poniedziałek, 22 września 2014

Spotkanie w bibliotece na Woli

Serdecznie zapraszam na spotkanie autorskie
do Wolskiej Biblioteki dla Dzieci i Młodzieży nr 25
przy ul. Żytniej 64 w Warszawie
26 września godz. 11.00


Opowiadać będę o książce "Piegowate niebo"

Spotkanie organizowane w ramach 10. Wolskiej Jesieni Kultury
odbędzie się dzięki Wydawnictwu "Nasza Księgarnia"

czwartek, 11 września 2014

Biesiada Literacka

Oto pełna informacja na temat Biesiady Literackiej z moim udziałem. Zapraszam najserdeczniej!

ODDZIAŁ WARSZAWSKI
STOWARZYSZENIA PISARZY POLSKICH
zaprasza na kolejną
BIESIADĘ LITERACKĄ

której gośćmi będą:
Dorota Suwalska
z którą o jej książce Piegowate niebo 
porozmawia Marek Ławrynowicz;

Andrzej Karczewski
właściciel wydawnictwa MOST, z którym o wydanej przez niego
książce Andrzeja Romana Tak to widzę
będzie rozmawiał Wacław Holewiński;

Mira Łątkowska
z którą o wydawaniu książek literackich i nieliterackich,
ale ważnych dla literatury, porozmawia Piotr Müldner-Nieckowski.

W programie także:
• felieton Piotra Wojciechowskiego
rekomendacje i miniatury.

18 września 2014 r. (czwartek) o godz. 18.30
Dom Literatury w Warszawie
ul. Krakowskie Przedmieście 87/89

środa, 10 września 2014

"Piegowate niebo" we wrześniu

Bociany odleciały do ciepłych krajów i "Piegowate niebo" (bocian jest jednym z bohaterów książki) również odfruwa w świat - nie tak daleki, co prawda, ale jednak... Chciałabym więc opowiedzieć o kilku wrześniowych wydarzeniach związanych z moją najnowszą książką:
Po pierwsze: serdecznie zapraszam na Biesiadę Literacką z moim udziałem - 18 września (czwartek), godzina 18.30. Dom Literatury przy ul. Krakowskie Przedmieście 87/89, Warszawa. Wydarzenie organizowane jest przez Stowarzyszenie Pisarzy Polskich. (wytłuszczam tę informacje to bo to tuż, tuż)
Po drugie:  23 wezmę udział w nagraniu audycji "Nasz ulubiony ciąg dalszy" (radiowa Trójka). Dam znać, gdy będę wiedziała jaki jest termin emisji.
Tu warto dodać, że pod koniec lipca Marek Ławrynowicz rekomendował moją książkę w prowadzonej wspólnie z Wacławem Holewińskim audycji "Jak pisarz z pisarzem" (Radio Wnet).
Po trzecie: 26 o godzinie 11.00 spotkam się z Czytelnikami w Bibliotece Publicznej Dzielnicy Wola przy ul. Żytniej 64 w Warszawie.
Po czwarte: znalazłam bardzo wnikliwą recenzję "Piegowatego nieba" (autorką jest pani Izabela Mirkut). Zachęcam do przeczytania:  http://tu-czytam.blogspot.com/2014/09/dorota-suwalska-piegowate-niebo.html

czwartek, 21 sierpnia 2014

Wakacje na Warmii - ciąg dalszy...

Zamilkłam ostatnio. Tymczasem na warmińskim blogu się dzieje!!! Pojawiło się kilka nowych postów o zagadkowych tytułach: "Czyje to nogi?" ;
"Ognisko w byczym towarzystwie";
oraz "Koparka apokalipsy".
Jest tez jeden post o tytule filmowo-romantycznym, czyli "Lecą żurawie".
Autorem czarno-białych fotografii jest Wojtek Karliński. Żurawie sfotografował Darek Kondefer. Warto zajrzeć do "Domu na Warmii", by zobaczyć więcej zdjęć.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

"Piegowate niebo" - recenzja

Nasza Księgarnia udostępniła bardzo sympatyczną recenzję „Piegowatego Nieba” na swoim Facebooku. Podbieram i link i cytat:

Zamiast fajerwerków dobrego humoru i akcji w szybkim tempie zmierzającej do szczęśliwego finału oraz pomyślnego rozwiązania każdego problemu, znajdziemy w «Piegowatym niebie» niepolukrowany obraz codzienności nastolatki: z młodzieńczymi dramatami, pierwszymi fascynacjami płcią przeciwną, sporo nieporozumień na gruncie rodziny i trudności z adaptacją w nowym środowisku, w szkole, grupie rówieśniczej.

Cały tekst przeczytacie tutaj: http://www.inna-bajka.kobietnik.pl/2014/08/piegowate-niebo-z-bocianem-za-pan-brat.html

piątek, 25 lipca 2014

Kobieto, nie musisz być piękna!

Już od tygodnia jestem na wakacjach (nawiasem mówiąc, nie wiem, czy zauważyliście, słowo „wakacje” brzmi dużo lepiej niż „urlop”). Początkowo nie nastrajało mnie do pisania, teraz jednak zaczyna mi się cknić... Widać pisanie nawet podczas wakacji może być fajne. Zanim jednak przejdę do wakacyjnych tematów zajmę się zaległościami i opublikuję post, który napisałam jeszcze przed wyjazdem i miałam zamiar jeszcze przed wyjazdem opublikować, jakoś mi to jednak umknęło.
Tak czy inaczej... nawiązanie jest – wakacje to fantastyczny czas, by olać starania o to, żeby być piękną i zając się innymi przyjemnościami.

– Nie chce ich pani ufarbować ?- zdziwiła się fryzjerka (pulchna, w średnim wieku, włosy tleniony blond w stylu prosto od fryzjera).
– Mówiłam już, że jestem leniwa – szukałam jakiegoś racjonalnego i nieideologicznego argumentu. – Lepsza siwizna niż odrosty.
No bo faktycznie do fryzjera chodzę z częstotliwością raz na dwa, trzy lata, a farbowanie w domu dawno mi się znudziło.
– To rzeczywiście jest pani leniwa – odparła na to z urazą. Po czym roztoczyła przede mną wachlarz rozmaitych sposobów jak mało kłopotliwie i skutecznie ukryć siwiznę.
– Włosy powinny być zadbane – drążyła temat (swoją drogą – czemu utożsamia się dbanie o włosy z nakładaniem na nie chemii). – Chyba nie che pani wyglądać tak... staro.
– Oj tam... teraz wszyscy starają się być młodzi, a ja... zawsze byłam na przekór modom.
– To nie o to chodzi moda czy nie moda... chodzi o to, że... no wie pani, ja sobie obiecałam, że... po prostu się... nie dam.
Już chciałam jej powiedzieć, że ja też się „nie daję” (choć nie wiem, czy jest to najwłaściwsze określenie), że przecież ćwiczę jogę, medytuję... ugryzłam się jednak w język przeczuwając, że raczej nie będzie to argument, który ją przekona.
– Spotkałam tylko dwie osoby, którym ładnie jest z siwizną – ciągnęła fryzjerka – pierwszą jest moja ciocia. Ma takie piękne, idealnie bielusieńkie włosy. No, ale ona ma 90 lat – dodała spoglądając na mnie znacząco, jak gdyby dopiero dziewięćdziesiątkom uchodziła siwizna. – Drugą spotkałam przypadkiem i, słowo daję, byłam pewna, że to balejaż. Nawet się dziwiłam, że taki idealny, do samiutkiej skóry. Spytałam, gdzie robiła, a ona mi na to, że to naturalne.
Widać, ładna siwizna, to taka, która na siwiznę nie wygląda.
Co tu się zresztą dziwić fryzjerce. W końcu żyje z farbowania włosów. Nieraz się zastanawiałam, jak to jest, że moje koleżanki, które same siebie uważają za feministki tak łatwo wchodzą w związane z płcią schematy dotyczące wyglądu. Nie pokażą się bez makijażu, nieustannie się odchudzają i mają fioła na punkcie, czy ładnie wyszły na zdjęciu. Nie tylko regularnie farbują włosy, lecz poddają się innym odmładzającym zabiegom, rozważając nawet wstrzyknięcie botoksu. Pod wszelkimi innymi względami są jak najbardziej wyzwolone, zarabiają własne pieniądze, które gromadzą na własnych (niezależnych od mężowskich) kontach, dzielą się z życiowymi partnerami codziennymi obowiązkami. Tymczasem kwestia wyglądu wydaje się być dla nich sprawą nieustającego dyskomfortu. Dlaczego tak łatwo ulegają kulturowej presji w tej akurat dziedzinie, choć w innych zachowując daleko idącą niezależność? Czy znacie faceta, który się martwi, że nie zdąży zrobić makijażu przed wyjściem do pracy? Dlaczego mężczyzna może być brzydki, a kobiecie nie przystoi? Dlaczego mężczyźnie z siwizną czasem nawet jest do twarzy, a kobiecie już niekoniecznie. Jak to jest, że kobiety osiągając coraz większą niezależność w rozmaitych dziedzinach życia, jednocześnie oddają się w coraz bardziej restrykcyjną i uciążliwą niewolę wymogów dotyczących urody. I jeszcze nazywają to dbaniem o siebie? Dlaczego pojęcie „kobiecość” tak często sprowadza się do kwestii związanych z wyglądem? Czemu dbanie o siebie tak często utożsamia się z dbałością o powierzchownie pojmowana urodę? Dlaczego wreszcie, po przekroczeniu pewnego wieku troska o wygląd musi oznaczać zabiegi odmładzające? Czy piękna musi znaczyć młoda?

Kategoria piękna ma dla mnie duże znaczenie. Mimo to niewiele czasu i wysiłku poświęcam swojemu wyglądowi. Czasem aż głupio mi się przyznać jak mało, żebym nie wyszła na jakąś dziwaczkę.
Owszem, bywają dni, że nachodzi mnie chętka do zabawy kolorami, formami,fakturami i dłużej zabawię w garderobie – w końcu jestem plastyczką, dziwne więc by było, gdybym była na to obojętna. Ogólnie jednak stronię od rozmaitych zbiegów, mających jakoby na celu poprawianie urody, ponieważ wklepywanie kremów czy malowanie powiek, nie wydaje mi się jakoś nadzwyczaj fascynujące.

Czy to znaczy, że nie dbam o siebie? Pływam, ćwiczę jogę, regularnie chodzę do sauny, staram się w miarę dobrze odżywiać i troszczyć o swoje samopoczucie. Robię to, bo to lubię i czuję, że mi służy. Ostatnio nawet postanowiłam nadrobić zaległości medyczno-diagnostyczne, co jest już mniej ekscytujące.

Wiem, oczywiście, że gdybym ufarbowała włosy wyglądałabym młodziej (nawiasem mówiąc, nie zarzekam się, może nagle zachce mi się zmienić kolor włosów, na razie jednak nie mam na to ochoty), ale po co właściwie miałabym młodziej wyglądać?

Wiem również, że gdybym się postarała, mogłabym ładniej, lepiej wyglądać, ale ile jest innych dziedzin w których mogłabym wypaść lepiej, gdybym bardziej się postarała. Dlaczego więc na tej jednej akurat miałabym się skupiać?

Dla wyjaśnienia, jak większość ludzi uważam, że podobanie się jest miłe (nie jestem pod tym względem wyjątkiem), staram się jednak za bardzo tego nie przywiązywać. O ile przyjemniej i swobodniej się wówczas żyje. Można się wówczas cieszyć różnymi przejawami adoracji lecz nie trzeba się martwic ich barakiem.

czwartek, 17 lipca 2014

Rodzina, rodzina...

Chwalę się rodziną, bo dużo ciekawych rzeczy ostatnio się działo. Powyżej zdjęcie mojej mamy - Elżbiety Suwalskiej (ta z irokezem), która wspaniale zagrała w Teatrze Baza we wzruszającym, a chwilami również zabawnym spektaklu Dagny Ślepowrońskiej pt "Czas słoneczny mierzy się nocą". (zdjęcie Darek Kondefer)
A poniżej mój syn - Iwo Kondefer, odbiera Grand Prix Festiwalu OKFA 2014 za film dokumentalny pt. "Aldona" (zdjęcie z archiwum OKFA).
Pochwaliłabym się również mężem - Darkiem Kondeferm, który maluje, zbija z desek i złoci cykl prawdziwie mistycznych obrazów, ale dzieła te na razie skryte są w pracowni.  

niedziela, 13 lipca 2014

Ideał Czystej Formy zamiast wymyślonego przeze mnie w młodzieńczych latach ideału Czystej Treści

Wygląda na to, że udało mi się zrealizować witkacowski ideał Czystej Formy (trochę wbrew własnym intencjom - prawdę powiedziawszy). Pewien znajomy powiedział mi wczoraj, że moja powieść: "www.terapia" ma wyłącznie formę, zaś nie posiada w ogóle treści ;)
P.S. Na razie opublikowałam "tylko" 32 rozdziały.

sobota, 12 lipca 2014

Zapraszam do wnętrza "Wyspy"!

(...) wiele rysunków przypomina mitochondria, szkielety liści, słoje drzew, pierwotniaki, obrazy spod mikroskopu czy skrzydła motyli. Świat przyrody rozbudza wyobraźnię. Wyobraźnię Suwalskiej rozbudził do tego stopnia, że oglądając jej prace, jest się i w świecie realnym, i w baśni. Jest się i pod mikroskopem i w najmniejszej cząstce najmniejszego żyjątka (...)
[Małgorzata Karolina Piekarska, Kwartalnik Literacki "Wyspa", nr 1 (29) 2014]    

Jakiś czas temu pokazałam tutaj "powierzchnię" "Wyspy" (czyli jej okładkę). Czas zajrzeć do środka!
Kilka zdjęć z podróży wgłąb "Wyspy" znajdziecie TUTAJ!   Najlepiej jednak zajrzeć do oryginału i po prostu kupić kwartalnik :)