czwartek, 8 sierpnia 2019

Skąd się wziął Księżycowy Ptak?

Zwykle ilustracje powstają do konkretnego tekstu. W tym przypadku było na odwrót. Najpierw powstała ilustracja (o ile można nazwać ilustracją coś, co nie ilustruje żadnego tekstu), a dopiero potem pomysł na literaturę.
Wiele lat temu namalowałam (czy może raczej wykalkografowałam, bo obrazek został wykonany stosowaną wówczas przeze mnie techniką kalkografii) takiego oto dość niezwykłego, musicie przyznać, ptaka. I to właśnie portret tego ptaka zainspirował mnie do napisania opowiadania, które z kolei podsunęło mi pomysł na książkę, nad którą właśnie pracuję. W pierwszej chwili patrząc na stworzony własnoręcznie obrazek nie bardzo widziałam, skąd pochodzi sportretowany na nim ptak. Szybko jednak odkryłam, że musiał przylecieć z Księżyca. To dlatego książka nosi tytuł (na razie roboczy) "Księżycowy Ptak". Szczęśliwie mam ten ogromny komfort, że piszę ją w ramach pięciomiesięcznego stypendium twórczego z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Prace nad nią mają trwać do końca grudnia. W tej chwili jestem na etapie zbierania materiałów (m.in. czytam książki dotyczące psychologii dziecka), pisania notatek i tworzenia konspektu. Trzymajcie kciuki, by jak najwspanialej się udała. I zadlądajcie tutaj, bo będę zamieszczać rozmaite informacje i ciekawostki dotyczące pracy nad "Księżycowym ptakiem".
     

niedziela, 21 lipca 2019

Stypendium MKiDN

Z radością informuję, że otrzymałam pięciomiesięczne stypendium twórcze z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na napisanie książki pod roboczym tytułem "Księżycowy Ptak". Lista stypendystów tutaj.

Nagroda dla "Pocztu Królów i Książąt Polskich"

"Poczet Królów i Książąt Polskich" z GŁÓWNĄ NAGRODĄ w XVII edycji KONKURSU "ŚWIAT PRZYJAZNY DZIECKU KOMITETU OCHRONY PRAW DZIECKA". Lista laureatów tutaj. Dziękuję ogromnie!


poniedziałek, 17 czerwca 2019

Raport kwartalny ;-)

Miałam tu pisać o ważnych sprawach, ale ważnych spraw było tak wiele, a czasu tak mało, że nic z tego (przynajmniej na razie) nie wyszło. Zrealizuję więc plan minimum i przedstawię raport kwartalny (a może nawet półroczny) z najważniejszych wydarzeń, co nic nie umknęło mojej zawodnej chwilami pamięci i żeby moi Czytelnicy wiedzieli mniej więcej, co się u mnie dzieje.

1) W połowie maja ukazała się moja nowa książka. Pierwsza część serii "Wtajemniczeni" zatytułowana "Nie wszystko złoto, co złote".

2) Nieco wcześniej, na przełomie kwietnia i maja, wybrałam się na Podkarpacie na dokumentację do trzeciej książki z serii "Wtajemniczeni" (druga idzie do składu i ma się ukazać w październiku). Podczas tej sympatycznej podróży miałam okazję spotkać m.in. taką oto sympatyczną istotę.
 Więcej zdjęć i informacji znajdziecie na moim Facebooku.

3) Ruszył literacki projekt charytatywny na rzecz schroniska w Korabiewicach, w którym wzięłam udział. Dla Korabkowych opowieści napisałam opowiadanie o Mamce, mamie woła Memusia, mieszkającego do dziś w schronisku. Czytajcie i wspierajcie!
źródło: http://korabkoweopowiesci.pl/korabkowe-opowiesci/dorota-suwalska-mamka/?fbclid=IwAR1zeQfOVPdWWZsuaNrpG2qTfhNgRybGCpozzw1bPJn11lTtGlrV2oEfYQI 
 Zdecydowałam się również wziąć udział w kolejnym literacko-prozwierzęcym projekcie o nazwie Book.szpan
źródło: https://www.facebook.com/akcjaBook.Szpan/photos/a.2324387787825772/2338742443056973/?type=3&theater

4) Moje opowiadania ukazały się w Kwartalniku Literackim WYSPA (tekst dla dorosłych) i Kosmosie dla Dziewczynek (opowiadanie dla dzieci o przyjaźni).
ilustracja Marty Ruszkowskiej do mojego opublikowanego w "Kosmosie dla dziewczynek" opowiadania pt. "Bursztyny" (źródło: https://www.facebook.com/1574916052756697/photos/a.1574917486089887/2440247972890163/?type=3&theater)
 5) Brałam udział w spotkaniach autorskich w różnych miejscach: podczas Warszawskich Targach Książki, w Muzeum Literatury w Warszawie, w bibliotekach w Nadarzynie i Młochowie, w bibliotekach w Opolu, w Szkole Podstawowej w Nadarzynie.
Na stoisku Naszej Księgarni z Zuzanną Orlińską - zdjęcie Cudanakiju.pl, źródło: https://www.facebook.com/cudanakijurecenzje/photos/a.10157240587269437/10157243675039437/?type=3&theater

sobota, 11 maja 2019

Nie wszystko złoto, co złoto - wkrótce premiera



Już 15 maja premiera mojej nowej książki "Nie wszystko złoto, co złote" (pierwszej części serii "Wtajemniczeni"). Książkę wydała Nasza Księgarnia, zilustrowała Marta Krzywicka, a konsultował historyk Sebastian Mierzyński. 

Grupa nastolatków spędza wakacje w poniemieckim domu w dawnych Prusach Książęcych. W planach jest aktywne lato na rowerach i kajakach, a dodatkowo mama Maksa, która pisze o Bursztynowej Komnacie, ma nadzieję zebrać dokumentację w tej sprawie, co oznacza, że będzie ciągać młodzież po zabytkowych obiektach. Na letnisku gości czekają spartańskie warunki, ponieważ gospodarze nie skończyli remontu. Uwagę przyjaciół przyciąga wisząca w salonie mapa nie-wiadomo-czego z wizerunkiem konia (a może kury?) oraz tajemniczym hasłem zapisanym kurrentą. Tymczasem w okolicy pojawiają się podejrzane typy, nudne wakacje nabierają tempa, a drogocenny skarb znajduje się bliżej, niż ktokolwiek podejrzewał…

https://www.facebook.com/WydawnictwoNaszaKsiegarnia/photos/a.179580858751662/2317851318257928/?type=3&theater

piątek, 22 marca 2019

O blogu na blogu


Moi drodzy, zapowiadam zmiany na blogu. Od teraz będzie on miał charakter refleksyjno-informacyjny. Powiecie, że do tej pory też tak było. Mimo wszystko zmiany będą widoczne. Jakiś czas temu założyłam stronę na Fabooku (przy okazji będzie mi ogromnie miło, jeśli ją polubicie). Przejęła ona część funkcji, które spełniał dotychczas blog. Tam znajdziecie relacje ze spotkań autorskich, linki do recenzji itp. Oczywiście, jeśli opublikuję nową książkę, nie omieszkam i tutaj o tym napisać, znajdą się tu również różnego rodzaju podsumowania. Jeśli jednak chcecie być na bieżąco w rozmaitych sprawach związanych moimi działaniami okołoliterackimi, to zachęcam do zaglądania na mojego Facebooka. Dzięki temu, mam nadzieję, zyskam więcej czasu, by pisać tu o sprawach, które są dla mnie ważne (z czym, jak zdążyliście zauważyć, różnie bywa).

wtorek, 12 lutego 2019

Kocich kłopotów część trzecia

Pod koniec zeszłego tygodnia tabliczka z zakazem dokarmiania zwierząt została usunięta. Nie oznacza to niestety końca kocich problemów w bloku przy ulicy Racławickiej 156 w Warszawie.
Wcześniej pisałam na ten temat tutaj: https://suwalska.blogspot.com/2018/12/ksiazka-o-rakowcu-zakaz-dokarmiania.html
i tutaj: http://suwalska.blogspot.com/2019/02/tabliczki-z-zakazem-dokarmiania.html
Cdn.

czwartek, 7 lutego 2019

Tabliczki z zakazem dokarmiania zwierząt - ciąg dalszy



Jakiś czas temu pisałam o tabliczkach z zakazem dokarmiania zwierząt przed jednym z bloków na warszawskim Rakowcu: https://suwalska.blogspot.com/2018/12/ksiazka-o-rakowcu-zakaz-dokarmiania.html
Napisałam w tej sprawie dwa listy do ZGN Ochota. Dwukrotnie odmówiono usunięcia pozostawionej przed blokiem tabliczki (jednej z trzech zamontowanych na początku), która, jak wyjaśniono „(...) ma na celu ograniczenie miejsc dokarmiania zwierząt w bezpośrednim sąsiedztwie okien lokali mieszkalnych”. Mocno mnie to zdziwiło, biorąc pod uwagę fakt, że na tabliczce widnieje wyraźna i jednoznaczna informacja o zakazie, a nie ograniczeniu czy też uregulowaniu miejsc dokarmiania zwierząt. 
W międzyczasie okazało się również, że zagrożony jest byt kotów w piwnicy tego bloku. O tym wszystkim, a także o niektórych pomysłach na rozwiązanie tej sytuacji możecie Państwo posłuchać w audycji „Jest sprawa” Elżbiety Uzdańskiej, w której (prócz mnie) wzięły udział: społeczna opiekunka kotów Elżbieta Awin oraz Monika Beuth-Lutyk – rzecznik prasowy Dzielnicy Ochota, która zaproponowała m.in. bardzo ciekawe (i pozytywne w swej wymowie) rozwiązanie problemu tabliczek. Mam nadzieję na szybką realizację tego pomysłu. Zachęcam do wysłuchania audycji:
https://www.rdc.pl/podcast/jest-sprawa-dokarmianie-kotow-na-ochocie/

poniedziałek, 4 lutego 2019

Paweł - wspomnienie

Trochę czasu mi to zajęło, ale wreszcie dojrzałam do tego, by napisać wspomnienie o moim bracie Pawle Suwalskim. Miniona niedawno rocznica jego urodzin jest do tego dobrą okazją, ponieważ chcę się skupić nie na tym, że już go nie ma, lecz na tym, że był. Jest w tym pewno również znana Wam pewno potrzeba, by po naszych bliskich pozostał ślad nie tylko w naszych sercach. Choć mój brat pozostawił po sobie również „zewnętrze” ślady. Jego głos słychać w dziecięcych chórkach w piosenkach do filmu „Akademia Pana Kleksa” (nawiasem mówiąc niedawno minęła 35. rocznica premiery tej produkcji). Jako chłopiec występował też w Teatrze Polskim w sztukach reżyserowanych przez Kazimierza Dejmka: w „Uciechach Staropolskich” (1981) i „Wyzwoleniu”(1982). W tym drugim spektaklu w roli przebranego za anioła (zapewne z uwagi na urodę) małego kolędnika. Podobno jeden ze starszych aktorów ze wzruszenia się rozpłakał.
Paweł miał nie tylko piękny głos (nie ukrywam, że zdarzało mi się zazdrościć np. sukcesów na kolonijnych festiwalach, wcześniej to ja wygrywałam), lecz również znakomity słuch. W wieku 7 lat trafił do Szkoły Muzycznej przy ulicy Miodowej w Warszawie. To dlatego w naszym niezbyt dużym mieszkaniu w bloku pojawił się fortepian, niewielki co prawda, ale jak na nasz metraż, był to mimo wszystko pokaźny instrument, zajmujący sporą część dużego pokoju (rodzice oddali nam duży pokój, który podzielony został regałami na pół, a sami zamieszkali w mniejszym). Prócz fortepianu w domu pojawiła się wiolonczela (główny instrument Pawła) zamieniony po latach na klarnet. Z tego co pamiętam powodem tej zmiany był fakt, że bratu zbyt wolno rosła ręką w stosunku do reszty ciała, a co pewien czas musiał zmieniać instrument na większy. Pojawiła się też muzyka: codzienne ćwiczenia na wiolonczeli i na fortepianie, niezwykła postać pana stroiciela, pojawiająca się regularnie w naszym domu...
Naukę w szkole muzycznej przerwała choroba. To był bardzo trudny czas dla całej rodziny. Zwłaszcza dla rodziców (ja chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę z powagi sytuacji) i samego Pawła, który jako bardzo młody a z drugiej strony obdarzony już dużą świadomością chłopiec (druga połowa podstawówki) musiał zmierzyć się z tak trudnymi tematami jak ciężka choroba (która doprowadziła niektórych jego szpitalnych znajomych do kalectwa) i śmierć (pamiętam opowieść o tym, jak umarła jego koleżanka ze szpitala). Dopiero po latach w pełni sobie uświadomiłam, jak duży wpływ musiało mieć na niego to doświadczenie.
Paweł wyzdrowiał, ale do grania nie wrócił. Myślę jednak, że potrzeba tworzenia w nim pozostała. Jako dorosły człowiek przez pewien czas tworzył efekty pirotechniczne do filmów (m. in. „Mistrz” Piotra Trzaskalskiego). Miał też twórcze podejście do innych rzeczy, które robił w swoim życiu. Zamiłowanie do filmu odziedziczył po nim syn Arkadiusz (ewolucje kaskaderskie: m.in. „Wołyń, „Krew Boga”).
Są również inne, nie mniej ważne, materialne ślady. Wybudował piękny dom dla swojej rodziny i pomógł w budowie i remoncie domu, w którym mieszkam. Istnieje również wiele innych domów, w których pozostała cząstka pracy mojego brata.
Z niematerialnych śladów najważniejsza jest chyba nieustająca pamięć w sercach bliskich: mamy (nasz tata zmarł wcześniej), żony, dwójki dzieci, mojej, czyli siostry...
Dla mnie osobiście ważne jest również to, że był niezwykle wrażliwym człowiekiem. Świadczy o tym chociażby fakt, że po obejrzeniu reportażu o transporcie zwierząt na rzeź zrezygnował z jedzenia mięsa.
Mogłabym jeszcze wiele tu napisać, bo otwierają się wspomnienia. To chyba jednak już następnym razem. Ten wpis traktuję raczej jako wstęp do wspomnień.

P.S. Skan przedstawia prezent, który przygotowałam Pawłowi pod choinkę, w czasach, kiedy był jeszcze jeszcze moim małym braciszkiem. Paweł był trzy lata ode mnie młodszy, co w młodszym wieku stanowiło sporą różnicę. Regularnie rysowałam też programy do na jego egzaminy z wiolonczeli, ale nie wiem, czy jakiś się zachował. W wieku młodzieńczym różnica wieku zaczęła się zacierać, a Paweł okazał się bardzo lojalnym i wspierającym bratem - ”rówieśnikiem”, który potrafił stanąć po mojej stronie.

piątek, 4 stycznia 2019

2018 - podsumowanie

Od pewnego czasu zamieszczam na blogu podsumowanie minionego roku. Początkowo miałam wątpliwości, ale ostatecznie okryłam w tym wiele korzyści. Zwykle takie grzebanie w pamięci poprawia mi humor, bo okazuje się, że mimo rozmaitych "schodów" wiele dobrych rzeczy wydarzyło się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Poza tym taki wpis pełni funkcję swego rodzaju pamięci zewnętrznej, do której mogę w razie potrzeby sięgnąć, kiedy na przykład nie mogę sobie przypomnieć, co się, w którym roku wydarzyło.
Zazwyczaj w takich posumowaniach skupiam się na sprawach związanych z pisaniem książek. Tym razem jednak moje życie osobiste całkowicie zdominowało inne sfery, więc od niego zacznę swoją opowieść.

Miniony rok był dla mnie rokiem bardzo trudnym. Jedna z najbliższych mi osób zapadła na ciężką i uznawaną za nieuleczalną chorobę. Ledwo uratowano jej życie, a potem przechodziła bardzo obciążającą kurację. Trudny nie znaczy jednak zły. Bo w takiej sytuacji niezmiernie ważne okazuje się to, co się dzieje pomiędzy bliskimi sobie ludźmi. Tak więc - prócz przeżywania ciężkiego stresu, zamartwiania się, podjęcia odpowiedzialności sprawy związane chorobą, własnych problemów zdrowotnych - doświadczyłam w minionym roku wiele dobra związanego z naszą relacją, wsparcia od innych bliskich mi osób a także wparcia w pracy.
Wspaniałe jest również to, że bliska mi osoba, choć wciąż w leczeniu, czuje się obecnie bez porównania lepiej.

Nie wszyscy wiedzą, że mam również półetatową pracę. Tam również zaistniały dramatyczne sytuacje. Po śmierci poprzedniego wójta, władzę objął Komisarz i z dnia na dzień zwolnił - jak się później okazało - bezprawnie moją cudowną szefową. Próbowano mnie - również wbrew przepisom - zmusić do objęcia stanowiska p.o. dyrektora. A potem działo się wiele trudnych rzeczy. Na szczęście Komisarz, który wystartował w wyborach na wójta, przegrał z kretesem, do czego przyczyniło się zapewne zwolnienie lubianej i szanowanej dyrektorki. Sytuacja wróciła do normy, a moja szefowa na stanowisko. Temat zasługuje zresztą na szersze opisanie, mam nadzieję, że znajdę kiedyś czas, żeby to zrobić.

Na skutek przedstawionych powyżej trudności prawie nie miałam czasu na twórczość. Mimo to udało mi się napisać jedną książkę i jedno opowiadanie. Co ciekawe, akcja książki (co było już wcześniej zaplanowane) działa się w miejscu, w którym spędzałam bardzo wiele czasu z uwagi na chorobę bliskiej osoby.
Jedna książka została wydana a potem uhonorowana Wyróżnieniem Literackim w Konkursie Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY. Chodzi oczywiście o "Tabletki na dorosłość" (Wydawnictwo ADAMADA), które ukazały się również w formie audiobooka: https://krakowczyta.pl/3666738/Tabletki+na+doros%C5%82o%C5%9B%C4%87
źródło: https://www.facebook.com/WydawnictwoAdamada/photos/a.915755648509371/1989626311122294/?type=3&theater
Ukazał się również audiobook i wznowienie i książki "Bruno i siostry" (Nasza Księgarnia) wyróżnionej przez IBBY w 2007 roku...

...oraz ukraińskie tłumaczenie książek "Znowu kręcisz  oraz "Zuźka w necie i w realu" w wydawnictwie ШКОЛА.

 Zostałam też uhonorowana lokalnie „Perłą Nauki, Kultury i Sztuki Gminy Nadarzyn”.

W tym roku miałam też mniej niż zwykle spotkań autorskich. Mimo to trochę ich było i dobrze je wspominam. Temat ilustruję zdjęciem z warsztatów wokół książki "Iwo z Nudolandii" w Muzeum Witolda Gombrowicza we Wsoli, ponieważ nie zamieściłam relacji z tego wydarzenia na blogu. Rysunek przedstawia Gombrowicza przy pracy oraz fragment muzealnej ekspozycji, czyli to, co zobaczył jeden z uczestników podczas eksperymentu "dwie minuty nudy".
W końcówce starego roku zaangażowałam się w sprawy związane z pewną Wspólnotą Mieszkaniową, a zwłaszcza problemy mieszkających tam kotów, co przelało się na Nowy Rok...

... i założyłam stronę na FB, stąd apel do Was Czytelnicy: LUBCIE TO :)

piątek, 21 grudnia 2018

Dobrych Świąt

Z okazji zbliżających się Świąt wszystkim moim Czytelnikom - tym dla których jest to czas religijnych przeżyć; tym którzy traktują traktują te dni jako okazję do celebracji tradycji i tym, dla których jest to po prostu kilka dni wolnego - życzę, aby przeżyli ten czas najlepiej, jak to możliwe. Nawet jeśli z jakichś powodów jest to w tym roku szczególnie trudne. Zwłaszcza, jeśli z jakichś powodów jest to szczególnie trudne. Z okazji Świąt życzę Wam również... świętowania. Bo świętowanie (nie tylko świąt ale również wszelkich innych okazji) wcale nie jest takie łatwe - przynajmniej dla mnie, myślę jednak, że nie jestem w tej sprawie odosobniona - szczególnie świętowanie Świąt Bożego Narodzenia. Część z nas traktuje ten czas jako ciąg powinności i obowiązków, część jako kłopotliwą przerwę w normalnej aktywności, dla innych jest to okres, z którym nie bardzo wiadomo, co zrobić. Słowem łatwo takie świętowanie z czymś innym pomylić, a przecież jest ono bardzo potrzebne. Dlatego życzę Wam (i sobie) prawdziwego świętowania, cokolwiek miałoby to oznaczać (na razie sama tego nie wiem). Do życzeń dołączam reniferka w mikołajowej czapce. Może to trochę banalne, ale przy takiej okazji miło sprezentować coś, co zrobiło się własnoręcznie, a reniferek pochodzi z czasów, kiedy zdarzało mi się robić ilustracje. Zwłaszcza lubiłam portretować zwierzaki, stąd taki wybór na świąteczną kartkę

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Książka o Rakowcu, zakaz dokarmiania zwierząt i ZGN Ochota

To zdumiewające, w jaki sposób fikcja literacka splata się z rzeczywistością. W książce, którą właśnie kończę pisać znalazł się taki oto fragment:
„Nasza piwniczka okazała się niewielką klitką umiejscowioną w szeregu innych podobnych klitek zlokalizowanych wzdłuż wąskiego korytarza, na którym dostrzegłam kilka misek z suchą karmą i świeżą wodą. Przynajmniej to na plus. Jak miło, że jest tu ktoś, kto dba o koty. Wyobraziłam sobie sympatyczną starszą panią lub młodą, energiczną aktywistkę którejś z prozwierzęcych organizacji i uśmiechnęłam się mimowolnie (...)”
Tak oto wyobraziłam sobie idealną (może nie idealną, po prostu prawidłową) sytuację dotyczącą bytowania kotów w bloku. Koci wątek przewija się wielokrotnie w fabule książki, której akcja rozgrywa się na warszawskim Rakowcu. I należy zapewne do najbardziej sympatycznych, a przy okazji... zaskakujących.
Niestety w prawdziwym świecie sprawy nie wyglądają tak różowo. Mam na myśli bardzo konkretne miejsce na osiedlu Rakowiec, czyli blok przy ulicy Racławickiej 156. Czyżby, w przeciwieństwie do sytuacji przedstawionej w mojej powieści, brakowało tam kotów? Owszem mieszka tam kilka wolno żyjących futrzaków. Wedle mojej wiedzy jest również osoba, która (podobnie jak w książce) zajmuje się nimi i, z tego co wiem, ma status oficjalnego karmiciela (oznacza to, że wspiera władze w wykonywaniu ustawowych obowiązków).
Niestety w październiku tego roku, czyli w w czasie, gdy pracowałam nad powieścią (wpisując w nią sympatyczny koci wątek) pod blokiem pojawiły się tabliczki z zakazem dokarmiania zwierząt. Nietrudno sobie wyobrazić, jakie skutki może mieć dla kotów realizacja takiego zakazu. Warto też zajrzeć do ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt, by się przekonać, jak taki zakaz ma się do polskiego prawa.
Interweniowałam w Zarządzie Gospodarowania Nieruchomościami Dzielnicy Ochota, który, wedle mojej wiedzy, jest odpowiedzialny za ten teren. Niestety jedna z tabliczek wciąż są pod blokiem. Nawiasem mówiąc sprawa znikających i pojawiających się tabliczek to temat na oddzielny wpis. Obecnie czekam na odpowiedź na mój drugi list do ZGN (odebrany wedle mojej wiedzy 29,11.2018), licząc na dobrą wolę i odpowiedzialną reakcję (wszystkich, którym los kotów i innych zwierzaków nie jest obcy, proszę o trzymanie kciuków) Do tego czasu powstrzymam się od wchodzenia w szczegóły. Z pewnością jednak będę Was informować o dalszym rozwoju wypadków.
Gwoli przybliżenia odpowiednich zapisów wspomnianej wyżej ustawy, chciałam poinformować, że w art. 6 ust. 2 znalazła się definicja znęcania się nad zwierzęciem, przez którą rozumieć należy zadawanie albo świadome dopuszczanie do zadawania bólu lub cierpień. Wśród przykładów znalazł się m. in. punkt: „utrzymywanie zwierzęcia bez odpowiedniego pokarmu lub wody przez okres wykraczający poza minimalne potrzeby właściwe dla gatunku” (art. 6 ust. 2 pkt 19 u.o.z.).
Z kolei w myśl artykułu 21 w/w ustawy zwierzęta wolno żyjące stanowią dobro ogólnonarodowe i powinny mieć zapewnione warunki rozwoju i swobodnego bytu.
Warto przytoczyć również art. 11a, w którego wynika, że rada gminy winna sprawować opiekę nad wolno żyjącymi kotami, wliczając w to ich dokarmianie - zakaz taki, według mnie, uniemożliwia więc wykonywanie ustawowego obowiązku.
Przytaczam te „nudne” paragrafy, bo może się zdarzyć, że i Wy, drodzy Czytelnicy spotkacie się z podobną sytuacją i taka wiedza może się Wam przydać.

czwartek, 13 grudnia 2018

Tabletki na dorosłość z wyróżnieniem

"Tabletki na dorosłość" z literackim wyróżnieniem w Konkursie Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY To takie jakby drugie miejsce w Polsce. Wyróżnienia otrzymali również Marcin Szczygielski za książkę "Leo i czerwony automat" i Cezary Harasimowicz za "Mirabelkę". Główna nagrodę zdobyła Joanna Jagiełło za powieść "Jak ziarnka pisaku" i Michał Rusinek za "Jaki znak twój?". Serdecznie gratuluję wszystkim nagrodzonym i nominowanym: http://rynek-ksiazki.pl/…/malgorzata-narozna-z-nagroda-za-…/ Dla cuda-cudanakiju.blogspot.com ślę podziękowania za sesję fotograficzną.
źródło: https://www.facebook.com/WydawnictwoAdamada/photos/a.915755648509371/1989626311122294/?type=3&theater