szczęście krótką) bliskiej osoby i chorobą (najprawdopodobniej dożywotnią) psa (szczęśliwie sytuacja opanowana). Na początku października (czyli teraz) udało mi się wreszcie wyjechać na prawie tygodniowy urlop do... Pogezanii (obecnie warmińsko-mazurskie) i choć pogoda nie dopisuje a na dodatek zaziębiłam się, nie pozwalam, żeby zepsuło mi to humor. Wypoczywam leżąc w łóżku i czytając.
 2) W międzyczasie miało też miejsce jeszcze kilka sympatycznych zawodowych wydarzeń:
 - wizyta w radiu RDC u Ciotki Książkuli, czyli Małgorzaty Berwid;
 - warsztaty wokół książki "Iwo z Nudolandii" w Nadarzynie;
 - udział w międzynarodowej wystawie "In White";
 - sympatyczne spotkanie w Wiskitkach (tym razem mówiłam o "Czarnych Jeziorach");
 - i nie mniej sympatyczne spotkanie w warszawskim Domu Literatury w towarzystwie Joanny Jagiełło, Marcina Szczygielskiego i Andrzeja Zimniaka (jeśli o czymś zapomniałam to tylko dlatego, że próbuję w telegraficznym skrócie streścić trzy miesiące).
 3) Na zakończenie coś najwspanialszego. Na początku lipca odebrałam prezent, który z okazji pięćdziesiątki podarowali mi mąż z synem. Spełniło się marzenie, o którym już prawie zapomniałam - skoczyłam ze spadochronem. Najpierw pół minuty wolnego spadania (choć straciłam kompletnie poczucie czasu). Jak się potem dowidziałam od przesympatycznego instruktora, który skakał ze mną w tandemie spadaliśmy z prędkością ponad 200 km na godzinę. Co ciekawe, nie miałam uczucia spadania. Jakiegoś niesamowitego pędu - owszem, ale nie spadania. Niesamowite, wspaniałe uczucie, którego nie da się opisać. A potem, kiedy otworzył się spadochron pojawiły się doznania o kompletnie innym charakterze, podziwianie widoków, tęcza na jednej z chmur i przelot przez inną, klika napowietrznych fikołków (czyli głową w dole a spadochronem w górze) i czysta przyjemność przebywania w powietrzu. Prawdziwe święto!

Pogezania, 5 października 2017 r.

środa, 20 września 2017

Oddział Warszawski
Stowarzyszenia Pisarzy Polskich

zaprasza na spotkanie

„FESTIWAL PISARZY MŁODZIEŻOWYCH”

Czas i miejsce: wtorek 26.09.2017 g. 16.00-17.30,
Dom Literatury, 00-079 Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście 87/89

Znani twórcy polskiej literatury młodzieżowej: Joanna Jagiełło, Dorota Suwalska i Marcin Szczygielski, zaprezentują swoje zamierzenia, koncepcje artystyczne i zdradzą niektóre z tajników warsztatu, które pomogły im osiągnąć rynkowy sukces.

Porozmawiamy także o obecnym rynku literatury młodzieżowej oraz o oczekiwaniach młodych czytelników. Będzie okazja do dyskusji i do zadawania pytań ulubionym autorom, a także do zbierania autografów. Spotkanie pod auspicjami Festiwalu Nauki poprowadzi Andrzej Zimniak.

piątek, 25 sierpnia 2017

In white

IN WHITE- malarstwo, instalacje, obiekty
Prezentowaną grupę artystów łączą wspólne zainteresowania sztuką współczesną oraz potrzeby związane z kreowaniem przestrzeni za pomocą bieli w postaci malarskich obiektówi instalacji. Artyści zostali wyłonieni z grupy Painting Arrangement Space / P.A.S./ która zawiązała się w roku 2010. Prezentowani artyści wyrażnie akcentują kreacyjną rolę procesu myślowego. Dla wyrażenia swoich potrzeb posługują się różnymi materiałami często surowymi.Założeniem prezentacji jest pokazanie jakimi drogami, we współczesnej sztuce, kształtuje się kreacja obiektów i instalacji na świecie, a których korzenie wywodzą się z malarstwa. Wystawa ma zwrócić uwagę na materiały jakimi współcześnie posługują się artyści, dla wyrażenia swoich potrzeb związanych z bielą oraz sposób prezentacji dzieła sztuki- jego aranżację w przestrzeni . W odniesieniu do charakteru miejscacałość prezentacji stanowić może pewnego rodzaju działanie z pogranicza site-specific.

Wernisaż - 6 września w godzinach 17:00 - 22:00
Graże. Galeria projektantów, Targowa 84, róg 11 Listopada, 03-438 Praga, Warszawa, Poland

IN WHITE – painting, installations, objects
Thisgroupshares a commoninterest in contemporary art, the needsassociated with creatingspaceusingwhite in the formof painting, objects and installations. The exhibitionwillintroduce the part of artisticactivityselected from the group Painting Arrangement Space / P.A.S./, which was established in the year 2010. The artists to expresstheirneedsusedifferent materials, ofenharshoranymundane and varioustechniques. At the same time in thisway, theyemphasize the role of the creativethoughtprocess.The purpose ofthe presentationis to show the way in whichcontemporary art isshaped by the creation of installations and objects in the word, and whoserootsarederived from painting. The exhibitiondrawsattention to materials and techniques, thatartistsuse to express white and the way in which the artworkispresented - itsarrangement in space. In relation to the nature of the place, wholepresentationmay besomekind of action from the border of site-specific.

Curator – Marzena Paczkowska

Graże Galeria Projektantów Warszawa 2017 Uniwersytet Jana Kochanowskiego, Kielce

czwartek, 6 lipca 2017

Czerwiec - posumowanie

 
Kilka słów o tym, co w sprawach zawodowych wydarzyło się w czerwcu.
- Sezon wyjazdowo-spotkaniowo-warsztatowy zakończyłam wizytą w Szkole Podstawowej w podwarszawskim Młochowie.
- Zdarzyło się również kilka miłych sytuacji medialnych, takich jak: wywiad w Magazynie Literackim Książki,  nowe bardzo sympatyczne recenzje moich książek m. in. "Znowu kręcisz, Zuźka!" na stronie sklepu Cuda na kiju "Iwo z Nudolandii" na blogu KsiążkoweLove i "Czarnych Jezior" na stronie Instytutu Książki (recenzja napisana przez młodą czytelniczkę Katarzynę Bojaryn czy prezentacja "Czarnych Jezior" w Książce na Weekend w Zebra TV.
- Z tą ostatnią książką związana jest najbardziej niesamowita niespodzianka. "Czarne jeziora" zostały uhonorowane wyróżnieniem w konkursie Haliny Skrobiszewskiej i wpisem na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2016 :)
- Poza tym przez cały czerwiec pisałam (i wciąż jeszcze piszę) nową książkę. Ale o tym innym razem.

środa, 31 maja 2017

Warsztaty w Młynarach

29 maja, biblioteka w Młynarach - przesympatyczne spotkanie z młodymi ilustratorami :). Pojawiłam się tam w towarzystwie Dżimby z Błękitnego Lasu, książki-przytulanki, która umie robić miny i która przy tej okazji wzbogaciła się o kilka pięknych ilustracji :)
 

piątek, 26 maja 2017

Audycja w Radiu PiK

W bydgoskim radiu PiK rozmawiała ze mną pani Ewa Dąbska :) http://www.radiopik.pl/119,110,24-maja-2017
Zapraszam do słuchania!

Spotkania wokół książki "Iwo z Nudolandii" - fotorelacja

Wspólnie Czytamy - Dzieci Wspieramy - akcja Komitetu Ochrony Praw Dziecka i Wydawnictwa Adamada

Z aktorką Anną Gzyrą i książką :) Impreza odbyła się 14 maja. Autorką zdjęć jest pani Renata Rogólska.
Aktorki Anna Gzyra, Grażyna Wolszczak i Maria Seweryn czytały fragmenty "Iwo z Nudolandii", a Roman Czejarek rozmawiał ze mną o pisaniu.
Warsztaty.
 Konkurs - jeden z nagrodzonych smoków :)

Warszawskie Targi Książki

 Marta Krzywicka i ja na stoisku Adamady.
Warsztaty w ramach Festiwalu Literatury dla Dzieci.


poniedziałek, 22 maja 2017

Wizyta w Radiu PiK

Tu wysłuchacie fragmentu mojej rozmowy z Ewą Dąbską, na więcej Radio PiK zaprasza w środę po godzinie 21:00 w programie "Literackie spotkania".

A w już najbliższy poniedziałek spotkam się z małymi Czytelnikami w bibliotece w Młynarach.

niedziela, 21 maja 2017

Niedziela w Bydgoszczy, czyli wszystko dobre co się dobrze kończy

Zaczęło się niefortunnie. Musiałam wyjechać z domu przed godziną piątą (rano!), by zdążyć na spotkanie autorskie w bydgoskim Radiu PIK, zorganizowane przez Jolę Niwińską z Fundacji Bookcrossing Polska. To właśnie ona miała odebrać mnie z pociągu i odwieźć na miejsce. Tymczasem, nie dość nie spotkałam jej na dworcu to na dodatek nie mogłam się do niej dodzwonić. Zdesperowana odszukałam telefon do radia (internet w telefonie działał bez zarzutu). Pewien niepokój wzbudził we mnie fakt, że i to połączenie zostało odrzucone. Zrobiłam kolejny test dzwoniąc do męża. To samo. Stało się więc jasne, że to z moją komórką jest coś nie tak. Na szczęście dobrych ludzi nie brakuje. Miła pani ze znajdującej się na dworcu kanapkarni (niestety z przejęcia nie zapamiętałam nazwy) pozwoliła mi zadzwonić ze swojej komórki, obawiałam się, że Jola krąży w jakichś rejonach dworca poszukując mnie bezskutecznie. Tym razem połączyłam się bez problemu i okazało się, że Jola faktycznie mnie szukała, tyle że na innym dworcu - biję się we własną pierś, moje gapiostwo.
Sympatyczny taksówkarz, któremu nie omieszkałam opowiedzieć swoich przygód, odwiózł mnie pod radio, dzięki czemu nawet minutki się nie spóźniłam.
- Wszystko dobre, co się dobrze kończy - oznajmił na pożegnanie.
I rzeczywiście, od tej chwili los jakby się odwrócił. Przed budynkiem radia spotkałam kilka ogromnie sympatycznych osób, które też zmierzały na spotkanie. Jak się potem okazało, była to nauczycielka (absolwentka ASP, jak ja) z uczniami z SOSW Nr 1 dla Dzieci i Młodzieży Słabo Widzącej i Niewidomej im. Louisa Braille'a w Bydgoszczy. Dostałam od nich przepiękną pracę plastyczną autorstwa jednego z obecnych na spotkaniu chłopców. Pozdrawiam całą gromadkę. Pozdrawiam też wszystkich innych uczestników spotkania, Szkołę Muzyczną i działającą tam Bibliotekę pod Aniołami, panią Ewę Dąbską z radia PIK, z którą bardzo fajnie mi się rozmawiało w ramach przeprowadzonego po spotkaniu wywiadu i oczywiście Jolę Niwińską, sprawczynię tego całego "zamieszania" i która zapewniła mi również kilka przemiłych godzin w Bydgoszczy. Spotkanie odbyło się w ramach Bydgoskich Biesiad Czytelniczych.

P.S. Komórka w pewnym momencie sama się naprawiła.
 
 

Eksperyment, czyli dwie minuty nudy

 W ramach spotkań z Czytelnikami wokół książki "Iwo z Nudolandii" postanowiłam przeprowadzić mały eksperyment. A mianowicie zaserwowałam moim Czytelnikom dwie minuty nudy. Mieli zamknąć oczy i przez 120 sekund  (z zegarkiem, a właściwie komórką w ręku) nic nie robić, a potem narysować lub opowiedzieć (w zależności od tego jaką formę miała impreza - spotkania, czy warsztatów) o tym, co się przez ten czas wydarzyło. Robiłam to, przyznam szczerze z duszą na ramieniu, ponieważ miałam poważne obawy, czy coś takiego ma prawo się udać. A jednak... efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Zwłaszcza jeśli chodzi o różnorodność reakcji:
- były osoby, dla których okazało się to bardzo trudne. Jedna z nich przyznała, że nie mogła się doczekać, kiedy to się wreszcie skończy i znów będzie można przystąpić do działań.
- Spora część, zwłaszcza wśród dzieci twierdziła jednak, że nie było w tym nic trudnego.
- Niektórzy pod zamkniętymi powiekami zobaczyli kolorowe wirujące formy, powstało więc kilka bardzo interesujących abstrakcyjnych prac. Wszyscy zagadnieci na ten temat twierdzili, że było to przyjemne.
- Inni obserwowali, prześwietloną ciemność, to znaczy przekonali się, że przez zamknięte powieki przenika trochę światła. Nie mogę zapomnieć pracy przedstawiającej zamalowaną na czarno kartkę, na której znalazły się również delikatne żółte przecierki.
- Sporo osób "znalazło się" w bardzo fajnych miejscach (łąka, las z wiewiórką) lub zobaczyło piękne obrazy. Tych bez obaw mogłam zachęcić, by zafundowali sobie dwie minuty nudy w ciągu dnia.
- Pojawił się też "dział" kulinarny, niektórzy "zajadali się" przysmakami (zwykle w fajnych miejscach) lub "wylądowali" w cudownych, np. słodyczowych krainach. Ktoś nieoczekiwanie zdał sobie sprawę, że jest głodny. Jeden chłopiec ujrzał watę cukrową, której nie cierpi, czemu dał wyraz tak intensywnie ten obiekt rysując, że w kartce powstała dziura (wata cukrowa pojawiła się również na rysunku pewnej dziewczynki, która była tą wizją zachwycona).
- Pojawiły się jeszcze dwa (oprócz wspomnianej już waty cukrowej) niemiłe rysunki. Zachęciłem autorów, by na drugiej kartce narysowali coś fajnego, czym mogli by ten niesympatyczny obraz zastąpić, co też z wielką ochotą uczynili.
- Niektórzy nie zobaczyli nic. Toteż dostałam również dzieło w postaci... pustej kartki.
- Pojawiła się też bardzo ekspresyjna plątanina kresek i zygzaków wyobrażająca... myśli młodego autora.
-  Jedna osoba latała.
- Niektórzy po prostu się nudzili.
- Byli też tacy, którzy zobaczyli pod powiekami bohaterów "Iwo z Nudolandii", nic w tym dziwnego, przecież dosłownie przed chwilą była o nich mowa...
- ... inni sceny z ulubionymi postaciami, różne stwory i zwierzaki.
- Objawiło się również kilku młodych filozofów.
- Byle też tacy, którzy omal nie zasnęli.
- A jeszcze inni... nie dam rady wymienić wszystkich możliwości.
Tylko dwie minuty, a tyle może się wydarzyć, tyle emocji, opowieści, tyle rysowania. Z pewnością jeszcze niejeden raz powtórzę ten eksperyment.
Przy okazji... to również dowód na to, jak bardzo nam wszystkim, a zwłaszcza dzieciom brakuje dziś chwil na to, by po prostu się ponudzić.

poniedziałek, 15 maja 2017

Warszawskie Targi Książki i spotkanie w Bydgoszczy

W tym tygodniu zapraszam na dwa, a właściwie trzy wydarzenia:

 - 18 maja (czwartek) o godzinie 12:00 w ramach Festiwalu literatury dla dzieci i Warszawskich Targów Książki - warsztaty plastyczne wokół książki „Iwo z Nudolandii”, czyli bajka o młodzieńcu, który wiedział, co to strach. 
Poznamy bohaterów tej nietypowej baśni i zastanowimy się do czego potrzebne są nuda i strach, ale nudno na pewno nie będzie. Czy strasznie? Strasznie fajnie!
Zaprasza wydawnictwo Adamada

Organizator: organizatorzy Warszawskich Targów Książki, Czasdzieci.pl
Miejsce: sala dla dzieci – Galeria /poziom -1

- tego samego dnia od godziny 13:30 do 14:30 (również w ramach Warszawskich Targach Książki) wraz z wspaniałą ilustratorką Martą Krzywicką podpisywac będziemy książkę "Iwo z Nudolandii".

Organizator: ADAMADA WYDAWNICTWO
Miejsce: stoisko 145/D16

Targi odbędą się na Stadionie Narodowym w Warszawie.

- Natomiast 20 maja o godzinie 11:00 spotkam się Czytelnikami w Bydgoszczy w ramach Bydgoskich Biesiad Czytelniczych.


A to jeszcze nie koniec majowych wydarzeń. Dalszy ciąg już wkrótce!

Wspólnie czytamy - dzieci wspieramy

Fotorelację z sobotniego wydarzenia znajdziecie tutaj: https://www.facebook.com/wspolnieczytamydzieciwspieramy/photos/pcb.1932861453649751/1932859746983255/?type=3&theater

Dolny Śląsk - zdjęcia ze spotkań

Spotkanie z przedszkolakami w Radkowie
 
 
 
 
Więcej zdjęć znajdziecie tutaj: http://biblioteka-radkow.eu/index.php/2017/05/15/2163/

Warsztaty literackie w Radkowie...

 
 
 
...i Ścinawce Dolnej




Więcej zdjęć tutaj: http://biblioteka-radkow.eu/index.php/2017/05/15/z-dorota-suwalska-warsztaty-o-literaturze/