poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Spotkanie w Kostowcu

 21 kwietnia - przesympatyczne spotkanie autorskie w Szkole Podstawowej w Kostowcu. Wydarzenie zorganizowane we współpracy z Nadarzyńskim Osrodkiem Kultury. 
 
 
 

piątek, 14 kwietnia 2017

Powrót...

 
 
 
 
 
 
 
 
 
Obiecałam sobie, że przy okazji wyjazdów na spotkania autorskie, postaram się zobaczyć coś więcej niż tylko - najsympatyczniejsze nawet - biblioteczne sale. I coraz lepiej wychodzi mi dotrzymywanie tej obietnicy.
Postanowiłam również, że w moich relacjach z tych podróży pojawi się coś więcej niż zdjęcia ze spotkań. I właśnie próbuję dotrzymać tej obietnicy. Choć będzie to szczególna relacja. Ponieważ wróciłam właśnie z jednego z najpiękniejszych i najsmutniejszych zarazem wyjazdów. Najpiękniekjszych, bo miejsce niezwykłe (i w dodatku związane z bardzo miłymi wspomnieniami z dawnych lat); pomocni i sympatyczni ludzie: począwszy od pań i panów z obu bibliotek, poprzez pracowników hotelu (też bardzo przyjemne miejsce), aż po kierowcę busa, który dokładnie mi wytłumaczył, gdzie wysiąść i jak dojść do rezerwatu Prządki i zamku Kamieniec. Ponadto podczas wyjazdu zobaczyłam wiele interesujących i inspirujących miejsc, zarówno związanych z historią literatury, jak wspomniany już pałac Kamieniec w Odrzykoniu, gdzie mieszkał ongiś hrabia Fredro (i na dodatek historia zamku zainspirowała go do napisania "Zemsty") i fantastyczną wizytę w Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu (tu również bardzo poczułam ludzką życzliwość i otwartość). Samo Krosno okazało się pięknym i intrygującym miejscem. I wygląda na to, że chyba znalazłam lokację kolejnej książki. Do tego wszystkiego fantastyczna - bardziej nawet letnia, niż wiosenna - pogoda; przesympatyczni czytelnicy i mnóstwo dość nieoczekiwanych komplementów dotyczących mojego wyglądu.
Czemu więc wyjazd ten był jednocześnie jednym z najsmutniejszych? Ponieważ niecałe dwa dni przed wyjazdem (w piątek) dowiedziałam się o śmierci poety i księgarza Jacka Dobrzynieckiego, a w dniu podróży do Krosna (w niedzielę) przeglądając Facebooka natknęłam się na wiadomość o tym, że zmarła pisarka, dziennikarka i cudowna wolontariuszka - Ania Kaszubska.
Te dwa wydarzenia położyły się cieniem na tych jakże słonecznych dniach, a zarazem paradoksalnie sprawiły, że bardziej niż zwykle doceniałam całe dobro, które mnie spotykało.
Bywa tak, że czyjaś śmierć wywołuje w nas ból zaniechania. I jeszcze poczucie, że ten ktoś już na zawsze pozostanie poza zasięgiem. Czemu więc tak często odkładamy - ja odkładam (dzień po dniu, tydzień za tygodniem, aż z dni robią się lata) - spotkania, rozmowy, zaprzyjaźnienie się z kimś, gdy jest ku temu potencjał lub wsparcie dla jego wspaniałych inicjatyw. No tak, przecież zawsze jest czas. Owszem jest, ale coraz bardziej ograniczony. Z każdym odejściem czuję, jak sama staję się mniej nieśmiertelna. Czasem tak bardzo wiem, że umrę, że mnie również to spotka, że aż trudno mi wyjść ze zdumienia, jak to jest, że życie tak spokojnie (jak gdyby nigdy nic) wokół mnie się toczy. I ja sama (jak gdyby nigdy nic w nim uczestniczę): jadę busem, spotykam czytelników, oglądam piękne miejsca i kupuję książki w antykwariacie. 

czwartek, 30 marca 2017

Jeśli dziś poniedziałek, to jestem w Krośnie (i Jeliczu)

Po spotkaniu w Krośnie, jadę na kolejne do Jedlicza. Zdałam sobie sprawę, że to miejsce dla mnie szczególne. Otóż leżącym w gminie Jedlicze Żarnowcu znajduje się dworek (obecnie muzeum), w którym mieszkała Maria Konopnicka i który został jej przekazany jako dar narodu polskiego w dwudziestopięciolecie pracy literackiej. Jako mała dziewczynka byłam przekonana, że kiedy zostanę pisarką, również otrzymam taki dworek, więc, uprawiając ten zawód, sprawami mieszkaniowymi nie muszę zawracać sobie głowy. Warto zaznaczyć, że to nie perspektywa mieszkania w podarowanym przez społeczeństwo dworku wpłynęła na moje zamiłowania literackie, był to raczej (w moim mniemaniu) sympatyczny skutek uboczny obrania tej drogi życiowej.
Moja mama próbowała delikatnie sprowadzić mnie na ziemię, tłumacząc, że nie każdy pisarz otrzymuje tego typu dar. Przyznam, że byłam sceptycznie nastawiona do jej rewelacji. Dziś muszę przyznać, że miała rację. Choć, z drugiej strony... może lepiej myśleć, że wszystko przede mną ;)

środa, 15 marca 2017

Piszę...

Tymczasem pracuję nad nową książką. Na zdjęciu część książek, z których korzystam podczas pisania.

wtorek, 14 marca 2017

Zapraszamy do Nudolandii

"Iwo z Nudolandii" już w sprzedaży :)

Miłośników pięknych obrazków zapraszam na stronę Marty Krzywickiej, gdzie można obejrzeć również ilustracje do mojej najnowszej książki: http://martakrzywicka.pl/test3/
 
Wszystkim, którzy mają dość ciekawych czasów, dedykuję jej początkowy fragment:

Dawno, dawno temu było sobie spokojne i bogate królestwo, które słynęło z tego... że nic się w nim nie działo. To znaczy niby coś tam się działo: rolnicy zbierali zboże, murarze budowali domy, a pisarze układali baśnie dla dzieci i dorosłych. Ale nie było to nic takiego, co warto pokazać w telewizji. Mieszkańcy Nudolandii każdego wieczora włączali telewizor, a śliczna prezenterka niezmiennie oświadczała:
– Drodzy Państwo, dzisiaj znowu nic się nie wydarzyło.
I ku radości wszystkich dzieci zapowiadała kreskówki. Nie muszę chyba dodawać, że mali mieszkańcy sąsiednich państw okropnie zazdrościli dzieciakom z Nudolandii.
Ktoś mógłby powiedzieć, że w Nudolandii było nudno. Owszem, było. I cóż z tego, skoro Nudolandczykom bardzo to odpowiadało? Corocznie z wielką pompą obchodzili najważniejsze święto państwowe, czyli Dzień Spokoju. A kiedy w nudolandzkiej rodzinie pojawiało się dziecko, rodzice i dziadkowie błogosławili je słowami:
– Obyś zawsze żył w nudnych czasach.
To chyba najlepiej świadczy o tym, jak bardzo wszyscy Nudolandczycy cenili sobie święty spokój.
Napisałam: wszyscy?
Przepraszam!
Wszyscy oprócz jednej osoby (...).

poniedziałek, 6 marca 2017

"The Eagle Landed: Apollo 11" in Berlin

Installation "How to make the Moon without leaving home" is my part in the international exhibition "The Eagle Landed: Apollo 11".

Below: Manual - "How to make the Moon without leaving home" (one of part my installation) and photos from earlier edition of exhibition.

Now I invite to Berlin to: http://www.kultur-marzahn-hellersdorf.de/AKTUELL.51.0.html

 







poniedziałek, 27 lutego 2017

niedziela, 26 lutego 2017

Jeść przyzwoicie

 Przeczytałam właśnie znakomitę książkę Karen Duve "Jeść przyzwoicie. Autoeksperyment".
Blisko 24 lata temu, podobnie jak autorka, podjęłam dość radykalną decyzję dotyczącą swojego sposobu odżywiania. W przeciwieństwie do niej nie robiłam tego w ramach eksperymentu. Miałam przed sobą ściśle określony cel. Nie była nim bynajmniej poprawa zdrowia (choć uważam, że to co jemy przynajmniej nie powinno nam szkodzić). Chodziło mi o to, żeby już dłużej nie przyczyniać się do zabijania zwierząt. Podobnie jak Karen Duve, zmiany w diecie wprowadzałam na raty. Za radą wegetariańskiej lekarki w pierwszym miesiącu "rzuciłam" ssaki, w drugim ptaki, a w trzecim ryby. Nie przypominam sobie, żeby to było jakoś specjalnie trudne. Inna rzecz, że (jak to się mówi) "siedziałam" wtedy w domu z małym synkiem i byłam dużo badziej skupiona na gotowaniu niż w obecnie. Gorzej było z jedzeniem na mieście, wyjazdami i reakcjami otoczenia.
Cel osięgnęłam i od prawie ćwierć wieku nie jadam mięsa. Czy jednak osiągnięcie celu nie sprawia, że trochę usypiamy? Owszem nie jadam mięsa, ale wcinam ser podpuszkczowy i noszę skórzane buty, choć zdaję sobie sprawę, że to nie bardzo do tego mojego wegetarianizmu pasuje. Uwiera mnie ta moja niekonsekwencja i już od dłuższego czasu zbieram się, żeby coś z tym zrobić, przekładając to bliżej nieokreslone "coś" na wieczne nigdy (podobnie jak to czyni wielu wrażliwych na los zwierząt niewegetarian, którym mimo dobrych chęci trudno zerwać ze starymi nawykami). No dobrze nie jest tak, że nic przez ten czas nie zmieniałam w swoich konsumenckich nawykach: zrezygnowałam z jajek oznaczonych nr 3 (gorzej z produktami, które jajka zawierają, bo na nich nie ma numerków), unikam produktów z olejem palmowym i kosmetyków testowanych na zwierzętach.

Lektura książki i wspomnienia sprzed tych dwudziestu paru lat nasunęły mi refleksje, że tak naprawdę nie chodzi o osiągnięcie celu. Chodzi o proces. Wiem, brzmi to mało odkrywczo, banalnie, może nawet trochę pretensjonalnie. Ale cóż na to poradzę, tak to właśnie widzę. Dlatego zamiast stawiać jakieś ogólnikowe, odległe cele (jak dotychczas), postanowiłam, że na każdy miesiąc będę wyznaczać sobie konkretne zadanie (podobnie jak to robiła Karen Duve realizując swój eksperyment). Tyle, że nie określam końca sojego "eksperymentu". Fajnie by było, by trwał  on do końca życia, bo przecież świat wokół nieustannie się zmienia i trzeba na to reagować. Chodzi więc również o to, by ze zmienności zrobić nawyk. Moje zadania bedą zdecydowanie mniej radykalne i prostsze do realizacji. Wprowadzanie zmian wymaga sporo energii i czasu, żeby je potem utrwalić. Czasami więc mniej, znaczy skuteczniej, a zależy mi na tym, żeby zmiany, które tą drogą wprowadzę, okazały się przynajmniej tak trwałe, jak moje niejedzenie mięsa.
Postanowiłam też (mimo braku czasu) choćby skrótowo i przynajmniej przez jakiś czas relacjonować swe doświadczenia na blogu. Trochę dlatego, by samą siebie mobilizować, a trochę z podobnych powodów, dla których chodzimy na demonstracje lup podpisujemy petycje: żeby poprzeć pewne zjawiska, a przeciw innym zaprotestować.
Nigdy nie robiłam ze swojego wegetarianizmu wielkiego hallo. Nie próbowałam też wywierać presji. Nawet na na najbliższe osoby. Być może dlatego mój syn i mój mąż sami z siebie postanowili zrezygnować z jedzenia mięsa (ja też nie nie lubię robić rzeczy, do których ktoś mnie próbuje nakłonić). Raczej byłam skłonna traktować konsekwencje tamtej decyzji sprzed dwudziestu parum lat, jako swój osobisty kłopot - wymyśliłam sobie, więc mam, nie bedę nikomu zawracać głowy. Wiele się jednak od tamtego czasu zmieniło i dziś widzę tę kwestię trochę inaczej. Tak zwana przemysłowa produkcja mięsa, nie tylko drastycznie zwiększyła cierpienie zwierząt, lecz również bardzo źle wpływa na kondycję człowieka (choć uważam, że cierpienie zwierząt to wystarczający powód, by zrezygnować z ich jedzenia). Paradoksalnie dotyczy to nie tylko tych osób, które kilka razy dziennie jedzą tanie, złej jakości mięso, lecz również ludzi, którzy produktów z produktów odzwierzęcych w ogóle nie korzystają. Przemysłowe hodowle destruują środowisko: uwalniają więcej gazów cieplarnianych, niż transport, a trzeba też przecież zrobić coś z tonami odchodów. Im więcej "produkuje" się mięsa, tym większy głód wśród ludzi, bo uprawy, dzięki którym można by ich wykarmić, prznacza się na paszę.
Znam temat nie tylko z teorii. Od wielu lat mam okazję obserwować życie na wsi i przy okazji funkcjonowanie współczesnego rolnictwa i fakt ten otworzył mi oczy na sprawy, o których dotychczas nie miałam pojęcia.
W tej sytuacji czuję się zobowiązana upubliczniać fakt, że jestem wegetarianką. Wręcz uważam, że ludziom, którzy ograniczają spożycie mięsa, należałby się jakiś specjalny dodatek za ochronę środowiska. Gdyby kwestia, co kto je była oczywiście możliwa do zweryfikowania i gdyby potencjalne próby takiej weryfikacj nie zbliżały nas do idei wszechobecnej inwigilacji.

Moje pierwsze zadanie nie będzie jednak dotyczyć przyzwoitości wobec zwierząt, lecz przyzwoitości wobec ludzi. Tematem na marzec jest sprawiedliwy handel.   

sobota, 18 lutego 2017

Zapowiadają!

Iwo z Nudolandii 
Autor: Dorota Suwalska
Ilustracje: Marta Krzywicka
Wydawnictwo Adamada
Oprawa: Twarda
Rok wydania: 2017
Ilość stron: 48
Premiera: 2017-03-14

Dawno, dawno temu było sobie królestwo, które słynęło z tego, ze właściwie nic się w nim nie działo. Wszystko tam było uporządkowane i zaplanowane - czyli nudne jak flaki z olejem.
A potem pojawiła się ziejąca ogniem skrzydlata bestia...

(opis Wydawcy)

środa, 15 lutego 2017

The Eagle Has Landed: Apollo 11 - Berlin edition

The Eagle Has Landed: Apollo 11 - next step - Berlin edition (with my participation), of the new arrangement  - http://www.kultur-marzahn-hellersdorf.de/DEMNAECHST.117.0.html

We cordially invite you to the opening!

February 25th, 2017
At 6 p. m
exhibition open until March 25th

curator: Wojciech Różyński