środa, 27 kwietnia 2011

About the book-exhibition in English

Links: www.terapia.me
Adaptation of an Internet story into the gallery space

What will you actually show at the exhibition?” That question, asked by my friends, is a source of consternation, because what I intend to show does not have a name yet. However, not wanting to leave them without an answer, I multiply my explanations, with each being equally true and incomplete at the same time:

- It is a translation… of a book… into a gallery space

- An exposition of graphic prose

- The literary arrangement of space

- A story told in a specific interior, because in another interior the same story would look different.

- A kind of literary game

At the source of the idea is the desire to create a form that will facilitate linkage between word and image, art and psychotherapy, Internet space and physical space, virtual reality and the real world and, above all, between the author and audience. That is why I consider the gallery guests Exhibition Users and encourage them to LITERA-lly transform the space.

The starting point is my book www.terapia.me (the title is also the page address). It is a particular book, „literally” the recording of about a dozen meetings of a nonexistent Internet therapy group, the Making-Dreams-Reality Virtual Workshops. Therefore, my exhibition is a kind of adaptation of an Internet story into the gallery space. It is an interactive adaptation, because it allows users to step into the shoes of the Virtual Dreamers (book characters) and learn the ways in which therapeutic fonts may be useful.

Enjoy looking at/reading/writing the words and images of dreams!

wtorek, 26 kwietnia 2011

Sezon 2. Odcinek 22 - www.terapia na Warszawskich Targach Książki


www.terapia.me

czyli historia opowiedziana w przestrzeni

Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział Warszawski

zaprasza na wystawę Doroty Suwalskiej

II Warszawskie Targi Książki

Pałac Kultury i Nauki

Plac Defilad 1

finisaż wystawy 15 maja o godzinie 11.00

Przygotowując prezentację na Warszawskie Targi Książki chciałam pokazać coś, co różni się od tradycyjnej targowej oferty - książkę, która nie mieści się w okładkach. Stąd pomysł aby zaprezentować powieść-wystawę.

U źródeł tej idei znalazło się pragnienie, by stworzyć formę, która pozwoli przeciągnąć linki pomiędzy słowem a obrazem, sztuką a psychoterapią, przestrzenią internetu a przestrzenią fizyczną, wirtualną rzeczywistością a realnym światem i, przede wszystkim, między autorem a odbiorcą.

Punktem wyjścia jest moja powieść "www.terapia.me" (tytuł jest zarazem adresem strony). Książka szczególna - „dosłowny” zapis kilkunastu sesji nieistniejącej internetowej grupy terapeutycznej - Warsztatów Wirtualnego Urzeczywistniania Marzeń. Podstawę opisanej w powieści terapii stanowi eksperyment z tożsamością. Każdy z uczestników „deleguje” na warsztaty tekstowego awatara, który posiada przynajmniej jedną cechę prawdziwą i jedną wymyśloną. Celem terapeutycznych działań jest dojście do prawdziwego wizerunku a, jednocześnie, realizacja zawartych w opisie marzeń.

Jest więc moja wystawa swego rodzaju adaptacją internetowej powieści na język przestrzeni. Adaptacją interaktywną, ponieważ „użytkownicy” wystawy mogą wejść w „skórę” Wirtualnych Marzycieli (bohaterów książki) i wykonać kilka przeznaczonych dla nich zadań.

P.S. Majowy pokaz jest „skróconą” (ze względów technicznych) wersją listopadowej wystawy w warszawskiej Galerii Działań. Fotorelacje z tamtego wydarzenia możesz zobaczyć tutaj i tutaj.  

czwartek, 21 kwietnia 2011

Sezon 2. Odcinek 21. Z wizytą u sąsiadów

W ramach oddechu, którego bardzo mi ostatnio brakuje - najwyraźniej należę do ginącego już gatunku ludzi, którzy potrzebują wypoczynku do życia... A więc w ramach oddechu... relacja z ostatniej wyprawy do Ławek, czyli sąsiedzka wizyta... u naszych bobrów. Co ja ja gadam! Jakie tam one nasze! One są w stu procentach swoje ;) co w żaden sposób nie zmiejszyło naszej radości z tego sąsiedztwa :)




Na zakończenie fotka na trochę inny temat, a może niezupełnie... wszak to bobry obarczano winą za powodzie. Niektórzy wpadli też na pomysł, że w ramach ochrony przeciwpowodziowej należy usuwać z brzegów drzewa. Zdjęcie poniżej pokazuje, że trzeba robić coś przeciwnego.

środa, 20 kwietnia 2011

Sezon 2. Odcinek 20. Słoweński Bruno


Sem Bruno, kot veste in sploh nisem prepričan, če sem glavni junak te knjige. Pravzaprav najbrž tega nihče ne ve. Niti pisateljica. Saj v resnici pisateljica piše to knjigo, to pomeni piše, kot da jaz pišem. Izbrali so me za govorca, ker malo govorim. Imam celo vzdevek - Bruno molčeči in tako se bo imenovala glasbena skupina, ki jo bom nekoč ustanovil. Poleg tega pa gre za izravnavo priložnosti. Moji sestri sta strašno klepetavi in če ne bi postal pripovedovalec, sploh ne bi mogel priti do besede.

Tak właśnie przedstawia się Bruno po słoweńsku :)

"Bruno in sestri"
Avtor: Dorota Suwalska

Datum Izida: 31. 03. 2011

Založba Koleda d.o.o.

Šestošolec doživlja vesele, zabavne in zoprne stvari, a je najbolj srečen, ko sreča prvo... Knjiga je bila v ožjem izboru za nagrado IBBY 2007.

http://www.emka.si/bruno-in-sestri/PR/127489,432

Historia powstania polskiej wersji Brunona jest na tyle ciekawa, że przedstawię ją w którymś z kolejnych odcinków. Zwłaszcza, że zawalona jestem obecnie pracą, a nie chciałabym tego robić "po łebkach" ;) 

P.S. Przy okazji formalności związanych z moją poprzednią przed-zuźkową hiszpańską książką miło było się przekonać, że sprzedaje się ona nie tylko w Hiszpanii lecz również w Argentynie, Chile i Meksyku :)  

piątek, 15 kwietnia 2011

Sezon 2. Odcinek 19. Hiszpańska Zuźka


¡Susie, otra vez con tus historias!
Dorota Suwalska / Emilio Urberuaga
Pearson Educación
En la calle de Susie no vive ningún niño. Uno de sus mayores deseos es que una familia con niños se mude a la casa de enfrente. Susie cuenta esto y otras muchas cosas en primera persona y con mucho humor.
Tak napisali o mojej książce Hiszpanie (cokolwiek miałby to oznaczać. ;) Prawdę mówiąc mniej więcej wiem co - ponieważ wrzuciłam tekst do translatora :) )
Polską wersję rekomendowano w taki oto sposób:
Zuźka, uczennica klasy trzeciej, wyróżnia się ogromną fantazją i wrażliwością, jest ambitna, choć nieco znerwicowana i co chwila pakuje się w tarapaty. Rozstrzyga je w sposób niebanalny jak na dziewczynę, używając nawet chwytów dżudo. 
Ponadto polska książka nosiła tytuł "Znowu kręcisz, Zuźka!" a z jej powstaniem wiąże się zabawna i nieco magiczna historia.
Pewnego dnia zadzwonił telefon i miły głos po drugiej stronie słuchawki zapytał, czy nie zachciałabym napisać książki dla Wydawnictwa "Nasza Księgarnia".
Sytuacja miała miejsce na początku lat dwutysięcznych, kiedy to (oprócz trzech młodzieńczych i mocno niszowych tomików poetyckich - na pewno nie dla dzieci) nie miałam na swoim koncie żadnych książkowych publikacji. Łatwo więc sobie wyobrazić jak bardzo byłam zaskoczona.
Nie dałam jednak tego po sobie poznać i odparłam, że owszem, czemu nie i w ogóle nie ma problemu - jakby pisanie książek na zamówienie to była dla mnie codzienność.   
Tak się złożyło, że mniej więcej w tym samym czasie, a także nieco wcześniej czytałam swojemu synowi mnóstwo książek wydanych przez Naszą Księgarnię. Wzruszaliśmy się przy "Braciach Lwie Serce"i zaśmiewaliśmy przy "Mikołajkach" więc było to dla mnie szczególne wyzwanie. Zwłaszcza, że książka miała się ukazać w "kwadratowej mikołajkowej" serii.
Powód dla którego obdarzono mnie takim zaufaniem poznałam podczas spotkania z moją rozmówczynią - panią Jolantą Sztuczyńską w siedzibie Wydawnictwa. Otóż propozycję otrzymałam z powodu opowiadania, które... nie zostało opublikowane w "Świerszczyku".
Kilka lat wcześniej zaniosłam swoje teksty dla dzieci do tegoż magazynu, któremu szefował wówczas Grzegorz Kasdepke (dziwnym zbiegiem okoliczności prowadziłam niedawno finał konkursu poświęconego jednej z jego książek). Grzegorzowi spodobało się moje pisanie i zamówił u mnie kilka opowiadań. Jedno z nich, które z przyczyn, których dziś już dokładnie nie pamiętam nie ukazało się na łamach "Świerszczyka" miało nieco "mikołajkowy" klimat.
Nasza Księgarnia już od dłuższego czasu szukała polskiego autora, który by napisał historię (tym razem dziewczynki) do tej serii. Powstawały ponoć próbne fragmenty, jednak żadna z bohaterek nie była wystarczająco niesforna.
Wreszcie panie redaktorki zaczęły przekopywać archiwa "Świerszczyka", który należał wówczas do Naszej Księgarni. Tak trafiły na moje opowiadanie i doszły do wniosku, że to jest to!
Zaskakujący zbieg okoliczności sprawił, że krótko przed telefonem z Wydawnictwa wpadłam na pomysł książki, która zarówno pod względem klimatu, tematyki i sposobu narracji była zadziwiająco spójna z zamówieniem. Tyle, że bohaterem mojej powieści miał być chłopiec. Dużo łatwiej było mi pisać o chłopaku z uwagi na to, że mam syna.
Wydawca zapewnił, że nie będzie niczego narzucać w tym względzie, choć, nie ukrywa, że wolał by dziewczęcą bohaterkę.
Ostatecznie przychyliłam się do tej sugestii i dziś jestem bardzo zadowolona z tego powodu. Niewiele jest tak niesfornych i temperamentnych bohaterek w polskiej literaturze dla dzieci i młodzieży. Znajoma pani psycholog stwierdziła nawet, że stworzyłam nowy typ literacki, który nazwała anty-Barbie.
Zuźka spodobała się Czytelnikom, dlatego wkrótce powstała część druga, czyli "Zuźka w necie i w realu".
Powstał też scenariusz serialu, który miał jednak więcej szczęścia do reżyserów i nagród niż do producentów.
Dziś fragmenty obu części można znaleźć w podręcznikach szkolnych, jednak same książki sa obecnie niedostępne na polskim rynku. Szkoda, bo Czytelnicy wciąż ich szukają. Wskazują na to zarówno rozmowy podczas spotkań autorskich jak i słowa kluczowe po których ludzie trafiają na mojego bloga.
Na zakończenie  najbardziej "magiczna" część historii. Krótko przed nawiązaniem współpracy z Naszą Księgarnią podpisałam umowę z innym Wydawnictwem na inną książkę dla dzieci. Kilkakrotnie zmieniano terminy publikacji, tytuł parę razy pojawiał się na stronie z zapowiedziami. Potem sprawa  jakoś się rozmyła i książka ostatecznie się nie ukazała. Jednak w moim umyśle już zaistniała, już ją widziałam na półkach w księgarniach, już wpisywałam dedykacje dla Czytelników. Wiem, że zabrzmi to niedorzecznie, magicznie, egzaltowanie... ale czasem mam wrażenie, że skoro książka zaistniała  w moich myślach to w końcu musiała również zaistnieć w realu. A że nie ta, nie w tym miejscu i nie w tym czasie to może nawet i lepiej.
P.S. W następnym odcinku o słoweńskim Brunonie.   

czwartek, 7 kwietnia 2011

Sezon 2. Odcinek 18. Dżimba z Błekitnego Lasu, Dżimba z szuflady

Właściwie lubię wszystkie ze swych wydanych dotychczas książek, lecz chyba jeszcze bardziej te, których nie udało mi się opublikować. Dlatego postanowiłam otworzyć szuflady, szafy, pudełka ze zdjęciami, segregatory, zapomniane pliki i pokazać to, czego nie widać. A trochę się tego przez lata nagromadziło.
Ktoś mógłby powiedzieć, że sama jestem sobie winna – trzeba mi było pisać „normalnie”. Dopóki „produkuję” tekst, który można zmieścić w określonej serii wszystko jest ok. Gorzej, gdy zaproponuję coś, co nie pasuje na żadną z półek w Empiku, ponieważ np. nadaje się zarówno dla dzieci jak i dorosłych. Jeszcze gorzej, gdy pozwolę sobie wymyślić coś, co wykracza nie tylko poza określoną kategorię wiekową, gatunek literacki... lecz również poza formę książki, do której nas przyzwyczajono. Tak właśnie jest z projektem, który chcę pokazać.

Zabawne jest to, że pierwsza wersja „Czytanki-przytulanki” powstała na „zamówienie” pewnego wydawnictwa. Słowo „zamówienie” świadomie piszę w cudzysłowie, bo obyło się bez umowy i zaliczki. Może trudno było wówczas na to liczyć - byłam świeżo upieczoną absolwentką ASP i trafiłam tam szukając pracy ilustratora. Zaproponowano mi stworzenie nietypowej książki edukacyjnej – zero ograniczeń dla wyobraźni!!! Tak się złożyło, że mój niespełna dwuletni synek był właśnie świeżo po pobycie w szpitalu. Pomyślałam: A może warto stworzyć książkę, która będzie pomagać w trudnych zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców sytuacjach; edukowałby emocjonalnie i wspierał!

Początkowo przygotowałam projekt pluszowego misia z ukrytą wewnątrz książeczką. Tyle, że zawartość, by nie powiedzieć treść misia, miała być niezwyczajna. Miły ją stanowić (między innymi) „Bajki-Pocieszajki” – opowieści o uczuciach, mówiące na przykład o tym do czego potrzebny jest strach lub płacz. 

Po rozmowie z przyjaciółką – pisarką i psychoterapeutką Dagną Ślepowrońską zdecydowałam nadać swojej książce wygląd bohaterki jednej z moich "Bajek-Pocieszajek". Wybrałam Dżimbę z „Błekitnego Lasu” – postać z baśni, która mówi o oczyszczającej sile płaczu, a zarazem przenoszeniu i tłumieniu uczuć. Dlatego Dżimba początkowo budzi w bohaterce baśni lęk, by ostatecznie okazać się najcudowniejszą na świecie istotą.

Skoro mowa o uczuciach o uczuciach to fajnie by było, gdyby książka umiała je wyrażać nie tylko za pośrednictwem słów. Stąd pomysł, że będzie robić miny.

Przygotowałam projekt i rozpoczęłam długotrwałe wędrówki po wydawnictwach (to które "zamawiało" ostatecznie zrezygnowało z projektu). Pomysł właściwie wszędzie się podobał, ale, jak mi tłumaczono, był zbyt skomplikowany w realizacji i za drogi.

Ostatecznie jeden z dwóch (istniejących do dziś egzemplarzy) pokazałam na  wystawie "Współczesna Polska Sztuka Książki" w 1997 r, czyli kilka lat po powstaniu pierwszej wersji projektu.

Baśnie do wnętrza Dżimby powstawały przez lata. Dopisywałam kolejne teksty i przerabiałam te, które powstały wcześniej. To w sumie pasowało do koncepcji ponieważ "Czytanka-Przytulanka" z założenia miała się nieustannie zmieniać. Część z baśni oddzieliła się ode mnie i rozpoczęła własne życie. Powielane na xero teksty wędrowały z rąk do rąk. Trochę jak w zamierzchłych czasach, kiedy to  baśnie przekazywane były w sposób bezpośredni – jeden człowiek opowiadał je drugiemu człowiekowi. Pamiętam wzruszający moment, gdy kilka lat po powstaniu jednej z baśni dostałam list od nieznajomej osoby z dalekiego miasta. Opowiadał o tym jak tekst wędrował po Polsce i jak pozytywny miał wpływ na czytelników. Jego autorką była terapeutką, która korzystała z baśni podczas swojej pracy.

Potem miałam jeszcze kilka podejść, by wydać "baśnie do wnętrza Dżimby" w bardziej tradycyjnej formie. Jednak tylko nieliczne z tekstów doczekały się publikacji (jeden z nich znalazł się na przykład w podręczniku szkolnym).

Czasy się jednak zmieniły i jak, zapewniała sympatyczna pani, z którą rozmawiałam niedawno omawiając szczegóły mojego udziału Warszawskich Targów Książki, dziś ponoć łatwiej i taniej można realizować takie nietypowe projekty. Postanowiłam więc dać Dżimbie po latach jeszcze jedną szansę.

Przedstawiam PRZYTULANKĘ – CZYTANKĘ (pluszową zabawkę, w której wnętrzu ukryta jest książka)
IDEA – Przytulanka-książeczka, z którą można spać, która pocieszy, którą można się zaopiekować. Pomaga rozpoznać, zaakceptować, przekonać się do czego potrzebne są uczucia i jak sobie z nimi radzić. Łącząc w sobie funkcję edukacyjną i wspierającą kształtuje inteligencję emocjonalną.
OKŁADKA – Zamknięta wygląda jak pluszowa maskotka. Jest miła i miękka w dotyku. Można ją przytulić, można położyć na niej głowę jak na poduszce. Nie posiada żadnych twardych elementów. Nawet oczy uszyte są z materiału. „Usta” są tak zaprojektowane, że można je odkształcać nadając im rozmaity wyraz n.p. układać w uśmiech, robić smutną minę… Dziecko może więc dać wyraz swoim uczuciom za pomocą swojej Przytulanki. Jednocześnie tworzą one coś w rodzaju kieszonki, w której można coś ukryć.


ZAWARTOŚĆ – Wewnątrz ukryta jest „książeczka”.
 Jest w niej miejsce na:
– rysunki dziecka, zdjęcia bliskich mu osób, napisane osobiście teksty i inne dziecięce skarby;
– „Bajki-Pocieszajki” – opowieści o charakterze wspierającym i edukacyjnym, opowiadające przede wszystkim o uczuciach;
– opracowany specjalnie dla dzieci ,,Dzienniczek Uczuć"»;
– gry i zabawy o charakterze psychologiczno – edukacyjnym.
Dzięki temu, że poszczególne elementy „książeczki” spięte są za pomocą segregatora lub skoroszytu może się ona bezustannie powiększać i zmieniać. Ma takie wymiary, by zmieściły się w niej „koszulki” do segregatora w formacie B5, w które dzieci mogą chować swoje „skarby”. Zatem każde dziecko ma możliwość samodzielnie kształtować swoją książeczkę, zgodnie z własnymi potrzebami i zainteresowaniami.
Dżimba w akcji. Tutaj pociesza.
Tu już pocieszyła. Zdjęcia dają pojęcie jak dawno powstał projekt. Pozował do nich mój syn, który w czerwcu skończy... 19 lat.
Ku ogromnej radości dzieci pokazuję Dżimbę na spotkaniach autorskich. Na zdjęciu wspólnie robimy miny.

Tutaj czytamy wnętrze Dżimby.
Kiedy wyciągam niebieskiego pluszaka i pytam swoich Czytelników: "Co to jest?" Odpowiadają: "Przytulanka". Zanim dojdziemy do tego, że jest to książka zazwyczaj pada jeszcze jedna odpowiedź: "Plecak." Właściwie jest to chyba niezły pomysł? Wystarczy przyszyć szelki i można zabrać ze sobą w podróż plecak pełen baśni. 
Zdjęcia na żółtym tle w ramach przyjacielskiej przysługi zrobił Andrzej Georgiew.

Autorem pozostałych jest Darek Kondefer.