piątek, 28 września 2012
poniedziałek, 24 września 2012
Jutro jadę do Złotoryi...
...spotkać się z Czytelnikami. Będę mówić o kalkografii, Dżimbie, książce "Ratunku, marzenia!" i jeszcze paru innych sprawach.
I tak: 26 września o godz. 9.00 w bibliotece w Złotoryi odbędzie się finał powiatowego konkursu literackiego "Krajobrazy dzieciństwa", którego tematem jest jedna z moich książek, a mianowicie "Bruno i siostry". Tego samego dnia o 12.00 w bibliotece Wojcieszowie dzieci spotkają się z Dżimbą. 27 września o godzinie 10.00 spotkam się z Czytelnikami w bibliotece w Zagrodnie.
Do zobaczenia!!!
I tak: 26 września o godz. 9.00 w bibliotece w Złotoryi odbędzie się finał powiatowego konkursu literackiego "Krajobrazy dzieciństwa", którego tematem jest jedna z moich książek, a mianowicie "Bruno i siostry". Tego samego dnia o 12.00 w bibliotece Wojcieszowie dzieci spotkają się z Dżimbą. 27 września o godzinie 10.00 spotkam się z Czytelnikami w bibliotece w Zagrodnie.
Do zobaczenia!!!
poniedziałek, 10 września 2012
Warsztaty kalkografii w Nadarzynie
Kalkografia w Nadarzynie w ramach letniej akcji "Warsztaty Last Minute!!!" organizowanej przez Nadarzyński Ośrodek Kultury.
piątek, 31 sierpnia 2012
Warsztay kalkografii w Młochowie
Już nie aktualność lecz jeszcze nie zaszłość. Warsztaty kalkografii w ramach projektu "Lato na wsi" organizowanego już po raz dziesiąty przez Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki. W tym roku współorganizatorem był m. in. Nadarzyński Ośrodek Kultury, zajęcia odbywały się w Świetlicy NOK w Młochowie i dziewiętnastowiecznym młochowskim parku. Prócz grafik spod żelazka robiliśmy linoryty, monotypie, frotaże, malowaliśmy (na papierze i na płótnie), wydrapywaliśmy, rysowaliśmy i lepiliśmy z gliny.
Autorką zdjęcia jest Monika Majewska, która wspierała mnie podczas prowadzenia zajęć. Dziękuję również Joli Zalesińskiej, gospodarzom Świetlicy, organizatorom i oczywiście uczestnikom warsztatów.
Autorką zdjęcia jest Monika Majewska, która wspierała mnie podczas prowadzenia zajęć. Dziękuję również Joli Zalesińskiej, gospodarzom Świetlicy, organizatorom i oczywiście uczestnikom warsztatów.
czwartek, 30 sierpnia 2012
Nowy tytuł!!!
No i jest nowy tytuł. Wypożyczyłam go od samej siebie. Skąd dokładnie? Niech dociekliwi sami przeprowadzą śledztwo jeśli mają na to ochotę. Z kronikarskiego obowiązku odnotowuję, że do dnia dzisiejszego blog nosił tytuł:
tekstowy serial Doroty Suwalskiej
Z tego samego powodu wklejam dotychczasowy opis bloga.
Konsekwentnie niekonsekwentna autorska blogonowela dokumentalno-fabularna. Cóż to oznacza w praktyce? Przeczytasz tutaj.
I jeszcze jeden opis, w którym wprowadziłam drobne zmiany.
Seriale w serialu
Ponieważ niektóre wątki powtarzają się cyklicznie w moim blogu, postanowiłam ułatwić życie Czytelnikom, którzy je śledzą. W tym celu zamieszczam poniżej kilka wyodrębnionych z bloga całości - do czytania odcinek po odcinku.
Pozostaje jeszcze zmienić zdjęcie i zmienić opis pod nim, co niebawem uczynię.
tekstowy serial Doroty Suwalskiej
Z tego samego powodu wklejam dotychczasowy opis bloga.
Konsekwentnie niekonsekwentna autorska blogonowela dokumentalno-fabularna. Cóż to oznacza w praktyce? Przeczytasz tutaj.
I jeszcze jeden opis, w którym wprowadziłam drobne zmiany.
Seriale w serialu
Ponieważ niektóre wątki powtarzają się cyklicznie w moim blogu, postanowiłam ułatwić życie Czytelnikom, którzy je śledzą. W tym celu zamieszczam poniżej kilka wyodrębnionych z bloga całości - do czytania odcinek po odcinku.
Pozostaje jeszcze zmienić zdjęcie i zmienić opis pod nim, co niebawem uczynię.
wtorek, 28 sierpnia 2012
Nowy tytuł?
fot. Iwo Kondefer
Czas zmienić tytuł bloga. Obecnie ani to serial (biorąc pod uwagę częstotliwość "emitowania" postów). Ani tekstowy - biorąc pod uwagę proporcje słów do obrazów.
Ze słowami to w ogóle ostatnio problem. Nie chcą mnie słuchać i nie chcą abym ja je słyszała. Chowają się, gdy najbardziej ich potrzebuję. Podnoszą bunt. Mieszają mi szyki w zdaniach. Płoszą myśli...
Czy w tych okolicznościach jestem w stanie wymyślić nowy tytuł? Wszak tytuł również składa się ze słów.
A może Wy macie jakieś pomysły? Z góry dziękuję za podpowiedzi.
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Baloty
fot. Darek Kondefer
Przywiozłam z wakacji nowe zdjęcie ilustrujące cytowany już tutaj fragment książki "Ratunku, marzenia!" i nie mogłam się powstrzymać, żeby się z Wami tym niezwykłym obrazem podzielić.
– A dziś to woziłam z wujkiem Krzysiem baloty.
– Galoty? – spytałem.
– Idź, ty nieuku! Jak można nie wiedzieć, co to baloty.
(teraz już wiem, że baloty to takie jakby ogromne pakunki za snopków słomy lub siana)
("Ratunku, marzenia!" - fragment rozmowy narratora z młodszą siostrą)
środa, 11 lipca 2012
Czas na bloga!
Zajrzałam na bloga i stwierdziłam, że czas się odezwać. Ostatni wpis prawie sprzed miesiąca. Trochę dawno. A i przedtem była prawie miesięczna przerwa.
Czyżby nic się u mnie nie działo? Nigdy nie jest tak, że nic się nie dzieje. Poza tym, kiedy mało się dzieje jakoś łatwiej złapać wart opisania wątek, paradoksalnie więc "nicsięniedzianie" może zaowocować całkiem interesującymi tekstami.
Może więc dzieje się za dużo i brak mi czasu? Trochę tak - jestem dość zajęta (m.in. pisaniem rzeczy innych niż posty na bloga). Ale to nie jedyny powód.
Po pierwsze: uaktywnił się mój wewnętrzny introwertyk, który skutecznie mnie zniechęca do internetowych zwierzeń.
Po drugie: Dzieje się trochę rzeczy o których nie bardzo mam chęć pisać (przynajmniej publicznie), więc nie napiszę.
Po trzecie: Przegapiłam parę tematów (głównie z dziedziny "absurdy życia codziennego"), które chciałam opisać, ale ponieważ nie zrobiłam tego od razu, mój zapał do upublicznienia ich minął i jakoś nie mam energii, żeby go wskrzesić. Zwłaszcza, że zostało jeszcze parę innych spraw, które startują "castingu" do Tekstowego Serialu Doroty Suwalskiej.
Dziś tylko je zasygnalizuję z nadzieją, że na tym się nie skończy:
- W moim życiu pojawił się "bociani wątek". Wielki brat Facebook zapewne jest już tego świadom ponieważ "polubiłam" sporo bocianich stron. Chciałam się też podzielić tematem z Czytelnikami mojego bloga (a przy okazji wzmocnić moje bocianie działania) publikując kilka związanych z tematem zdjęć i komentarzy. Ale jestem zbyt zajęta bocianimi sprawami, żeby się tym zająć.
- Los położył na mojej drodze (dosłownie i w przenośni) dość niezwykły złoty medal. Jeśli go zeskanuję/sfotografuję zagra główną rolę w jednym z odcinków mojego blogo-serialu.
- Zakończyłam właśnie teatralny sezon. Miniony rok obfitował w aktorskie (nie tylko teatralne, ale i jeden filmowy) epizody i planowałam przygotować na ten temat jedną lub dwie fotorelacje.
- Dość mocno zajmuje mnie ostatnio temat kalkografii i z tej okazji publikuję jedną z moich kalkograficznych ilustracji (na razie w wersji czarno-białej) z powstającej właśnie książki "Jak żyć bez czarów?" - dla królewny zaklętej w żabkę to pytanie może mieć zasadnicze znaczenie ;-)
P.S. Przy okazji trochę prywaty :). Chcę się podzielić swoją radością. Mój syn dostał się właśnie na wymarzone studia i nadzwyczaj się z tego wszyscy cieszymy!!! Nie czaruję ;)
Czyżby nic się u mnie nie działo? Nigdy nie jest tak, że nic się nie dzieje. Poza tym, kiedy mało się dzieje jakoś łatwiej złapać wart opisania wątek, paradoksalnie więc "nicsięniedzianie" może zaowocować całkiem interesującymi tekstami.
Może więc dzieje się za dużo i brak mi czasu? Trochę tak - jestem dość zajęta (m.in. pisaniem rzeczy innych niż posty na bloga). Ale to nie jedyny powód.
Po pierwsze: uaktywnił się mój wewnętrzny introwertyk, który skutecznie mnie zniechęca do internetowych zwierzeń.
Po drugie: Dzieje się trochę rzeczy o których nie bardzo mam chęć pisać (przynajmniej publicznie), więc nie napiszę.
Po trzecie: Przegapiłam parę tematów (głównie z dziedziny "absurdy życia codziennego"), które chciałam opisać, ale ponieważ nie zrobiłam tego od razu, mój zapał do upublicznienia ich minął i jakoś nie mam energii, żeby go wskrzesić. Zwłaszcza, że zostało jeszcze parę innych spraw, które startują "castingu" do Tekstowego Serialu Doroty Suwalskiej.
Dziś tylko je zasygnalizuję z nadzieją, że na tym się nie skończy:
- W moim życiu pojawił się "bociani wątek". Wielki brat Facebook zapewne jest już tego świadom ponieważ "polubiłam" sporo bocianich stron. Chciałam się też podzielić tematem z Czytelnikami mojego bloga (a przy okazji wzmocnić moje bocianie działania) publikując kilka związanych z tematem zdjęć i komentarzy. Ale jestem zbyt zajęta bocianimi sprawami, żeby się tym zająć.
- Los położył na mojej drodze (dosłownie i w przenośni) dość niezwykły złoty medal. Jeśli go zeskanuję/sfotografuję zagra główną rolę w jednym z odcinków mojego blogo-serialu.
- Zakończyłam właśnie teatralny sezon. Miniony rok obfitował w aktorskie (nie tylko teatralne, ale i jeden filmowy) epizody i planowałam przygotować na ten temat jedną lub dwie fotorelacje.
- Dość mocno zajmuje mnie ostatnio temat kalkografii i z tej okazji publikuję jedną z moich kalkograficznych ilustracji (na razie w wersji czarno-białej) z powstającej właśnie książki "Jak żyć bez czarów?" - dla królewny zaklętej w żabkę to pytanie może mieć zasadnicze znaczenie ;-)
czwartek, 14 czerwca 2012
Spotkanie w warszawskiej bibliotece przy ulicy Wilczej
Opowiadałam o swoich książkach i pokazywałam prezentację poświęconą warmińskim inspiracjom do książki "Ratunku, marzenia!".
Spotkało mnie parę miłych niespodzianek.
Zaskoczyła łatwość z jaką dzieci odgadły język, w którym zapisany był tytuł jednej z moich książek.
- No przecież tam jest napisane, że "Bruno chorwacki" (w tytule pliku ;))
Miłe było również to, że dzieci same się zgłosiły do czytania fragmentów przedstawianych podczas prezentacji. I czytały z wielkim zaangażowaniem.
Słowem dzieciaki-bystrzaki i do tego bardzo miłe panie bibliotekarki.
Spotkało mnie parę miłych niespodzianek.
Zaskoczyła łatwość z jaką dzieci odgadły język, w którym zapisany był tytuł jednej z moich książek.
- No przecież tam jest napisane, że "Bruno chorwacki" (w tytule pliku ;))
Miłe było również to, że dzieci same się zgłosiły do czytania fragmentów przedstawianych podczas prezentacji. I czytały z wielkim zaangażowaniem.
Słowem dzieciaki-bystrzaki i do tego bardzo miłe panie bibliotekarki.
piątek, 18 maja 2012
Kalkografia - czarno-białe ilustracje do kolorowych baśni
Ilustracja do baśni "Smok", z której można się dowiedzieć do czego potrzebny jest strach. :)
Ilustracja do baśni "Łysy jeżyk".
Zamek z baśni "Kredki"
oraz filiżanka pełna opowieści z baśni "Błękitny Las".
Ilustracja do baśni "Łysy jeżyk".
Zamek z baśni "Kredki"
oraz filiżanka pełna opowieści z baśni "Błękitny Las".
czwartek, 17 maja 2012
Majówka na Warmii
Nie zawsze da się sfotografować to, co się zobaczyło. Niektóre widoki można tylko namalować, inne wyłącznie... zobaczyć.
Czasem łapię się na tym, że widzę obrazy, które ktoś już kiedyś namalował (w tym przypadku najczęściej spotykałam obrazy Tadeusza Dominika, trochę oczywiście przetworzone przez pamięć i wyobraźnię).
Bywa jednak, że powód opisanej powyżej fotograficznej niemocy jest banalny - brak odpowiedniego obiektywu (jak w przypadku prezentowanych tutaj zdjęć) lub... aparatu.
To drugie przytrafiło
się nam
podczas jednej z warmińskich wycieczek. Wstaliśmy z mężem o świcie (w przypadku takich "sów" jak my jest prawdziwym wyczynem) i wyruszyliśmy nad jezioro. Przed domem szron i mgła, a nad wodą (już po wschodzie) złociste światło we mgle. Szkoda, że zabrakło aparatu, żeby zapisać to w cyfrowej pamięci. Jednak, jak stwierdził mój mąż, i tak wynieśliśmy stamtąd dwa trofea: piękne widoki (zachowane w naszych głowach) i spotkanie z bobrem (po raz pierwszy w życiu).
Nawiasem mówiąc mistyczne "tu i teraz" nad jeziorem zakłóciła mi właśnie próba zarejestrowania tego, co widzę. Próbowałam użyć swojej komórki. Idealna chwila się rozpierzchła , zaś aparat w telefonie odmówił posłuszeństwa, więc i tak nic z tego nie wyszło. Czasem warto po prostu... patrzeć.
Świadoma wszelkich wymienionych powyżej ograniczeń publikuję kilka fotografii z innej (popołudniowej) wyprawy. Na zdjęciach ubrana jestem w "historyczną" koszulę uszytą z podwójnego materiału (dla ochrony przed komarami) tuż po naszym ślubie. Powstało wówczas więcej sztuk tego typu odzieży. Niektóre "egzemplarze" były ręcznie malowane. Wzór na impregnowanej ręczne kurtce (nie przetrwała niestety próby czasu) inspirowany był umaszczeniem pewnego gatunku żaby. Powstawały ubrania w kolorach (i deseniach) wiosennej łąki, leśnego gąszczu, mokradeł... To miało nam ułatwić obserwację zwierząt. Przymierzaliśmy się wówczas do zakupu domu nad położonym w okolicach Biebrzy jeziorem Tajno i bardzo cieszyliśmy się na związany z tym miejscem (i naszymi marzeniami) tryb życia.
Prawie dwadzieścia lat później historia zatoczyła koło i "archiwalne" ubrania powędrowały do naszego nowo zakupionego domu na Warmii, gdzie na nowo odkrywam, jak wyglądają moje marzenia.
Trawestując tytuł własnej książki: Ratunku, marzenia! - i jak tu zachować równowagę?! ;)
Siłaczka, czyli ratowanie drzewa przed upadkiem ;)
Kajtuś, towarzysz naszych wędrówek, chłodzi się po wyprawie.
Prócz niego odwiedzają nas również inne zwierzaki: m.in. zatroskane kurki (świadczy o tym specyficzny sposób gdakania), kompulsywnie przymilna kotka i piesek o ksywce Tagujący Dred Dog. Dred, bo robią mu się dredy, a Tagujący, bo wszystko oznacza ;)
Na zakończenie - kolejny odkryty przez nas ślad historii. W deskach rozwalonych drzwi znaleźliśmy drukowane gotykiem, niemieckie gazety.
środa, 16 maja 2012
Ilustracje spod kalki i żelazka, czyli kalkografii c.d.
Tym razem obrazki prezentujące trzy skrzydlate istoty. Dwie z nich są nawet podobnie upierzone (w czerniach i bielach), choć jednej skrzydła służą do latania, a drugiej... do łapania ryb ;)
Pingwinek i jaskółka powstały wiele lat temu na zamówienie dwóch czasopism dla dzieci.
Latający warchlak to bohater mojej baśni pod tytułem "Różowy obłoczek".
W jednym z poprzednich odcinków poświęconych kalkografii znajdziecie skrzydlatego bohatera innej mojej baśni ("Księżycowy ptak"), a także niezwykłe pióro z jego skrzydła.
Wszystkie wykonałam techniką kalkografii.
poniedziałek, 14 maja 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























