Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szuflada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szuflada. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 marca 2013

Kim jest Dżima, czyli kolejne wcielenia pewnego pluszaka

Znaleziony między kartkami dziennika portret koleżanki z liceum - rok 1981. Rysowanie podczas lekcji należało do moich ulubionych zajęć. Skłamałabym jednak pisząc, że w równym stopniu lubili je moi nauczyciele.   

Przygotowując się do pracy nad nową książką przeczytałam dwa swoje dzienniki z zamierzchłej przeszłości. Pierwszy opisywał wakacje po ukończeniu podstawówki. Drugi - pierwsze miesiące w liceum - zeszyt kończy się w grudniu 1981 roku, krótko po wprowadzeniu stanu wojennego. Okres ze wszech miar przełomowy zarówno ze względów osobistych, jak i wydarzenia historyczne. Mogłabym temu poświęcić przynajmniej kilka oddzielnych postów, które może kiedyś napiszę. Może...

Dziś jednak chciałabym się skupić na mało istotnym z perspektywy tych rozlicznych przemian, które wówczas przechodziłam, ale mającym swoje odległe konsekwencje wydarzeniu, które zanotowałam w drugim dzienniku, a mianowicie narodzinom Dżimby.

(...) Dzisiaj skończyłam szyć Dżimbę, szyję ją od długiego, bardzo długiego czasu, jeszcze tylko nos jej przyczepić. Uszyłam jej również zielony, wełniany golf i wełnianą białą spódniczkę. Może komuś wyda się to zabawne, że licealistka zajmuje się takimi rzeczami, ale przyjemnie mieć takie coś do kochania, mięciutkie i puszyste. Dżimba uszyta jest z baraniego, bezowego futerka. Wygląda mniej więcej tak:
W nogach i rączkach ma druty i może je zginać.
(17.X.1981r.)    
Z perspektywy czasu spoglądam z dużym zadziwieniem na swoją "krawiecką" aktywność. Moja pamięc mi podpowiada, że nigdy nie umiałam i nie lubiłam szyć.
A tu jeszcze inny wpis na temat Dżimby i jeszcze jeden jej portret (dziś pewno użyłabym do uwiecznienia jej wizerunku komórki, w tamtych czasach najłatwiej było ją naszkicować).
Uszyłam Dżimbie nową nogę (pierwszą nogę zjadł mój pies Kłopot - przyp. aut.), znów jest śliczna, wszyscy się nią zachwycają. Dziwią się tylko jej rękom. Przez pomyłkę zrobiłam jej dwie lewe ręce. (...). Stwierdziłam, że Dżimaba jest leworęczna i ma dwie lewe ręce do pracy.

Spodobała mi się Anka, nie pytała, czy Dżimba to małpa, mysz czy owca. Wystarczyło, że jej to, że Dżimba jest Dżimbą.

(16.XII.1981)

Ale co to znaczy być Dżimbą?
Trwająca już ponad trzydzieści lat historia Dżimby pokazuje jak dziwne mogą być losy rozmaitych twórczych projektów. 
O ile pamiętam, jej wygląd (a przynajmniej jej pierwszy wygląd) był luźno inspirowany wyglądem Piaskowego Duszka z książki "Pięcioro dzieci i coś", która należała do ulubionych lektur mojego dzieciństwa, co być może zdeterminowało jej późniejsze książkowe losy.  

Oczy (...) osadzone na długich rożkach, jak oczy ślimaka, i mogło je wysuwać i wciągać jak lunety. Uszy miało podobne do uszu nietoperza, a pękaty tułów był w kształcie odwłoka pająka, pokryty gęstym miękkim futerkiem. Nóżki i rączki miało też „futrzaste”, a dłonie i stopy całkiem jak u małpy.
( Edith Nesbit , "Pięcioro dzieci i coś")

Co prawda zrezygnowałam z oczu jak u ślimaka, ale reszta z grubsza się zgada.  

 Tak "wcielona" Dżimba zakończyła swój żywot w paszczy mojego pieska Kłopota (to imię, można powiedzieć, dość mocno zdeterminowało jego życiową aktywność). Ten smutny koniec można było zresztą przewidzieć już po pierwszym jej bliskim spotkaniu z Kłopotem zakończonym utratą nogi. Nogę udało się zrekonstruować. Nie podjęłam się jednak odtworzenia Dżimby w całości. Nie oznacza to jednak, że Dżimba przestała istnieć. Najwyraźniej jej imię (twórcza przeróbka imienia Bromba, o ile dobrze pamiętam) miało dla mnie jakiś magiczne znaczenie, ponieważ jego właścicielka dekadę później inkarnowała się w postaci mieszkanki Błękitnego Lasu. Najpierw wyłącznie w postaci tekstu: 
Miała ona okrągły tułów, który zrastał się z głową bez pośrednictwa szyi i uszy wyglądające jak wielkie, niebieskie liście. Najbardziej niezwykły był jednak kolor futerka. Błękitny. I to, że zamiast pyszczka miała twarz. To nic, że pokrytą niebieską sierścią. Twarz, która potrafi wyrazić wszystkie uczucia bez jednego słowa.

(Dorota Suwalska, „Błękitny las”, opowiadanie napisane na początku lat dziewięćdziesiątych)

Później również materialnie w postaci przygotowanego przeze mnie projektu „Książki – Przytulanki”, który miał swoja premierę podczas wystawy „Współczesna Polska Sztuka Książki, 1997 r” (kilka lat po powstaniu pierwszej wersji projektu).   

O ile tekstowy wizerunek drugiej inkarnacji Dżimby niewiele ma wspólnego z jej pierwszym "wcieleniem" o tyle jej pluszowa wersja wykazuje już pewne podobieństwa. Obie Dżimby uszyte są z futerka i w obu przypadkach ważnym elementem konstrukcji jest drut. Tyle, że pierwsza ma go w nogach (dzięki temu można je zginać), a druga w... ustach (dzięki temu może robić miny).Obie są czymś "do kochania, mięciutkie i puszyste" 

Najwyraźniej jednak  w pewnym momencie zatęskniłam za pierwszym wcieleniem Dżimby bo umieściłam ją w kolejnej książce (nigdy niestety nie ukończonej). Zmieniłam tylko pisownię i mienia, a właściwie to nazwy gatunku, ponieważ imię w tej książce przekształciło się nazwę gatunkową.
Mała Myszka wcale nie była myszką, lecz młodziutką dżimbhą "o kruchym ciele pokrytym mięciutkim futerkiem i brązowych, płochliwych oczkach, w których pojawiał się wyraz bezgranicznej ufności, kiedy spoglądała na swoją opiekunkę.

Dżimbhy mają szpiczaste, pyszczki; bystre, błyszczące oczy, duże, sterczące uszy (trochę jak nietoperz gacek), okrągły tułów pokryty mięciutkim futerkiem, a nogi i ręce jak u małpki.
(konspekt książki pod roboczym tytułem: "Tli Tli", pomysł powstał prawdopodobnie na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych albo na początku lat dwutysięcznych)


Jakie będą dalsze losy Dżimby? I czy w ogóle jakieś będą? Nie wiem. Niczego nie można być pewnym, o czym przekonuje znaleziona w dzienniku deklaracja: Bardzo popieram wegetarianizm, ale jaroszką nie mogłabym zostać. Tak się składa, że od prawie 20 lat nie jadam mięsa ;)

Na pewno chciałabym, żeby Czytankę-Przytulankę, która istnieje tylko w dwóch egzemplarzach mogło kupić w księgarni każde dziecko. Utwierdza mnie w tym przekonaniu każde spotkanie autorskie z udziałem pluszowej, niebieskiej Dżimby, entuzjazm dzieciaków na jej widok. 

wtorek, 21 lutego 2012

CUDDLY TOY - STORYBOOK - about Dzimba in english

CUDDLY TOY - STORYBOOK
(a plush toy with a storybook inside)


IDEA - A cuddly-toy - storybook, which will console, can be taken care of and slept with. It helps to recognise and accept feelings, learn what they are important for and how to manage them. It shapes emotional intelligence by combining the educational and supportive functions


COVER - when closed, looks like a plush toy animal. It is nice and soft. Can be cuddled or treated as a pillow. It does not have any hard elements. Even eyes and ears are made from fabric. Shape of "the mouth" can be changed to express happiness, sadness, etc. Therefore, a child can show their mood by means of the Cuddly toy.



CONTENT - a storybook is hidden inside.
There is enough space for:
- Children's drawings and photos, different pieces of writing and other treasures;
- "Consoling Stories" - stories of supportive and educational character, talking mostly about feelings.
- ,,Feelings Diary" designed specially for children;
- Games and plays of psychological and educational character.


The book can constantly grow thanks to the fact that it is constructed in a form a binder. Its size allows for insertion of plastic sleeves of the B5 format in which all children's treasures can be hidden. Therefore, every child will be able to create their book according to their own needs and interests.




czwartek, 7 kwietnia 2011

Sezon 2. Odcinek 18. Dżimba z Błekitnego Lasu, Dżimba z szuflady

Właściwie lubię wszystkie ze swych wydanych dotychczas książek, lecz chyba jeszcze bardziej te, których nie udało mi się opublikować. Dlatego postanowiłam otworzyć szuflady, szafy, pudełka ze zdjęciami, segregatory, zapomniane pliki i pokazać to, czego nie widać. A trochę się tego przez lata nagromadziło.
Ktoś mógłby powiedzieć, że sama jestem sobie winna – trzeba mi było pisać „normalnie”. Dopóki „produkuję” tekst, który można zmieścić w określonej serii wszystko jest ok. Gorzej, gdy zaproponuję coś, co nie pasuje na żadną z półek w Empiku, ponieważ np. nadaje się zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Jeszcze gorzej, gdy pozwolę sobie wymyślić coś, co wykracza nie tylko poza określoną kategorię wiekową, gatunek literacki... lecz również poza formę książki, do której nas przyzwyczajono. Tak właśnie jest z projektem, który chcę pokazać.

Zabawne jest to, że pierwsza wersja „Czytanki-przytulanki” powstała na „zamówienie” pewnego wydawnictwa. Słowo „zamówienie” świadomie piszę w cudzysłowie, bo obyło się bez umowy i zaliczki. Może trudno było wówczas na to liczyć - byłam świeżo upieczoną absolwentką ASP i trafiłam tam szukając pracy ilustratora. Zaproponowano mi stworzenie nietypowej książki edukacyjnej – zero ograniczeń dla wyobraźni!!! Tak się złożyło, że mój niespełna dwuletni synek był właśnie świeżo po pobycie w szpitalu. Pomyślałam: A może warto stworzyć książkę, która będzie pomagać w trudnych zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców sytuacjach; edukowałby emocjonalnie i wspierał!

Początkowo przygotowałam projekt pluszowego misia z ukrytą wewnątrz książeczką. Tyle, że zawartość, by nie powiedzieć treść misia, miała być niezwyczajna. Miły ją stanowić (między innymi) „Bajki-Pocieszajki” – opowieści o uczuciach, mówiące na przykład o tym do czego potrzebny jest strach lub płacz. 

Po rozmowie z przyjaciółką – pisarką i psychoterapeutką Dagną Ślepowrońską zdecydowałam nadać swojej książce wygląd bohaterki jednej z moich "Bajek-Pocieszajek". Wybrałam Dżimbę z „Błekitnego Lasu” – postać z baśni, która mówi o oczyszczającej sile płaczu, a zarazem przenoszeniu i tłumieniu uczuć. Dlatego Dżimba początkowo budzi w bohaterce baśni lęk, by ostatecznie okazać się najcudowniejszą na świecie istotą.

Skoro mowa o uczuciach o uczuciach to fajnie by było, gdyby książka umiała je wyrażać nie tylko za pośrednictwem słów. Stąd pomysł, że będzie robić miny.

Przygotowałam projekt i rozpoczęłam długotrwałe wędrówki po wydawnictwach (to które "zamawiało" ostatecznie zrezygnowało z projektu). Pomysł właściwie wszędzie się podobał, ale, jak mi tłumaczono, był zbyt skomplikowany w realizacji i za drogi.

Ostatecznie jeden z dwóch (istniejących do dziś egzemplarzy) pokazałam na  wystawie "Współczesna Polska Sztuka Książki" w 1997 r, czyli kilka lat po powstaniu pierwszej wersji projektu.

Baśnie do wnętrza Dżimby powstawały przez lata. Dopisywałam kolejne teksty i przerabiałam te, które powstały wcześniej. To w sumie pasowało do koncepcji ponieważ "Czytanka-Przytulanka" z założenia miała się nieustannie zmieniać. Część z baśni oddzieliła się ode mnie i rozpoczęła własne życie. Powielane na xero teksty wędrowały z rąk do rąk. Trochę jak w zamierzchłych czasach, kiedy to  baśnie przekazywane były w sposób bezpośredni – jeden człowiek opowiadał je drugiemu człowiekowi. Pamiętam wzruszający moment, gdy kilka lat po powstaniu jednej z baśni dostałam list od nieznajomej osoby z dalekiego miasta. Opowiadał o tym jak tekst wędrował po Polsce i jak pozytywny miał wpływ na czytelników. Jego autorką była terapeutką, która korzystała z baśni podczas swojej pracy.

Potem miałam jeszcze kilka podejść, by wydać "baśnie do wnętrza Dżimby" w bardziej tradycyjnej formie. Jednak tylko nieliczne z tekstów doczekały się publikacji (jeden z nich znalazł się na przykład w podręczniku szkolnym).

Czasy się jednak zmieniły i jak, zapewniała sympatyczna pani, z którą rozmawiałam niedawno omawiając szczegóły mojego udziału Warszawskich Targów Książki, dziś ponoć łatwiej i taniej można realizować takie nietypowe projekty. Postanowiłam więc dać Dżimbie po latach jeszcze jedną szansę.

Przedstawiam PRZYTULANKĘ – CZYTANKĘ (pluszową zabawkę, w której wnętrzu ukryta jest książka)
IDEA – Przytulanka-książeczka, z którą można spać, która pocieszy, którą można się zaopiekować. Pomaga rozpoznać, zaakceptować, przekonać się do czego potrzebne są uczucia i jak sobie z nimi radzić. Łącząc w sobie funkcję edukacyjną i wspierającą kształtuje inteligencję emocjonalną.
OKŁADKA – Zamknięta wygląda jak pluszowa maskotka. Jest miła i miękka w dotyku. Można ją przytulić, można położyć na niej głowę jak na poduszce. Nie posiada żadnych twardych elementów. Nawet oczy uszyte są z materiału. „Usta” są tak zaprojektowane, że można je odkształcać nadając im rozmaity wyraz n.p. układać w uśmiech, robić smutną minę… Dziecko może więc dać wyraz swoim uczuciom za pomocą swojej Przytulanki. Jednocześnie tworzą one coś w rodzaju kieszonki, w której można coś ukryć.


ZAWARTOŚĆ – Wewnątrz ukryta jest „książeczka”.
 Jest w niej miejsce na:
– rysunki dziecka, zdjęcia bliskich mu osób, napisane osobiście teksty i inne dziecięce skarby;
– „Bajki-Pocieszajki” – opowieści o charakterze wspierającym i edukacyjnym, opowiadające przede wszystkim o uczuciach;
– opracowany specjalnie dla dzieci ,,Dzienniczek Uczuć"»;
– gry i zabawy o charakterze psychologiczno – edukacyjnym.
Dzięki temu, że poszczególne elementy „książeczki” spięte są za pomocą segregatora lub skoroszytu może się ona bezustannie powiększać i zmieniać. Ma takie wymiary, by zmieściły się w niej „koszulki” do segregatora w formacie B5, w które dzieci mogą chować swoje „skarby”. Zatem każde dziecko ma możliwość samodzielnie kształtować swoją książeczkę, zgodnie z własnymi potrzebami i zainteresowaniami.
Dżimba w akcji. Tutaj pociesza.
Tu już pocieszyła. Zdjęcia dają pojęcie jak dawno powstał projekt. Pozował do nich mój syn, który w czerwcu skończy... 19 lat.
Ku ogromnej radości dzieci pokazuję Dżimbę na spotkaniach autorskich. Na zdjęciu wspólnie robimy miny.

Tutaj czytamy wnętrze Dżimby.
Kiedy wyciągam niebieskiego pluszaka i pytam swoich Czytelników: "Co to jest?" Odpowiadają: "Przytulanka". Zanim dojdziemy do tego, że jest to książka zazwyczaj pada jeszcze jedna odpowiedź: "Plecak." Właściwie jest to chyba niezły pomysł? Wystarczy przyszyć szelki i można zabrać ze sobą w podróż plecak pełen baśni. 
Zdjęcia na żółtym tle w ramach przyjacielskiej przysługi zrobił Andrzej Georgiew.

Autorem pozostałych jest Darek Kondefer.

piątek, 8 października 2010

Skrót wiadomości

- Przy okazji przygotowań do wystawy wpadłam na pomysł interaktywnej okładki. Każdy mógłby  wedle własnego życzenia ułożyć na niej tytuł i nazwisko autora. A jakby mu się znudziło to miałby okazję zmienić tytuł - i autora również ;)
- Dwa moje kolejne artykuły na portalu www.ngo.pl: "Jak się pozbyć problemu? (część 1)" i "Jak się pozbyć problemu? (część 2)"  . Jest to kontynuacja tekstu pod tytułem: "W czym problem?", który ukazał się na portalu w lipcu. Ciekawe, że kiedy pisałam o problemach pod artykułem ukazało się całkiem sporo komentarzy, a kiedy pisze o ich rozwiązywaniu - cisza!