poniedziałek, 26 lutego 2018

Znowu kręcisz, Zuźka - piąta odsłona

Ukraińskie wydanie "Znowu kręcisz, Zuźka!" to wspaniała okazja na małe podsumowanie dziejów tej książki. Bo też jest co świętować. "Сюзанка хитрує!" to piąta odsłona książki. Dotychczas ukazały się trzy polskie wydania, jedno hiszpańskie i jedno ukraińskie. Pierwsze polskie wydanie w 2004 roku. Gdyby Zuzia była prawdziwą dziewczynką, była by więc już dorosła, a tak wciąż ma 9 lat. Przynajmniej w tej części (w kolejnej, zatytułowanej "Zuźka w necie i w realu" jest już dziesięciolatką).
Tym bardziej cieszy, że książka wciąż przemawia do młodych czytelników, świadczą o tym zarówno kolejne wznowienia, publikacje fragmentów w podręcznikach, zachwyty Czytelników, jak również dopominanie się o trzecią cześć przygód Zuźki.
Jeśli macie ochotę wykonać małą podróż w przeszłość i przeczytać o okolicznościach powstania książki - zapraszam TUTAJ. A poniżej pozwolę sobie przypomnieć okładki wcześniejszych wydań :)

niedziela, 25 lutego 2018

Piotrków i Moszczenica - spotkania autorskie

Zachęcam do obejrzenia zdjęć z dwóch ostatnich spotkań autorskich. Dziękuję organizatorom za sympatyczne przyjęcie a Czytelnikom za arcyciekawe pytania.

Spotkanie autorskie w Piotrkowie Trybunalskim

Spotkanie autorskie w Moszczenicy
  Więcej zdjęć: http://www.biblioteka.moszczenica.eu/galeria/045_SPOAUT_DORSUW/

19.02.2018 r.

czwartek, 25 stycznia 2018

Suzanka hytruje

Ukraińska "Znowu kręcisz, Zuźka", czyli "Сюзанка хитрує!" ("Suzanka hytruje!") - bardzo mi się podoba ten tytuł :) Chwalę się już dziś, choć książka dopiero w zapowiedziach.

poniedziałek, 1 stycznia 2018

2017 - podsumowanie

Znajoma napisała na FB, że po raz kolejny wkracza w Nowy Rok bez podsumowań i postanowień i bardzo to wszystkim poleca. To fajna i kusząca praktyka. Z drugiej jednak strony z własnego doświadczenia wiem, że przypomnienie sobie różnych dobrych rzeczy, które wydarzyły się w czasie minionych 12 miesięcy to też niezły pomysł. Zwłaszcza, że często mamy (a przynajmniej ja mam) tendencję do zapominania o nich. W roli przypominacza świetnie sprawdza się blog pod warunkiem, że (choćby najbardziej ogólnikowo) prowadzimy notatki. Wystarczy zajrzeć do archiwum i pamięć się otwiera.
Takie podsumowanie to również niezła metoda, by wydobyć się z tego szczególnego międzyświątecznego bezczasu (jak gdyby człowiek pomiędzy Bożym Narodzeniem a Sylwestrem wpadał w jakiś inny wymiar) i przejść do normalnej aktywności.
To tyle tytułem wstępu. Po przejrzeniu archiwum i uruchomieniu pamięci (oraz nastawieniu jej na pozytywy) stwierdzam, że to był bardzo udany rok pod względem zawodowym.
Ukazały się dwie nowe książki: baśniowy Iwo z Nudolandii i edukacyjny Poczet Królów i Książąt Polskich.
 
Dwie książki napisałam. Wspomniany  już Poczet i książkę, która ma się ukazać na początku 2019 r. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek wcześniej udał mi się taki wyczyn. Inna rzecz, że trochę się przepracowałam, no ale miałam skupiać się na pozytywach, więc nie będę się na ten temat rozwodzić. Ważne jest to, że postanowiłam lepiej zadbać o siebie i już zaczęłam to wprowadzać w życie.

Nastąpił również ciąg dalszy sukcesów moich "Czarnych Jezior" (w 2016 r. zostały wyróżnione w Konkursie Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY. W 2017 otrzymały Wyróżnienie w IX Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej i zostały wpisane na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej 2016. Dostały też nominację do nagrody Dobre Strony 2017 (jako jedna z 4 opublikowanych w 2016 r. książek dla młodzieży - wliczając w to tłumaczenia).
     
Działo się także w sprawach plastycznych. Wzięłam udział w dwóch międzynarodowych projektach: toruńskiej i berlińskiej odsłonie wystawy "Orzeł wylądował" ...

i międzynarodowej wystawie In white.

Ze spraw pozazawodowych warto wspomnieć wydarzenia z kategorii "pierwszy raz pierwszy w życiu". Było ich kilka. Wymienię tu dwa: skok ze spadochronem i występ na scenie z jednym z moich ulubionych zespołów czyli z Księżycem (ciekawa analogia do wspomnianej tu wystawy ;)). Występ skromny (w chórku , jako efekt przedkoncertowych warsztatów) ale i tak jestem z siebie dumna. Nie był to co prawda pierwszy raz, kiedy śpiewałam na scenie, ale nie zdarzyło mi się to od lat i po raz pierwszy z ulubionym zespołem.

źródło zdjęcia: Bemowskie Centrum Kultury

PS. Pisząc tę notatkę doszłam do wniosku, że liczbą roku 2017 powinnam ustanowić dwójkę ;) dwie książki wydane, dwie napisane, dwa literackie wyróżnienia, dwie wystawy i dwie zaznaczone w tym blogu nowości (choć pewno było ich nieco więcej). Poza tym pojawiło się sporo ponadziemskich (zwłaszcza księżycowych) klimatów.

wtorek, 5 grudnia 2017

Książęta, królowie i królowe

Zwykle piszę o nowo wydanej książce parę słów od siebie, o tym, jak mi się nad nią pracowało, co dla mnie znaczy. Dziś czas na "Poczet Królów i Książąt Polskich" przygotowany z myślą o dzieciach w wieku wczesnoszkolnym (dla zachęty - jedna z przepięknych ilustracji Diany Karpowicz).
Zdawałoby się, że napisać notkę na stroniczkę o jednym czy drugim władcy to żaden problem. Szczerze mówiąc byłam na tyle naiwna, że przed przystąpieniem do pracy sama tak uważałam. Tymczasem... chyba jeszcze żadna książka tak bardzo mnie nie zmęczyła. Nie tylko dlatego, że to nowość w moim "repertuarze" - pierwsza w pełni edukacyjna pozycja (stad pewno naiwność, o której wspomniałam). Powodów jest tak wiele, że wszystkich z pewnością nie wymienię. Krótki termin. Trud błądzenia w gąszczu często sprzecznych ze sobą źródeł - szczęśliwie wspierał mnie w tym znakomity historyk Sebastian Adamkiewicz w roli konsultanta. Konieczność przełożenia tych wszystkich strasznych wydarzeń, z których składa się historia (każdego chyba kraju) na przyjazny dziecku język. I jeszcze chciałoby się napisać książkę tak, żeby było zachęcająco zarazem merytorycznie, krótko ale treściwie, prosto lecz bez uproszczeń...
I na dodatek te wszystkie dylematy, z którymi podczas pisania przyszło mi się mierzyć... 
Które z historycznych wydarzeń zostawić, a jakie fakty pominąć? Co jest ważne? Co mniej? Paradoksalnie czasem miałam wrażenie, że im krótsza notka, tym trudniej ją napisać, spora część mojej pracy polegała na selekcji historycznych faktów i skracaniu napisanego wcześniej tekstu.
Których władców uwzględnić a których można sobie odpuścić. Niby oczywiste, a jednak nie - zwłaszcza, gdy mowa o okresie rozbicia dzielnicowego. W efekcie okazało się, że liczba władców, których miałam opisać wciąż się rozrastała podczas pracy nad książką.
Jaką ciekawostką okrasić notatkę o danym władcy? Miejsca mało, a tyle fascynujących i często zdumiewających z dzisiejszej perspektywy faktów.
I wreszcie... jak pogodzić te wszystkie punkty widzenia, z których można oglądać historię, tak by nie zrobić z książki wykładni osobistych poglądów a jednocześnie pozostać w zgodzie ważnymi dla mnie wartościami? Co tu dużo mówić, trudno o coś bardziej podlegającego potrzebom bieżącej chwili, niż sposób opowiadania historii.
O jednym mogę zapewnić - robiłam co mogłam i najlepiej jak mogłam.
A co z tego wyszło?
To już nie mnie oceniać. Mam nadzieję, że i tym razem sprawdzi się zasada, że skoro było trudno, to pewno wyszło dobrze. 

środa, 29 listopada 2017

Nowa książka - Poczet Królów i Książąt Polskich

Producent: ZUZU TOYS
Autor: Dorota Suwalska
Ilustracje: Diana Karpowicz
Konsultacja historyczna: Sebastian Adamkiewicz
Ilość stron: 104
Format: 17,6 x 25 cm
wiek: 8+

Zupełnie nowa, nowoczesna odsłona historii wszystkich królów i książąt władających Polską od Mieszka I do Stanisława Augusta Poniatowskiego.
Poczet Królów i Książąt Polskich autorstwa Doroty Suwalskiej jest przeznaczony dla dzieci od pierwszych klas szkolnych.
Dowcipne ilustracje Diany Karpowicz pozwalają zapamiętać najważniejsze fakty związane z każdym władcą. Na kartach książki znajdują się m. in. największe osiągnięcia i największe niepowodzenia, czyli to, z czego dany król zasłynął zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym tego słowa znaczeniu.
Przy każdym z królów została umieszczona ciekawostka na jego temat lub epoki, w której panował.  Trudne wyrazy wydrukowane na złoto zostały wyjaśnione w słowniczku na końcu książki.
W instrukcji korzystania z książki dzieci znajdą praktyczne informacje:
- jakim kolorem zaznaczono różne dynastie
- w jaki sposób pokazujemy, który władca był królem a który księciem

Więcej: https://zuzutoys.pl/produkt/poczet-krolow-i-ksiazat-polskich

czwartek, 9 listopada 2017

Warsztaty plastyczne w Nadarzynie

 Tym razem w roli malarki. Dzięki uprzejmości pani Renaty Kuleszy zamieszczam kilka zdjęć z warsztatów plastycznych "Spotkanie ze Sztuką", które prowadziłam w Szkole Podstawowej W Nadarzynie 25 października i 8 listopada w ramach projektu "Wsparcie dla uczniów Szkoły Nadarzyn" (Regionalny Program Operacyjny Województwa Mazowieckiego).

piątek, 27 października 2017

Czarne Jeziora w Bibliotece im. H. Rudnickiej

25 października - spotkanie z gimnazjalistami ze szkoły baletowej w Bibliotece im. Haliny Rudnickiej na warszawskim Żoliborzu. Rozmawialiśmy o "Czarnych Jeziorach". Pięknie dziękuję Hannie Diduszko za zaproszenie.

piątek, 20 października 2017

Tacie...

Powyżej znalezisko, którego moja mama dokonała sprzątając jakiś czas temu mieszkanie - dyplom dla mojego nieżyjącego już taty przyznany przez samozwańcze Towarzystwo zarządzane przez samozwańczych prezesów, czyli mnie i mojego męża. Jako osoba mocno introwertyczna zawsze miałam opory przed pisaniem na blogu o osobistych sprawach. A co może być bardziej osobistego, niż wspominanie zmarłych bliskich. Z drugiej strony, zawsze chciałam pisać o ważnych sprawach, a cóż może być ważniejszego, niż takie właśnie osobiste tematy?

Kilka lat temu rozmyślałam o śmierci więcej niż zwykle, głównie w kontekście własnej śmiertelności, tego co mogłoby się stać z moimi bliskimi, gdyby mnie zabrakło. W pewnym momencie olśniło mnie. Chciałabym dwóch rzeczy: żeby poradzili sobie beze mnie i żeby o mnie pamiętali. I ta oto prosta i oczywista konstatacja nieoczekiwanie przyniosła mi spokój. Myślę, że tego samego pragnąłby mój tata. Dlatego postanowiłam napisać ten post. Ja oczywiście o moim tacie nigdy nie zapomnę, ale chciałabym też podzielić się tą pamięcią z innymi. Już dawno myślałam o tym, by jakoś upamiętnić swoich zmarłych bliskich, ale nie bardzo miałam na to pomysł. Na razie będę robić to w najprostszy sposób. Po prostu napiszę o nich na blogu. Tak się stało, że tata wczoraj miał urodziny, a to dobry moment, by zacząć to robić. Nieprzypadkowo wybrałam ten zabawny dyplom, jako pretekst, żeby o tacie napisać. Pokazuje on bowiem, że kochał mnie i wspierał moje wybory życiowe, mimo obaw, czy pozwolą mi one zarobić na życie. Sam, jako osoba wychowana w ubogiej rodzinie w swoich decyzjach zawodowych kierował się raczej rozsądkiem. Do tego stopnia wspierał, że jako stolarz-hobbysta włączał się w moje szalone pomysły tworząc np. konstrukcję wymienionej w dyplomie Nieskończoności. Dla wyjaśnienia, pierwsza wersja Nieskończoności, to spory obiekt w postaci walca z otworem, do którego można było zajrzeć, by ujrzeć w środku linię prostą bez początku i końca. Ja wszystko miałam fantastycznie opracowane, ale nie wiem, czy obiekt powstałby, gdyby nie wsparcie taty. Wybudował konstrukcję, na której opierały się ukryte w walcu, dwa ułożone naprzeciw siebie lustra i pomagał rozwiązać wszelkie techniczne problemy. A to tylko jeden z przykładów wsparcia, którego mi udzielał (wraz z mamą) w różnych dziedzinach życia.

Do końca też pozostanie dla mnie wzorem, jak znosić ciężką chorobę. Chorobę, która do tego stopnia zdominowała moją pamięć o tacie, że przez długi czas nawet śniłam go chorego. A przecież te kilka lat kiedy chorował, w kontekście niespełna 60 lat, które przeżył, to tylko fragment życia. Dopiero po pewnym czasie moje sny zaczęły pokazywać go również zdrowego. I dopiero wtedy poczułam, że zaczynam odzyskiwać pamięć o tacie. Na szczęście, tuż przed śmiercią, w szpitalu zdążyłam powiedzieć mu, że go kocham. To niby takie oczywiste, że kochamy. Tyle, że często nie mówimy o tym na co dzień, jakby zostawiając to na bliżej nieokreślone, odświętne okazje. Tata oczywiście też powiedział, że mnie bardzo kocha, czego też oczywiście zawsze byłam pewna. A jednak był jeden z najbardziej poruszających momentów w moim życiu.

Śmierć bliskiej osoby na zawsze nas zmienia, a dzisiejsze czasy nie sprzyjają przeżywaniu żałoby. Natychmiast wracamy do pracy. Brakuje rytuałów, które pomogły by się z nią uporać. Brakuje rozmów i zajmowania się śmiercią na co dzień; przekazu, jak sobie z nią radzić, oswajania z jej nieuchronnością. Dlatego moja żałoba po tacie (rozcieńczona w codzienności) trwała długo. Nie umiałam, nie miałam czasu, żeby się na niej skupić. A może sama sobie ten brak czasu stwarzałam, żeby nie dopuścić do siebie całego bólu naraz.

Kilka lat temu, zupełnie doświadczyłam czegoś absolutnie niezwykłego. pamiętam, że jechałam samochodem, nie myśląc o niczym szczególnym i w pewnym momencie nieoczekiwanie zobaczyłam obok siebie (jakimś wewnętrznym wzrokiem) uśmiechniętą, łagodną i spokojną twarz (a może raczej popiersie?) mojego taty zbudowaną jakby z półprzezroczystej materii.
Jak już pisałam, przez długi czas po śmierci nie mogłam wyobrazić sobie (przypomnieć) taty sprzed choroby, nawet w snach pojawiał się chory. Dopiero po pewnym czasie moja wyobraźnia odzyskała zdolność cofania się w dalszą przedchorobową przeszłość. Jednak w twarzy, którą zobaczyłam jadąc samochodem było również coś, co tata zyskał(?) podczas choroby, ponieważ w tym czasie ujawniło się w nim wiele wspaniałych cech. Nie była ani młoda, ani stara, nakładały się w niej wszystkie okresy życia, z których tatę pamiętam. I zrozumiałam/poczułam, że zakończył się we mnie/w nowym taty świecie pewien proces i tata, choć niewidoczny, już zawsze będzie ze mną, będąc jednocześnie w tamtym świecie.

Powiecie, że to jakiś mistycyzm? Pewno tak. Ale co z tego?

Może to dziwne, że z okazji urodzin taty opisałam jego śmierć, ale trudno ją pominąć, skoro już nastąpiła. I może ten opis to też jest fragment jakiegoś procesu, oznacza, że najpierw muszę opisać śmierć, by przejść do opisywania życia. Tak jak jakiś czas musiał minąć, zanim byłam w stanie wyobrazić sobie tatę sprzed choroby.

wtorek, 17 października 2017

poniedziałek, 16 października 2017

I jeszcze raz...

czyli migawki z lipca, sierpnia i września, a konkretnie z tych dość nielicznych chwil, kiedy to nie siedziałam przy komputerze.
Zacznę trochę niechronologicznie, ale to było najbardziej niezwykłe wydarzenie ostatnich miesięcy. Lipiec, odbieram prezent na 50 urodziny :)

Czerwiec - pracując nad jednym projektem, starałam się zbierać dokumentację do kolejnego.
Lipcowe protesty.
Wrzesień- wernisaż w wystawy "In White";
Festiwal Pisarzy Młodzieżowych
i spotkanie w Wiskitkach.

Wygląda na to, że nie mam żadnych fotek z sierpnia. Najwyraźniej najbardziej intensywnie "wysiadywałam" wówczas nowy projekt przed kompem. Dobrze, że udało mi się wyrwać do Ciotki Książkuli :)

poniedziałek, 9 października 2017

Lipiec, sierpień, wrzesień...

...skrót z minionych trzech miesięcy w trzech punktach:
 1) Tego lata ominęły mnie wakacje. Od czasu do czasu zerkałam na publikowane na FB fotki przedstawiające moich znajomych wypoczywających w rozlicznych fascynujących krajach i krainach. I czułam się wykluczona z tego powszechnego wypoczynku. I marzyłam, żeby choć trochę sobie poleniuchować za granicą, przed granicą, a nawet we własnym ogródku. I tak minęło mi, a może raczej ominęło mnie, lato. Później okazało się rzecz jasna, że zerkanie na FB nieco fałszuje obraz rzeczywistości i niektórzy z moich znajomych również w tym czasie pracowali, nie byłam więc osamotniona w swojej "niedoli". Ponieważ jednak życzę dobrze swoim znajomym wcale mnie to nie pociesza. Z jednej strony, dobrze, że praca jest. Z drugiej wypoczynek też jest potrzebny, by nie powiedzieć niezbędny. Zwłaszcza, gdy człowiek czuje, że energia nie odnawia się już tak łatwo i szybko jak dawniej.
Rzecz w tym, że zaangażowałam się w pilny i trudny projekt. Co gorsza podczas pracy wynikły pewne komplikacje. W efekcie musiałam każdego dnia mozolnie reanimować swój zapał twórczy, dość skutecznie jak sądzę. Nie obyło się też bez dodatkowych "atrakcji" typu kłopoty zdrowotne w najbliższym otoczeniu, łącznie z hospitalizacją (na szczęście krótką) bliskiej osoby i chorobą (najprawdopodobniej dożywotnią) psa (szczęśliwie sytuacja opanowana). Na początku października (czyli teraz) udało mi się wreszcie wyjechać na prawie tygodniowy urlop do... Pogezanii (obecnie warmińsko-mazurskie) i choć pogoda nie dopisuje a na dodatek zaziębiłam się, nie pozwalam, żeby zepsuło mi to humor. Wypoczywam leżąc w łóżku i czytając.
 2) W międzyczasie miało też miejsce jeszcze kilka sympatycznych zawodowych wydarzeń:
 - wizyta w radiu RDC u Ciotki Książkuli, czyli Małgorzaty Berwid;
 - warsztaty wokół książki "Iwo z Nudolandii" w Nadarzynie;
 - udział w międzynarodowej wystawie "In White";
 - sympatyczne spotkanie w Wiskitkach (tym razem mówiłam o "Czarnych Jeziorach");
 - i nie mniej sympatyczne spotkanie w warszawskim Domu Literatury w towarzystwie Joanny Jagiełło, Marcina Szczygielskiego i Andrzeja Zimniaka (jeśli o czymś zapomniałam to tylko dlatego, że próbuję w telegraficznym skrócie streścić trzy miesiące).
 3) Na zakończenie coś najwspanialszego. Na początku lipca odebrałam prezent, który z okazji pięćdziesiątki podarowali mi mąż z synem. Spełniło się marzenie, o którym już prawie zapomniałam - skoczyłam ze spadochronem. Najpierw pół minuty wolnego spadania (choć straciłam kompletnie poczucie czasu). Jak się potem dowidziałam od przesympatycznego instruktora, który skakał ze mną w tandemie spadaliśmy z prędkością ponad 200 km na godzinę. Co ciekawe, nie miałam uczucia spadania. Jakiegoś niesamowitego pędu - owszem, ale nie spadania. Niesamowite, wspaniałe uczucie, którego nie da się opisać. A potem, kiedy otworzył się spadochron pojawiły się doznania o kompletnie innym charakterze, podziwianie widoków, tęcza na jednej z chmur i przelot przez inną, klika napowietrznych fikołków (czyli głową w dole a spadochronem w górze) i czysta przyjemność przebywania w powietrzu. Prawdziwe święto!

Pogezania, 5 października 2017 r.

środa, 20 września 2017

Oddział Warszawski
Stowarzyszenia Pisarzy Polskich

zaprasza na spotkanie

„FESTIWAL PISARZY MŁODZIEŻOWYCH”

Czas i miejsce: wtorek 26.09.2017 g. 16.00-17.30,
Dom Literatury, 00-079 Warszawa, ul. Krakowskie Przedmieście 87/89

Znani twórcy polskiej literatury młodzieżowej: Joanna Jagiełło, Dorota Suwalska i Marcin Szczygielski, zaprezentują swoje zamierzenia, koncepcje artystyczne i zdradzą niektóre z tajników warsztatu, które pomogły im osiągnąć rynkowy sukces.

Porozmawiamy także o obecnym rynku literatury młodzieżowej oraz o oczekiwaniach młodych czytelników. Będzie okazja do dyskusji i do zadawania pytań ulubionym autorom, a także do zbierania autografów. Spotkanie pod auspicjami Festiwalu Nauki poprowadzi Andrzej Zimniak.