czwartek, 23 lutego 2023
Świat jest piękny - wersja ukraińska
piątek, 17 lutego 2023
Skarb - czas na książki
Taki stosik książek zgromadziłam przy okazji pisania „Skarbu” (nie wspominając o źródłach internetowych).
Książka powstaje w ramach stypendium twórczego z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
wtorek, 14 lutego 2023
Niech świat będzie przyjazny dziecku
Warto przy tej okazji przypomnieć, że publikację można kupić tutaj i tutaj, a wszystkie dochody Fundacji Powszechnego Czytania z tytułu dystrybucji książki przeznaczone będą na dalszą pomoc ukraińskim uchodźcom.
niedziela, 12 lutego 2023
Dwa stoły dla motyli
Poniższy tekst powstał już jakiś czas temu, myślę, że przynajmniej przed rokiem. Miał się ukazać na nieistniejącym (jeszcze!) blogu poświęconym jeszcze bardziej nieistniejącym (o ile można to w ten sposób określić) zjawiskom w kulturze i sztuce. I pewno się tam ukaże, bo publikując go tu i teraz robię kolejny krok w stronę zaistnienia bloga.
„Dwa stoły dla motyli (z ławkami dla ludzi)”
albo „Biesiada rusałek”
albo „Stoliczku nakryj się”
instalacja w przestrzeni publicznej/sztuka dla zwierząt (w tym również dla homo sapiens)
autorka: Diana Śniegocka
Kiedy na skwerek nieopodal mojego bloku zwalono stertę niepierwszej czystości desek, nikomu chyba nie przyszło do głowy, że może to mieć związek z motylami. Albo sztuką. Mnie na pewno nie. Nawet gdy obok dech pojawiła się tablica informacyjna z wielce obiecującą nazwą „Dwa stoły dla motyli (z ławkami dla ludzi) albo Biesiada rusałek albo Stoliczku nakryj się” sytuacja wciąż przedstawiała się dość tajemniczo. I o to chyba Dianie Śniegockiej chodziło. Chciała przykuć uwagę.
Tablica (pierwsza z wielu) przypominała te, które umieszcza się na placach budowy. Tyle, że nie była żółta, lecz wielokolorowa. Zaś w miejscu, w którym zwykle wpisuje się dane kierownika budowy, znalazło się nazwisko artystki, a w rubrykę „wykonawcy” wpisano „różne istoty”. I rzeczywiście, dzień czy dwa później, idąc do pracy, zauważyłam „różne istoty” (w postaci kilku przedstawicieli gatunku homo sapiens) krzątające się po skwerku. Istoty czyściły deski i zbijały z nich skrzyniopodobne obiekty. W efekcie na pokrywającym skwerek lichym trawniczku wyrosły dwie „skrzynie/grządki podwyższone/stoły biesiadne”. Tak przynajmniej napisano na kolejnej tablicy, dodając że każde z trzech określeń jest równie zasadne. Można było również przeczytać, że deski pochodzą z odzysku, konkretnie z pobliskiej budowy. (Chciało by się wręcz powiedzieć, że przeniesiono je z ludzkiego placu budowy na rusałkowo-motyli). Tak więc tworzenie obiektów nie pociągnęło za sobą konieczności wycinania drzew specjalnie na ten cel i sprowadzania budulca z dużych odległości. Jak widać artystka od początku starała się tworzyć dzieło w sposób jak najbardziej przyjazny dla środowiska i klimatu.
Oba obiekty miały z grubsza rzecz biorąc proporcje stołów i powierzchnię 5m2. Czemu akurat taką? Nieprzypadkowo, jak wyjaśniała autorka. Ma to bowiem kolosalne znaczenie dla biesiadowania rusałek, o czym, budując suspens, obiecała napisać na dalszym etapie tworzenia projektu.
Następnie skrzynie, wedle permakulturowych zasad, wypełniono warstwami materii organicznej. W intencji artystki gleba miała powstać w sposób, jak to określiła, bezprzemocowy, bez konieczności wykopywania jej z innego miejsca. No dobrze, trochę tej ziemi jednak zwieziono, jak przyznała, ale i tę pozyskano przy okazji jakichś robót ziemnych w pobliżu.
Na tym etapie stół dla motyli pełnił funkcję stołu dla dżdżownic, tudzież innych glebotwórczych organizmów takich jak skoczogonki, roztocze, wije, ślimaki czy też lądowe równonogi np. stonogi murowe czy prosionki szorstkie. Stale aktualizowana lista zaobserwowanych gatunków została udostępniona odwiedzającym instalację przedstawicielom homo sapiens. To właśnie dla ich komfortu w pobliżu tej apetycznej (dla detrytofagów) stołówki ustawiono ławki. Siedząc na nich i korzystając z odpowiedniej aplikacji przedstawiciele dwunożnych ssaków mogli chłonąć dźwięki toczącej się w kompoście uczty, muzykę powstającej gleby.
Kolejny etap stanowiły zasiewy i nie ukrywam, że przeżyłam pewne zaskoczenie, gdy jeden ze stołów porósł pokrzywą. Mało kto z taką pieczołowitością przygotowuje grządkę, aby „uprawiać” na niej ten „chwast”. „Chwast”? Też nie lubię tego słowa. Muszę go jednak użyć (choćby w cudzysłowie), ponieważ często w pobliżu „upraw” padało.
Czemu pokrzywa? Rzecz w tym, jak wyjaśniła Śniegocka, że jest to roślina żywicielska gąsienic motyli takich jak rusałka pawik, rusałka pokrzywnik czy rusałka admirał. Na tym etapie okazało się również, dlaczego stoły miały taką a nie inną powierzchnię. Niektórzy biesiadnicy, a konkretnie rusałka pawik, pokrzywnik i kratkowiec potrzebują powyżej 4m2 pokrzywy, by się rozmnażać. (Rośliny żywicielskie gąsienic to zarazem dom dla motylich jajek). Jeśli więc kochacie motyle, pokochajcie pokrzywy, które, nawiasem mówiąc, rosły jak szalone. Bogactwo rozłożonej materii organicznej bardzo się spodobało tym azotolubnym roślinom. To właśnie apetyt na ten pierwiastek sprawia, że tak bardzo lubią sąsiedztwo człowieka. Niezależnie, czy chodzi o przenawożone wiejskie gleby, czy tzw. miejskie nieużytki, a nawet śmietniska (zwykle też przenawożone z powodu odpadów organicznych). Nawet, również pełne azotu, spaliny z pobliskiej ulicy zdawały się im sprzyjać. Fascynująco brzmiały nagrania terenowe z pokrzywowej grządki – wzmocnione odgłosy chrupiących liście gąsienic.
Drugi stół również porosły (znów to okropne słowo) „chwasty”, tyle że nektarodajne, czyli, mówiąc językiem biologów, rodzime rośliny żywicielskie imago (skrzydlatej formy motyli). Znalazły się wśród nich: mniszek lekarski, koniczyna, osty, dzikie selerowate, stokrotka pospolita, fiołki, krwawnik pospolity, lebiodka (również pospolita), przytulia biała, marchew zwyczajna, babki (średnia i lancetowata), cykoria podróżnik i wiele innych, których nazw nie pomnę, a które zostały pracowicie wypisane na jednej z tablic. Wiele z nich, czego przedsmak mieliście już w powyższej wyliczance, miało w swej nazwie przymiotnik „pospolity”/”pospolita” lub „zwyczajna”/”zwyczajny”. I w większości tak wyglądały. Oczywiście motyle lubią również część uprawianych dla efektownej urody kwiatów ogrodowych. Artystce zależało jednak, żeby zwrócić uwagę na te, których zwykle nie dostrzegamy. I które rosną same, byle im nie przeszkadzać. Skład gatunkowy mini-łączki został tak pomyślany, by motyli stół był zastawiony przez cały sezon. Skutkiem ubocznym, ważnym dla dwunogich odbiorców, okazał się fakt, że kwitnące rośliny można podziwiać od wczesnej wiosny aż do jesieni.
Część skrzydlatych przedstawicieli grupy docelowej, do której skierowano dzieło (np. rusałka pawik) może też spijać sok uszkodzonych przez mrozy drzew. Albo pożywiać się na opadłych owocach. Dlatego autorka zasadziła na skwerku kilka drzewek owocowych (w ten sposób stworzyła również lokum dla poczwarek). Oczekując, aż zaczną owocować (albo uszkodzi je mróz?), zainstalowała mini stoliki w postaci podestów na lekko sfermentowane owoce. Można nimi dokarmiać przedstawicieli rusałkowatych w krytycznych porach roku: na przedwiośniu (wspomniany już pawik jest jednym z najwcześniej pojawiających się motyli) lub przed sezonem zimowym, kiedy to niektóre rusałkowate (znów pawik) szykują się do diapauzy.
Wymieniane już kilkakrotnie pawiki chętnie zimują w chłodnych częściach budowli stworzonych przez homo sapiens. Albo korzystają z nor innych ssaków. Ludzkich budowli w mieście nie brakuje, ale trudno w nich znaleźć nieogrzewane miejsca, które nadałyby się na zimowiska. Z norami ssaków też różnie bywa. Dlatego obok kwietnego stołu wybudowano zimowe domki i norki dla motyli.
Pejzażu dźwiękowego dochodzącego znad tego stołu nie trzeba było nagłaśniać. A to dlatego, że przyciągnął on biesiadników spoza, lubującej się w pokrzywie, grupy docelowej. Stół dla rusałek stał się stołem nie tylko dla innych gatunków motyli, lecz również rozmaitych bzyczących zapylaczy w postaci pszczół, os, muchówek… Słyszalną „gołym” uchem owadzią muzykę wzbogacono nagraniami bardziej subtelnych dźwięków. Fascynująco brzmiał wzmocniony szelest otwierających się skrzydeł pawika. Służy on tym motylom do odstraszania napastnika, zwłaszcza, że wraz z szelestem ukazują się przerażające (choć nie dla człowieka) pawie oczy, które w założeniu mają przypominać oczy groźnego drapieżnika. Dźwięk ten można co prawda usłyszeć bez wzmacniania. Jednak w miejsko-owadzim szumie łatwo go przeoczyć (czy raczej przeuszyć).
W tym miejscu warto zaznaczyć, że wszystkie nagrania zostały wykonane bez szkody dla zwierząt.
Na każdym etapie projektu autorka zachęcała do odbierania dzieła również przy pomocy węchu. A także skóry. Trudno sobie wyobrazić coś bardziej rozkosznego niż ciepło słońca na twarzy połączone z brzęczeniem owadów i zapachem rozgrzanych roślin. Choć, podobnie jak w przypadku dźwięków, wrażenia węchowe pochodzące z „Motylich Stołów” mieszają z bodźcami otoczenia np. wonią spalin. Paradoksalnie fakt, że skupiamy się zapachu tego dzieła sztuki sprawia, że zaczynamy odbierać również miejskie zapachy, na które już się znieczuliliśmy. Przynajmniej na mnie tak to zadziałało. I może dobrze, bo powróciła do mnie ich świadomość.
Nie można pominąć rozmaitych działań towarzyszących. Wspomniałam już kilkakrotnie o tablicach. Zapisane na nich informacje uzupełnione mnóstwem innych materiałów audiowizualnych można też znaleźć na stronie projektu, na blogu, w mediach społecznościowych itd.
Nakręcono bardzo ciekawy film na temat powstawania obiektu (i jego rozwoju). Poszczególne etapy tego procesu zaprezentowano również w sieci, a także w formie opisywanych już tablic.
Stworzono miejsce w sieci, do którego odbiorcy/uczestnicy z gatunku homo sapiens mogą nadsyłać obserwacje pojawiających się przy stołach istot (jaj, gąsienic, dorosłych owadów) w formie plików tekstowych, zdjęć, wideo... stając się niejako współtwórcami projektu.
W ogóle kwestia autorstwa została przy okazji tego dzieła dość ciekawie potraktowana. Na „liście płac” - bo faktycznie „podpis” pod dziełem bardziej przypomina filmowe napisy końcowe, niż to do czego przywykliśmy odwiedzając galerie sztuki - jako współtwórców wymieniono z imienia i nazwiska autorów nagrań terenowych, konsultantów, producentów, projektantów motylich domków, członków ekipy technicznej. Również stale rosnąca lista gatunków odwiedzających, osiedlających się lub rosnących na terenie dzieła sztuki, a więc de facto również jego adresatów (nie wykluczając człowieka), została potraktowana jako spis współtwórców. (Tu można doszukać się nawiązania do wspomnianych na wstępie „różnych istot” podniesionych z roli wykonawców do rangi artystów.) Co prawda motylom, dżdżownicom czy fiołkom status ten jest zapewne obojętny, ma jednak znaczenie dla człowieka, może więc zmienić jego postrzeganie nieludzkich współautorów.
Inspiracją do takiego potraktowania innych gatunków stała się książka „ZOEpolis”, w której wśród autorek i autorów wymieniono wszystkie występujące w niej rośliny i zwierzęta oraz projekt artystyczny pod tym samym tytułem.1
Warto również wspomnieć o działaniach przygotowanych z myślą o użytkownikach pobliskich RODów (Rodzinnych Ogródków Działkowych) we współpracy z jednym z warszawskich ogrodów społecznych. Śniegocka nadała im zbiorczy tytuł nawiązujący do słynnego dzieła Bruno Bettelheima: „Cudowne i pożyteczne. O urodzie i wartościach chwastów”. Działkowcy wzięli między innymi udział w „Przeglądzie działkowej fotografii portretowej”. Bohaterami portretów były samowysiewające się rośliny (chwasty) oraz żyjące dzięki nim zwierzęta (m.in. motyle). Jak wyjaśniła artystka, pracę z językiem dotyczącą słów posiadających negatywne konotacje, można prowadzić na dwa sposoby: poprzez ich unikanie i zastępowanie innymi określeniami lub umieszczanie w pozytywnych kontekstach, by w konsekwencji zmienić ich wydźwięk. W tym konkretnie przypadku wybrała drugą metodę.
Fotografie zostały wystawione na płocie okalającym kompleks RODów, doskonale widocznym z pobliskiej ulicy i chodnika. Aby zachować indywidualizm portretowanych roślin i zwierząt, w podpisach, prócz nazwy gatunkowej, zaznaczono inne dane np. miejsce zrobienia zdjęcia, w kilku przypadkach nawet imiona. Na przykład jeden z przedstawicieli/przedstawicielek(?) cykorii podróżnik nosił imię Benio. Ta sama zasada dotyczyła zdjęć przedstawiających ludzi (bo i takie się pojawiły, w końcu nasz gatunek też korzysta z chwastów) – nazwa gatunkowa, lokalizacja, imię.
W ramach projektu, prócz konkursu i plenerowej wystawy (wraz z plenerowym wernisażem i finisażem) zorganizowano również cykl warsztatów i wykładów dla działkowców oraz wszystkich zainteresowanych życiem nieudomowionych lokatorów (zarówno zwierzęcych jak i roślinnych) miejskich terenów zielonych oraz przyjaznego im ogrodnictwa.
Odniesienie do tytułu książki Bettelheima to niejedyny baśniowy kontekst związany z dziełem Śniegockiej. Nawiązując do jednego z alternatywnych tytułów swojej pracy przeprowadziła cykl warsztatów dla dzieci pod nazwą „Biesiada rusałek”. Rozpoczęły się one od malowania wizerunków baśniowych/mitologicznych rusałek, następnie wraz z młodymi podopiecznym obserwowała gromadzące się przy „Dwóch stołach” rusałki-motyle ze szczególnym uwzględnieniem ich mniej rozpoznawalnych form: gąsienic, poczwarek, jaj. Rysowanie ich i malowanie było zapewne doskonałym i przyjemnym („cudownym i pożytecznym”) sposobem, by je zapamiętać.
Kolejny alternatywny tytuł „Stoliczku nakryj się” stał się osnową cyklu spacerów (również przeznaczonych dla młodego odbiorcy) po coraz rzadszych miejskich nieużytkach porośniętych pokrzywą i innymi chwastami oraz coraz częściej spotykanych miejskich łąkach. Właśnie te miejsca okazały się samonakrywającymi/samowyrastającymi stoliczkami dla miejskich owadów (nie tylko motyli). Uczestnicy przygotowali fotograficzną dokumentację uzupełnioną o listę gatunków. Powstała również alternatywna (motyla) wersja baśni „Stoliczku nakryj się”. Efekty obu warsztatowych cykli zaprezentowano publiczności.
Po przeprowadzce na inne osiedle straciłam z oczu (a także uszu i nosa) „Dwa stoły dla motyli”. Przez jakiś czas odwiedzałam miejsca w sieci związane z tym projektem. Potem różne osobiste sprawy pochłonęły mnie do tego stopnia, że przestałam również tam zaglądać.
Wróciłam na „motyli skwer” (w realu) po latach załatwiając coś w okolicy i… nie poznałam tego miejsca. Nie chodzi nawet o to, że dostawiono domki i hotele dla innych niż motyle zapylaczy, takich jak dzikie pszczoły czy trzmiele. Raczej o to, że zarówno te budowle, jak i same stoły stały stały się prawie niewidoczne. Drzewa urosły i zaczęły owocować, nasiona roślin posadzonych w skrzyniach rozsiały, a motyli stół rozlał się na cały skwer. Usiadłam na ławce, która znajdowała się teraz nie przy stole, ale w samym jego środku. Moja skóra chłonęła słońce, uszy– owadzią (i ptasią) muzykę, nos – zapach łąki i żywicy. I nawet wyzierające zza drzew i chaszczy miasto wydawało się jakby mniej natrętne, przyjacielskie.
1Druga odsłona wydarzenia „Zoepolis” (listopad 2019) w budynku dawnego składu solnego na krakowskim Zabłociu. Wśród artystek i artystów wymieniono nie-ludzkich mieszkańców kamienicy, z którymi współdziałały ludzkie twórczynie przygotowując wystawę.
wtorek, 7 lutego 2023
Skarb
Co, prócz zapału i mapy, jest potrzebne, by znaleźć skarb?
Oczywiście... wiersz.
SKARB
Wytężając wzrok, byłem ślepy na znaki,
które prowadziły do skarbu.
Oglądając dachy ze stromego zbocza ukochanej góry,
nie przeczuwałem, że kiedyś spojrzę w dół na wieś,
której nie ma i która stanie się moim domem.
Szukając oparcia wśród ludzi twardych jak skała,
nie wiedziałem, że odnajdę się wśród zagubionych.
Chroniąc się w cieniu kamiennych dziewcząt,
skąd mogłem wiedzieć, że skamieniałe serce może ożyć.
Marząc o Pustelni, nie przypuszczałem, że znajdę szczęście wśród ludzi.
Łykając łzy wśród owdowiałych cerkwi, martwych macew,
nie ośmieliłem się wierzyć, że koniec świata może być początkiem.
Chcąc wzbić się w powietrze z ruin zamku rosnącego w skale,
nie przypuszczałem, że na ruinach można budować.
Chciałem odnaleźć miejsce na końcu świata,
nie wiedząc, że jest on zaledwie sto kilometrów stąd.
Tam mój skarb, moje Srebro i Złoto.
Książka powstaje w ramach stypendium twórczego
z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
wtorek, 31 stycznia 2023
Spotkania autorskie i warsztaty
Już od dłuższego czasu obiecuję sobie uzupełnić moją ofertę spotkaniowo-warsztatową zarówno o propozycje spotkań, które prowadzę od dawna, jak i o te najnowsze. Czemu więc nie zacząć robić tego dzisiaj. Poniżej pierwsza propozycja.
Spotkanie przekrojowe połączane z prezentacją moich książek dla dzieci i młodzieży
Prezentacja ta jest okazją do przybliżenia, w formie dyskusji, pojęć i zagadnień związanych z tworzeniem i publikowaniem książek (powstawanie tekstu: typy narracji, bohaterowie, inspiracje; tworzenie ilustracji; projektowanie; publikowanie i tłumaczenie książek; nietypowe książki itp.)
Podczas spotkania wykorzystuję flanelową tablicę bądź rzutnik w zależności od liczebności grupy.
W przypadku bardziej kameralnych spotkań doskonale sprawdza się tablica, w przypadku liczniejszych wskazane jest skorzystanie z rzutnika.
Omawiając prezentację skupiam się na pozycjach adresowanych do grupy wiekowej obecnej na spotkaniu.
Dla dzieci i młodzieży w wieku szkolnym.
Poniżej linki do relacji z kilku takich spotkań:
http://suwalska.blogspot.com/2011/06/spotkanie-w-nowicy.html
http://suwalska.blogspot.com/2017/04/krosno-i-jedlicze.html
http://suwalska.blogspot.com/2018/02/piotrkow-i-moszczenica-spotkania.html
wtorek, 10 stycznia 2023
Stypendium MKiDN 2023
Pragnę poinformować, że otrzymałam roczne stypendium twórcze z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na napisanie książki pod roboczym tytułem "Skarb". Lista stypendystów tutaj.
sobota, 7 stycznia 2023
2022 - podsumowanie
Nie bardzo mam chęć na pisanie corocznego podsumowania. Trochę dlatego, że energia kieruje mnie ku przyszłości, co dla mnie samej jest pewnym zaskoczeniem. A trochę przez to, że nie był to łatwy rok, nie tylko w skali globalnej, regionalnej, ale i prywatnej. Nie był też przesadnie produktywny pod względem zawodowym. Z drugiej jednak strony mam potrzebę ten rok podsumować. Żeby więc uszanować i potrzebę, i niechęć, skupię się na pozytywach związanych z życiem zawodowym, bo i tych przecież trochę było. (Nawiasem mówiąc, od pewnego czasu, każdego wieczora spisuję, co dobrego mnie w danym dniu spotkało. Polecam spróbować.)
źródło zdjęcia: Fundacja Powszechnego Czytania
Miałam szczęście, wraz z innymi znakomitymi autorkami i autorami, wziąć udział w projekcie Fundacji Powszechnego Czytania i napisać dwa opowiadania do publikacji „Świat jest piękny. Książka przeciw wojnie”. Dochód z jej dystrybucji przeznaczony jest na pomoc uchodźcom z Ukrainy.
Czuję się też matką chrzestną publikacji w Wiadomościach Nadarzyńskichfragmentu książki Małgorzaty Strękowskiej-Zaremby po polsku i ukraińsku. Może to drobna sprawa, ale mam nadzieję, że sprawiła komuś radość.
Fundusz PopieraniaTwórczości Stowarzyszenia Autorów ZAiKS przyznał mi stypendium na napisanie tekstów edukacyjno-popularyzatorskich dla dzieci w ramach projektu „Świnie, krowy, kury..., czyli zwierzęta, których nie znamy”. W związku z tym odwiedziłam dwa wspaniałe miejsca: Azyldla Świń „Chrumkowo” i azyl dla krów/ogród wspólnotowy Króv Muuve . Mam nadzieję, że uda się odwiedzić kolejne azyle dla tzw. zwierząt gospodarskich.
Na stronie czytaj.me ukazał się nowy e-book.
Dzięki wytrwałości Małgorzaty Karoliny Piekarskiej, która zabiegała o zorganizowanie tego przedsięwzięcia, wzięłam udział w zbiorowej wystawie i na dodatek na plakacie znalazła się moja grafika.
Odnowiłam współpracę z portalem ngo.pl. Pierwsza publikacja już wkrótce.
Zaczęłam też częściej wychylać się ze swojej „gawry” prowadząc warsztaty, uczestnicząc w spotkaniach autorskich i innych wydarzeniach związanych z książką, więcej na ten temat na moim Facebooku.
Pod koniec roku dowiedziałam się o przyznaniu rocznego Stypendium Twórczego zbudżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Więcej na ten temat już wkrótce.
sobota, 17 września 2022
Świat jest piękny. Książka przeciw wojnie
Tak bardzo się cieszę, że mogłam być pomocna, biorąc udział w tym wspaniałym, charytatywnym projekcie Fundacji Powszechnego Czytania.
Choć premiera zaplanowana jest na 24 września, przedsprzedaż już ruszyła. Jeśli więc chcecie kupić tę niezwykłą publikację, pomagając tym, których dotknęła wojna w Ukrainie, zapraszam tutaj: https://www.motyleksiazkowe.pl/zapowiedzi/57673-swiat-jest-piekny-ksiazka-przeciw-wojnie-9788396129932.html
Nakład ograniczony, więc warto się pospieszyć.
Świat jest piękny. Książka przeciw wojnie
Autorzy zebrani
Niniejsza publikacja powstała dzięki pisarzom i ilustratorom, którzy poruszeni wojną w Ukrainie ofiarowali swoje dzieła jako wyraz współczucia dla jej najmłodszych ofiar. Książka niesie ze sobą pozytywne przesłanie: Świat jest piękny pomimo zła, które widać. Oddajemy w ręce rodziców i opiekunów publikację, która, mamy nadzieję, będzie narzędziem do odważnej rozmowy o wojnie, ale narzędziem, które jednocześnie pomaga pokazać, że świat pozostaje piękny, że zło nie zwyciężyło i nie zwycięży.
Wszelkie dochody
Fundacji z tytułu dystrybucji książki przeznaczone będą na
dalszą pomoc uchodźcom.
Cena detaliczna 50 zł
ISBN 978-83-961299-3-2
Premiera 24 września 2022 roku, 7 miesięcy od wybuchu wojny
sobota, 6 sierpnia 2022
Świnie, krowy kury, czyli stypendium ZAIKSu
Wspaniałe wieści! Zarząd Funduszu Popierania Twórczości Stowarzyszenia Autorów ZAiKS przyznał mi stypendium na napisanie tekstów edukacyjno-popularyzatorskich dla dzieci w ramach projektu „Świnie, krowy, kury..., czyli zwierzęta, których nie znamy”. To ważny dla mnie temat, więc tym bardziej się cieszę i tym bardziej dziękuję:)
Obrazek to ilustracja baśni "Różowy obłoczek", ale jak najbardziej wiąże się z tematem.
Zabieram się za nowa książkę!
czwartek, 10 lutego 2022
2xZuźka
„Mikołajkowy” trop jest jak najbardziej na miejscu, ponieważ z powstaniem pierwszego tomu wiąże się dość niezwykła historia. Pozwolę tu sobie zacytować fragment tekstu z publikacji wydanej na stulecie Naszej Księgarni (wydawcy papierowych wersji serii o Zuźce): „Pewnego dnia - pomiędzy obiadem a odwożeniem syna na angielski - odebrałam telefon z Naszej Księgarni z propozycją… napisania książki. Różnych rzeczy mogłam się spodziewać, ale na pewno nie czegoś takiego. Trzeba pamiętać, że byłam wówczas autorką trzech bardzo niszowych, i na dodatek wydanych wiele lat wcześniej, tomików poetyckich przeznaczonych dla dorosłego odbiorcy i kilku krótkich tekstów dla dzieci, które ukazały się, również dużo wcześniej, w dwóch, czy trzech czasopismach. Większość moich ówczesnych utworów literackich zalegała szuflady. Zdumiewający był więc był sam fakt, że Nasza Księgarnia wiedziała o moim istnieniu. I to właśnie moja współpraca z magazynami dla dzieci, a konkretnie z jednym, okazała się wyjaśnieniem zagadki. Rzecz w tym, że ktoś z redakcji natknął się na opowiadanie, które parę lat wcześniej napisałam dla ‘Świerszczyka’ (wówczas ‘Świerszczyk’ wydawała Nasza Księgarnia), w dodatku z tego, co pamiętam nieopublikowane, tylko ukryte gdzieś w archiwach. I stwierdził, że jestem autorką, której wydawnictwo potrzebuje. Nasza Księgarnia szukała właśnie polskich autorów do mikołajkowej serii. Ale to jeszcze nie koniec szczęśliwych zbiegów okoliczności. Tak się bowiem złożyło, że to co zaproponowało mi wydawnictwo zbiegło się z pomysłami, które chodziły mi wówczas po głowie. Nie będzie chyba zaskoczeniem, jeśli powiem, że się zgodziłam.”
Ponieważ „Znowu kręcisz, Zuźka!” została bardzo ciepło przyjęta, szybko powstała druga część „Zuźka w necie i w realu”. I oto macie oba tytuły w pakiecie w formie e-booków. Plus ASCII-artowe ilustracje mojego autorstwa i przypisy, które m.in. zdradzą co nieco z historii Internetu w drugim tomie. Zarówno ASCII-arty, jak i większość przypisów to nowość w stosunku do poprzednich wydań.
Zapraszam na czytaj.me
piątek, 21 stycznia 2022
piątek, 7 stycznia 2022
2021 - podsumowanie
To nie był najłatwiejszy rok mojego życia. Przyczyniła się do tego zarówno ogólna sytuacja w kraju (zdaję sobie sprawę, że nie jestem w tej sprawie odosobniona), jak i moje prywatne sprawy. Chyba dopadł mnie syndrom ogólnożyciowego wypalenia. Robiłam więc niewiele ponad to, co konieczne. A że tych koniecznych rzeczy było (i wciąż jest) dużo i nie należą do przesadnie energetyzujących (by nie powiedzieć, wręcz przeciwnie), więc i to szło mi opornie.
Miniony rok, a nawet dwa, to również czas dość gorzkich refleksji na temat, nazwijmy to ogólnie, rynku książki i niektórych moich doświadczeń z nim związanych. (Może kiedyś napiszę o tym szerzej). Kilkanaście miesięcy temu pomyślałam nawet, że czas się zawijać. W każdym razie postanowiłam zrobić przerwę w pisaniu (i dotrzymałam tego z drobnymi wyjątkami), licząc, że dzięki temu wypocznę. Nie do końca się to sprawdziło. Niedawno mąż powiedział, że mogłabym wrócić do pisania, bo kiedy to robię, lepiej funkcjonuję. No więc może i czas na to, nawet jeśli moje pisanie miałby teraz wyglądać kompletnie inaczej.
W tej sytuacji nie będzie chyba zaskoczeniem, jeśli powiem, że w minionym roku nie napisałam nowej książki. Nie licząc tego, że w pierwszych jego miesiącach kończyłam tę, która miała się ukazać w 2021. Z przyczyn niezależnych ode mnie i wydawcy została jednak przesunięta na 2022. Ponadto dwie książki, dość nieoczekiwanie, „spadły”. I tak oto w tym roku, po raz pierwszy od lat, nie mogę się pochwalić nową publikacją książkową.
Nie znaczy to jednak, że literacko i artystycznie nic się u mnie nie działo. Choć, co tu dużo mówić, mniej niż w poprzednich latach i przede wszystkim na skutek inicjatywy osób i instytucji, które mnie do różnych przedsięwzięć zapraszały, a nie mojej własnej. Tym bardziej im dziękuję.
Podsumowania noworoczne mają tę zaletę, że pozwalają przypomnieć sobie wydarzenia, o których z perspektywy przełomu grudnia i stycznia nie pamiętamy. Tak też się stało przy okazji pisania tego tekstu i nagle się okazało, że udało mi się stworzyć listę różnego rodzaju sukcesów, dłuższą niż się spodziewałam. Poniżej wymieniam je w kolejności chronologicznej:
- Moja książka „Cień w błękicie” (Wydawnictwo Zielona Sowa)
otrzymała jedną z głównych nagród w Konkursie Świat Przyjazny Dziecku Komitetu Ochrony Praw Dziecka. Dziękuję pięknie jury, ilustratorce i wydawcy.
- „Tabletki na dorosłość” oraz „Iwo z Nudolandii”
(Wydawnictwo Adamada)
zostały wydane w formie audiobooka. Bardzo mnie cieszy, że teraz można
ich również posłuchać.
- Wzięłam udział w Międzypokoleniowym Festiwalu Literatury
Dziecięcej Ojce i Dziadki
(https://festiwalliteraturydzieciecej.pl/).
Wielkie dzięki dla Agnieszki Karp-Szymańskiej, która się do tego przyczyniła.
- Mój tekst na temat motywów erotycznych w literaturze dla dzieci można było przeczytać w Guliwerze. Bardzo dziękuję Edycie Antoniak-Kiedos za zaproszenie do zabrania głosu w tej sprawie.
- Opowiadanie "Bursztyny" mojego autorstwa ukazały się po francusku i niemiecku w szwajcarskiej edycji Kosmosu dla dziewczynek. Ogromnie mnie to cieszy.
- Dzięki inicjatywie i zaangażowaniu mojego męża powstała strona z moimi e-bookami.
Wielkie dzięki.
- Napisałam wstęp do „Wielozmysłowego Słownika Sztuki”.
Jestem wdzięczna Fundacji Wielozmysły za to, że miałam okazję to zrobić.
(https://www.wielozmysly.org/pl/)
źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/fundacjawielozmysly/photos/a.988213914716127/1709745955896249/
- Wzięłam udział w zbiorowej wystawie "4x10. Sztuka wokół nas", zorganizowanej na 40-lecie działalności PłockiejGalerii Sztuki. Pokazałam tam dwa obrazy. Dziękuję pięknie kuratorowi Jerzemu Brukwickiemu za zaproszenie.
źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/plockagaleria/photos/pcb.4507691285965176/4507668305967474/
- Na okładce „Antologii Wyspy” znalazł się dmuchawiec mojego autorstwa. Ogromnie mi miło, że wydawcy tej publikacji wybrali właśnie mnie do zilustrowania okładki.
- Mój tekst znalazł się w przepięknej publikacji wydanej z okazji stulecia Naszej Księgarni. To bardzo sympatyczne.

















