Wirtualny Nieregularnik Doroty Suwalskiej

poniedziałek, 12 stycznia 2026

Stypendium artystyczne m.st Warszawy na rok 2026, czyli "Świnie, krowy, kury 2060 – powieść SF dla dzieci"

  Spieszę z informacją, że znalazłam się w gronie stypendystek i stypendystów m.st. Warszawy na rok 2026. Zważywszy, że było 888 zgłoszeń i przyznano 59 stypendiów artystycznych, naprawdę jest się z czego cieszyć. Zwłaszcza, że stypendium pozwoli mi zrealizować bardzo ważny dla mnie projekt. 

Poniżej znajdziecie duże fragmenty opisu tego przedsięwzięcia. 

Nieprzypadkowo ilustruję tekst fragmentem obrazu Fransa Snijdersa (Galeria Starych Mistrzów w Dreźnie). Tak wyglądały świnie w pierwszej połowie XVII wieku. I wyobrażam sobie, że podobnie mogą wyglądać w drugiej połowie XXI, uwolnione z przymusowego bezruchu w chlewni. Z tą różnicą, że w mojej książce nikt nie będzie hodował ich na mięso.   

Świnie, krowy, kury 2060 – powieść SF dla dzieci  

 Planowana powieść science fiction adresowana jest do czytelników powyżej 8. roku życia. Akcja toczy się w świecie zwierząt gospodarskich, które żyją w realiach przyszłości pozbawionej ludzkiej eksploatacji. Bohaterkami są młoda krowa, która wraz z mamą i resztą krowiego stada bytuje na miejskich łąkach; pisklę kury zamieszkujące z rodziną permakulturowy ogród i prosię żyjące z rodziną w gospodarstwie tworzącym wielogatunkowy ekosystem. Ich codzienne życie, przyjaźnie, konflikty i dorastanie stanowią podstawę fabuły. (…) [N]arracja prowadzona z perspektywy zwierząt pozwala na unikatowe ukazanie świata (...). Dodatkową wartość stanowią zróżnicowanie narracji w zależności od gatunku bohaterów oraz elementy liryczne i humorystyczne. Książka pełni też funkcję edukacyjną – w sposób dostosowany do percepcji dzieci ukazuje mechanizmy ekosystemów, etyczne sposoby łagodzenia skutków kryzysu klimatycznego, relacje między zwierzętami a środowiskiem. Wyjaśnia m.in. jak zaspakajanie potrzeb gatunkowych opisywanych zwierząt, takich np. rycie w ziemi lub wypas, wspomaga utrzymanie półnaturalnych ekosystemów i przyjazne dla środowiska rolnictwo i ogrodnictwo. Wiedza ta przekazywana jest „mimochodem”, w toku przygód bohaterów, co zwiększa jej przystępność. Projekt ma także wymiar społeczny, wzmacniając empatię wobec zwierząt, zachęcając do refleksji nad zmianami klimatycznymi i promując myślenie ukierunkowane na szukanie rozwiązań. (...) Indywidualny sposób ujęcia polega na prezentacji codzienności i dorastania zwierząt „od wewnątrz”, w świecie, w którym to one stają się podmiotami narracji. W tle pojawiają się kwestie kluczowe dla współczesności: produkcja białka in vitro, zmiany klimatyczne, wpływ rezygnacji z eksploatacji zwierząt na środowisko i zdrowie człowieka. Przykładami tego ostatniego mogą być redukcja emisji gazów cieplarnianych i zanieczyszczeń; zmniejszenie użycia wody; uwolnienie ogromnych obszarów przeznaczonych na uprawy paszowe itp. Projekt jest literacką próbą stworzenia „przymierzalni przyszłości” – realistycznej, ale niosącej nadzieję. Dzięki wielowarstwowości treści książka adresowana jest nie tylko do dzieci, ale także do rodziców i dorosłych czytelników, którzy mogą odczytać jej przesłanie na głębszym poziomie. (…) Charakterystyczne dla projektu połączenie realizmu i optymizmu odpowiada na potrzebę narracji dających nadzieję w trudnych czasach, zwłaszcza młodym odbiorcom. Zawiera też potencjał rozwojowy, inspirując do podjęcia kolejnych literackich prób w tym duchu.

niedziela, 11 stycznia 2026

2025 - podsumowanie

 

To kolejny rok, w którym trudno mi się zabrać za pisanie podsumowania, choć wiem, że zwykle dobrze to na mnie wpływa. Więc zrobię to chyba skrótem i trochę odcinając na czas pisania emocje, przynajmniej w bolesnej części. A także z nadzieją, że mimo wszystko będę wracać do trudnych tematów, bo jednak warto.

Był to rok, w którym wydarzyło się wiele śmierci i wiele chorób w bliższym i dalszym otoczeniu. Wymienię tylko dwie śmierci: śmierć mojej mamy z powodu przewlekłej, trwającej od lat choroby.

I morderstwo w bliskim otoczeniu na wspaniałej znajomej osobie. Śmierć, której pewno można było uniknąć, gdyby system i ludzie, którzy go tworzą, zadziałali prawidłowo. 

Bardzo trudnym (a przy tym czasochłonnym i energochłonnym) doświadczeniem okazało się załatwianie spraw związanych z dziedziczeniem po mamie. Z pewnością wbrew jej intencjom. Nie spodziewałam się tego. Temat jeszcze nie zakończony, ale liczę, że to co najtrudniejsze, mam już za sobą.

Co do chorób, to dwie (szczęśliwie krótkie) hospitalizacje jednej z najbliższych mi osób (nie uwzględniam tu pobytu mamy szpitalu i jej choroby), paradoksalnie nie okazały się najdramatyczniejszym wydarzeniem z kategorii "choroby" w bliskim otoczeniu. Choć niewątpliwie tym, które najbardziej mnie dotknęło.

Ale były przecież pozytywy (przyjmując dla wygody dualistyczne podejście). I teraz będę pisać o nich.

PISANIE I NIE TYLKO

 Z uwagi na sytuacje życiową w ostatnich latach, wypadłam trochę (może więcej niż trochę) z życia literackiego. Ale już w 2024, zdecydowałam, że spróbuję to zmienić. Pierwsze efekty są.

- Dostałam stypendium artystyczne m.st. Warszawa na rok 2026. Wkrótce więcej na ten temat.

- Przygotowałam tomik wierszy. Na razie jeszcze nie wiem, co się z nim stanie, ważne że jest. 

- "Rok w lesie. Lipiec", czyli jeden z audiobooków z opublikowanego w 2025 roku cyklu, znalazł się wśród 10 najchętniej słuchanych audiobooków lipca w Empik Go!

- Podpisałam umowę i zaczęłam pisać nowy cykl audiobooków.

- Podpisałam umowę na opowiadanie do antologii.

- Prowadzę rozmowy na temat jeszcze jednej książki, czy raczej, biorąc pod uwagę objętość, książeczki. Jeszcze nie wiem, co z tego wyniknie, ale doceniam, że ten fakt zaistniał.

- W 2024 roku miałam jedno spotkanie autorskie. W 2025 było ich sześć. Nawet jeśli ktoś uzna, że szału nie ma, i tak jestem zadowolona. Jakby nie patrzeć to  sześciokrotna przebitka. 

- Pracowałam nad projektem dotyczącym sztuki bazgrołów.

- Rozpoczęłam archiwizację moich działań wizualnych.

WYJAZDY

 Zdjęcie zrobione podczas Festiwalu Szumiące Trawy

Ostatnie lata nie sprzyjały również wyjazdom. I choć wizyty w naszej prawie-warmińskiej chałupce okazywały się w trudnych czasach kojące, i bardzo to doceniam, to zapragnęłam również podróży w inne miejsca. Częściowo udało się to zrealizować, i choć głównie były to wyjazdy związane z życiem zawodowym, i tak się cieszę.

- Drezno – udział mojego męża w Ostrale Biennale Dresden (Drezno1 i Drezno2);

- Górzyca – udział w Festiwalu Szumiące Trawy;

- Rogowo/Kołobrzeg – wyjazd na Festiwal Transport Literacki.

ŻYCIE TOWARZYSKIE, WYJŚCIA

 
Zdjęcie dokumentujące II Edycję Opowiadania Światów Fundacji Wielozmysły 

Niespecjalnie mi się udała odbudowa życia towarzyskiego, mimo, że wcześniej i tak nie byłam przesadnie towarzyska, więc próg wejścia nie był wysoki. Ale i tu można znaleźć „jaskółki”: np. nowe znajomości związane z wyżej wymienionymi wyjazdami czy udziałem w II Edycji Opowiadania Światów. Chciałby częściej spotykać „starych” znajomych i częściej poznawać nowych ludzi nie tylko ze względu na sprawy zawodowe. Ale przecież nic straconego.

NOWE

W 2026 zapowiada się wiele ważnych zmian. Wygląda na to, że to będzie dla mnie naprawdę Nowy Rok. Na pewno będę o tym pisać.

Z kolei w 2025 pojawił się nowy domownik. Kot mojej mamy trafił do naszego domu z powodu jej przedłużającego się pobytu w szpitalu i jest z nami do dzisiaj.

P.S. Z uwagi na spodziewane (i niespodziewane zapewne też) zmiany, ilustruję podsumowanie tajemniczym zdjęciem z Rogowa - morskie przejście dla pieszych, ale... dokąd?   

poniedziałek, 17 listopada 2025

Wspomnienie lata

źródło: Fundacja Dziupla Inicjatyw Przyrodniczych

 W jesienny czas miło przypomnieć sobie Festiwal Przyrodniczy Szumiące Trawy Fundacji Dziupla Inicjatyw Przyrodniczych i rozmowę z Marią Krzeslak-Kandziorą. Kto ma chęć jej wysłuchać, serdecznie zapraszam: https://www.youtube.com/watch?v=QQcn70SmdP8. Powyżej print screen z relacji z rozmowy. 

niedziela, 5 października 2025

Codzienność, nieznaczność, transcendencja

Codzienność, zarówno w kontekście przeżyć transcendentnych jak i eksplorowania nieznaczności oraz poszukiwania sensu w doświadczania zwykłego codziennego zmęczenia, interesowała mnie od lat, by nie powiedzieć dziesięcioleci.

Poniżej załączam linki do prezentacji ważniejszych projektów związanych z tym obszarem i listy ważniejszych wystaw.

1) Krótka notka biograficzna i lista ważniejszych wystaw

 2) Patrząc na jedną rzecz

 

3) Wyśnione życie przedmiotów

 4) Jak zrobić księżyc nie wychodząc z domu 

5) www.terapia

Jak zrobić księżyc nie wychodząc z domu

 W latach 2015-2017 uczestniczyłam międzynarodowej wystawie zbiorowej "The eagle Landed: Apollo 11." 

Zaprezentowałam projekt pt. "Jak zrobić księżyc nie wychodząc z domu" nawiązujący do moich zainteresowań codziennością i odkrytą w latach 80. XX wieku techniką kalkografii. 

Projekt stanowiła instalacja, na którą złożyły się: zestaw do stworzenia księżyca w domu (deska do prasowania, żelazko, szklana tacka, kalka kopiująca, papier) oraz instrukcja obsługi. Wtedy, gdy było to możliwe, osobiście pokazywałam, jak zrobić księżyc w domowych warunkach.

Wystawa pokazywana była: w Galerii Działań (Warszawa 2015); Galeria BWA w Zielonej Górze (2015); w CKIO w Podkowie Leśnej (2016); Galerii Sztuki Wozownia, Toruń (2016) oraz w Kultur Bezirksamt Marzahn-Hellersdorf, Berlin, 2017.

    

Pokaz w Galerii Działań.
Zestaw do domowego wytwarzania księżyca w Berlinie.
Instrukcja.

Cykl: Wyśnione życie przedmiotów

 Wywołuję sny przedmiotów, tak jak się wywołuje zdjęcia, duchy lub wspomnienia.

Pod koniec lat 80. XX wieku po raz pierwszy odbiłam na papierze wzór szklanej tacki przy pomocy kalki kopiującej i żelazka. Rozgrzane żelazko pełniło funkcję prasy graficznej, kalka – farby drukarskiej, taca matrycy. Powstały w ten sposób dwie odbitki: pozytyw (ciemny wzór na jasnym tle) i negatyw (jasny na ciemnym). Efekt był zdumiewające. Grafiki przypominały fotografie oglądanych pod mikroskopem mikroorganizmów, komórek i organelli lub obserwowanych przez teleskop planet. I tak wyprodukowany przez człowieka przedmiot codziennego użytku przeniósł mnie w przestrzenie makro- i mikroświatów. Dokonało się swego rodzaju przekroczenie, transcendencja przedmiotu w coś co już przedmiotem nie jest. Po latach eksplorowanie tego obszaru doprowadziło do stworzenia wystawy „Patrząc na jedna rzecz”, której wspomniana powyżej tacka była główną bohaterką. Ale odbijałam również inne przedmioty. Wiele innych przedmiotów. I robiłam to przez lata.

Poddane kalkograficznej transmutacji wystąpiły m.in. w moim filmie „Taniec” i znalazły się wśród ilustracji Kwartalnika Literackiego Wyspa. 

Obecnie czekają na posumowanie w formie poświęconej wyśnionemu życiu przedmiotów wystawy.

 




"Sen" przedmiotu w Kwartalniku Literackim "Wyspa"
 
Kadr z filmu "Taniec"
Plakat z filmu "Taniec"
 

niedziela, 21 września 2025

Drezno z perspektywy zwierząt i chaszczy

 Ciekawie, zwiedzając miasto, popatrzeć na nie w kontekście innych gatunków, zarówno w sensie biologicznym, jak i kulturowym. Nawet jeśli jest to osobliwy, mozaikowy smoko-wąż, który, jak pnącze oplata kolumnę. Zdjęcie zrobione w Pasażu Artystycznych Dziedzińców na Nowym Mieście. Oczywiście w Dreźnie.

Zgodnie z obietnicą złożoną tutaj, wrzucam jeszcze kilka zdjęć drezdeńskich zwierząt i nie tylko. 

Zwierzęta miast, pomników i murali

Skoro trafiliśmy na Pasaż Artystycznych Dziedzińców to przez chwile tam pozostańmy i pokażmy najbardziej znany z tutejszych murali. 

Wychodząc z Pasażu możemy obejrzeć inne części Nowego Miasta, które obfituje w wizerunki zwierząt. No ale coś trzeba było wybrać. Czemu więc nie szczura?

A tu zwierzęta udomowione, które miały spora reprezentację wśród muralowych gatunków Nowego Miasta.

Skoro jesteśmy przy zwierzętach udomowionych, chcę pokazać ponownie, jedno z ulubionych zdjęć. Z cyklu zwierzęta pomników, istota uwolniona od postumentu i… jeźdźca (choć tylko na zdjęciu). A jeźdźcem była ważna w ludzkim świecie persona, Augusta II Mocnego, elektora Saksonii i króla Polski. A zdjęcie przedstawia Złotego jeźdźca monarchy, czyli konny pomnik stojący na rynku Nowego Miasta, jedną z atrakcji Drezna. W założeniu wizerunek zwierzęcia miał służyć podniesieniu prestiżu i podkreśleniu siły jeźdźca. Wszak trzeba być bardzo MOCNYM, aby ujarzmić tak narowistego konia, który niby udomowiony, a jednak dziki.  

A tutaj dzikie, choć miejskie zwierzę, czyli czapla na drezdeńskiej starówce. Nie tylko trójwymiarowa jak jej poprzednik koń, ale żyjąca, z krwi i kości. Oprócz tej czapli, gawronów, sikorek, rozmaitych stawonogów, widzieliśmy też stado gęsi nad Łabą, prawie w centrum miasta, ale byłam zbyt daleko, żeby zrobić zdjęcie, nawet tak słabej jakości, jak to. 

Zwierzęta galerii

 Sporą część czasu spędziliśmy w muzeach i galeriach. Pomyślałam sobie, że ciekawie by było spojrzeć na muzealne i galeryjne ekspozycje pod katem tego jak w dziełach sztuki różnych epok prezentowane są zwierzęta. Jak się zmieniły, jakim celom służyło "użycie" ich wizerunków w konkretnym dziele sztuki, co to mówi o epoce i o tym, jaki był w niej stosunek do zwierząt. To wielki temat, więc na razie, w ramach zajawki, kilka zdjęć. 


       Piesek pani...

I piesek pana, czyli zwierzęta w roli metafory męskości i kobiecości na obrazach Lucasa Cranacha, żyjącego na przełomie XV i XVI wieku. Galeria Starych Mistrzów. Pokazuję tylko fragmenty dzieł.

Tak wyglądały kiedyś świnie, a konkretnie w pierwszej połowie XVII wieku. Trochę dziczo, z dzisiejszego punktu widzenia. Fragment obrazu Fransa Snijdersa. Galeria Starych Mistrzów. 

Drzewo-dzik albo dziko-drzewo. Czyli osobliwa hybryda przodka prezentowanych powyżej zwierząt z rośliną. No cóż chciałoby się takiej interpretacji, bo chodzi raczej o głowę martwego dzika (trofeum) opartą o pieniek. Fragment rzeźby z brązu z 1700 roku inspirowanej antykiem i zatytułowanej Meleager, autorstwa nieznanego francuskiego artysty. Meleager był greckim herosem, który wsławił się tym, że urządził polowanie zabił ogromnego dzika kalidońskiego (choć wraz z nim polowało na niego wielu innych herosów). Galeria Starych Mistrzów.


   Dziki (wśród nie mniej dzikiej roślinności). Fragment kopii obrazu Ferdinanda von Rayskiego z 1863 roku namalowana w 1917 roku przez Richarda Hofmanna, czyli romantyczna wizja dzikości, jak mniemam, ale też trochę autonomii dla dzików, które są w tym obrazie podmiotem. No chyba że chodziło o prezentację potencjalnych trofeów myśliwskich. Tego nie zbadałam. A może dwa w jednym? Galeria Nowych Mistrzów. 



 Stado owiec – współczesna porcelanowa rzeźba Olafa Stoy’a, czyli refleksja na temat przynależności społecznej oraz indywidualizmu. Można więc mówić o metaforze ludzkich zachowań (wobec społecznych systemów). Ostrale Biennale Dresden. 

I przechodzimy do świata roślin (nie porzucając świata ludzi). Czerwone Drzewa Darka Kondefera, które chętnie nazwałabym drzewami człowieczymi. Ostrale Biennale Dresden. 

Ostatnia wspinaczka Martyny Jastrzębskiej, czyli grzyby porastające przybytek kultury (przynajmniej do czasu zakończenia Biennale). Ostrale Biennale Dresden.

Chaszczowiska 

Skoro już wyszliśmy przed budynek Biennale, który chwilowo porosły huby, przyjrzyjmy się mu od strony czwartej przyrody, bo właśnie ona sprzyja życiu różnych gatunków w mieście.


   Drezdeńska starówka - rośliny naskalne.
 
Nowe Miasto - mozaikowe zarastanie/

Tam gdzie nie sięga graffiti, sięgają rośliny. Nowe Miasto.

Widok z hotelowego okna na... dach. 

sobota, 20 września 2025

Drezno...

 

Fot: Drezno, z cyklu zwierzęta pomników ;) Obiekt znany, tyle, że chyba rzadko fotografowany z tej perspektywy. Może napiszę o tym zdjęciu oddzielny post...


Do Drezna wybieraliśmy się od dawna. Bo blisko, bo dużo świetnego malarstwa… ale ostatnie lata naszego życia nie sprzyjały podróżom. Dopiero udział mojego męża Darka Kondefera w OSTRALE Biennale Dresden dał nam wystarczającą motywację. I bardzo się z tego cieszę. Zgodnie z planem zobaczyliśmy mnóstwo dobrej sztuki, powłóczyliśmy się po mieście - głównie w okolicach starówki i, kompletnie odmiennego w klimacie, Nowego Miasta. I oczywiście odwiedziliśmy Biennale. Parce Darka bardzo dobrze się tam prezentowały. I w ogóle ekspozycja, jak najbardziej warta obejrzenia i różnorodna. Można zobaczyć/usłyszeć zarówno prace wykonane tzw. tradycyjnymi technikami (malarstwo, grafika, rzeźba), jak i te, wciąż jeszcze uważane za mniej tradycyjne (instalacje, w tym dźwiękowe; interwencje w przestrzeń publiczną, wideo-art...). Wszystko to w dawnej stołówce Ośrodka Robotron (największego przedsiębiorstwa elektronicznego w NRD) przemienionej na miejsce sztuki współczesnej. A że to już ostatnie dni trwania Biennale, to szczerze zachęcam do obejrzenia, jeśli tylko ktoś z Was jest w okolicy.
Byliśmy pod wrażeniem, widząc, jak wiele osób odwiedza tę, wymagającą obycia ze sztuką współczesną, wystawę. A szczególnie zaskoczyła nas liczba szkolnych wycieczek. Zamarzyło mi się podobne zainteresowanie tego typu wydarzeniami w Polsce.
Co poza tym? Miło było stwierdzić, że Drezno jest mocno zweganizowanym miastem. Bardzo mi to ułatwiło kwestie żywieniowe. Fajne jest również to, że sporo tam niekoszonych miejsc i miejskich zwierząt (widzieliśmy m.in. czaplę w samym centrum starówki i stado gęsi nad Łabą, też w prawie samym centrum miasta).
Przewrotność losu sprawiła, że w błogiej nieświadomości zwiedzaliśmy miasto w czasie, gdy na polskie tereny spadły rosyjskie drony. Zaś następnego dnia w Dreźnie zawyły syreny, z telefonu Darka zaczęły wydobywać się przerażające dźwięki, a na ekranie wyświetlił się komunikat na czerwonym tle, że „achtung” ect. Okazało się jednak, że to coroczny, ogólnoniemiecki test systemów alarmowych. Kiedy następnego dnia wracaliśmy w niektórych miejscach Polski też zawyły syreny. Tyle, że to nie był test. Taki specyficzny czas.
Rzadko publikuję tutaj relacje z prywatnego życia. Ale co tam. Mam wielką chęć wrzucić tu kilka miłych sercu fotek. Podzielić się nimi. 
Odpuściłam sobie prezentowanie zdjęć zabytków, ponieważ i tak, w lepszej jakości, można je znaleźć w sieci. Chciałam po prostu oddać klimat miasta.
Dlaczego wrzucam fotki z Drezna, a nie np. z Warszawy? Też byłoby ciekawie. Pewno dlatego, że łatwiej skupić się na patrzeniu/słuchaniu „na wyjeździe”, kiedy wychodzimy z trybu zaabsorbowania codziennością. A fakt wyjścia z codzienności, choćby na kilka dni i nawet jeśli nie okazał się całkiem beztroski, był dla mnie bardzo ważny.
W drodze na Biennale, czyli połączenie zabytkowego Drezna, śladów po NRD i współczesności. 
Blisko...
 
Bliżej... 
 
Jeszcze bliżej...
 

I w środku. W dawnej, poenerdowskiej stołówce ośrodka Robotron przemienionej na miejsce sztuki współczasnej. Na zdjęciu "Czerwone drzewa" Darka.

Jeden z dwóch, łatwych do znalezienia w sieci obiektów, czyli Grający Dom w Pasażu Artystycznych Dziedzińców, najbardziej znanej części Nowego Miasta.

I kolejne zdjęcia z Nowego Miasta. Zrobiłam ich mnóstwo, a i tak uważałam, że za mało, bo naprawdę było co fotografować. No ale trzeba było coś wybrać...