czwartek, 16 kwietnia 2020

Cień w błękicie - premiera

To swego rodzaju paradoks, że w czasach, kiedy większość z nas musi zostać w domu, ukazała się książka o puszczaniu gniazda. Ale być może jest tak, że można opuścić gniazdo nie wychodząc z domu.

Przy okazji odsyłam do skrzydlatych refleksji na zakończenie minionego roku: http://suwalska.blogspot.com/2020/01/podsumowanie-rok-2019.html


Cień w błękicie

Wydawnictwo: Zielona Sowa
Ilustrator: Anna Simeone
Seria: PICTUREBOOK

Ptaszek patrzył na przesuwające się w Błękicie cienie i zdawało mu się, że nie ma na świecie nic piękniejszego.

Niezwykle poetycka opowieść o dorastaniu, miłości rodzicielskiej i poczuciu bezpieczeństwa, ale także o potrzebie odkrywania świata i odwadze, by ruszyć własną drogą.
Książka wypełniona pięknymi, artystycznymi ilustracjami będzie doskonałym prezentem zarówno dla dziecka, jak i dla dorosłego.
(opis Wydawcy)

poniedziałek, 17 lutego 2020

Nagroda w Konkursie "Świat Przyjazny Dziecku"

Wspaniała wiadomość! "Miłka i owczarek koroniasty" (Wydawnictwo Zielona Sowa, ilustracje Ewa Kownacka) otrzymały jedną z Nagród Głównych w XVIII edycji Konkursu "Świat Przyjazny Dziecku" organizowanego przez Komitet Ochrony Praw Dziecka.
Rok temu taką nagrodę otrzymała inna moja książka - "Poczet Królów i Książąt Polskich".  

środa, 8 stycznia 2020

Kilka zdań o Księżycowym Ptaku

Miło mi poinformować, że w grudniu zakończyłam pracę nad tekstem książki dla dzieci pod roboczym tytułem "Księżycowy Ptak". Powieść powstawała w ramach pięciomiesięcznego stypendium twórczego z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To była bardzo ciekawa przygoda pod względem twórczym, emocjonalnym i poznawcza. 
Etap dokumentacji pozwolił mi zapoznać się z kilkoma niezmiernie interesującymi pozycjami, wśród których chciałabym wyróżnić książki "Introwertyzm to zaleta" Marti Olsen Laney oraz "Dziecko Orchidea czy mlecz. Jak wspierać wrażliwe dzieci" Dr W. Thomasa Boyce, ponieważ pozwoliły mi spojrzeć na młodych czytelników (a również na siebie) z nieco innej niż dotychczas (czasem dość zaskakującej) perspektywy. Wielu wrażeń dostarczyła rozmowa na temat wymyślonych przyjaciół z psychologiem konsultującym prace nad moją książką. Niezwykłe (czasem bardzo zabawne) przykłady takich przyjaźni znalazłam również w internecie. Wartością dodaną było zdobycie fascynujących informacji na temat ptaków. Tych ziemskich. Choć... może nie do końca. Przy okazji dowiedziałam się, że w XVIII wieku wierzono, że ptaki odlatują zimą na Księżyc.
Nie mniej ciekawym doświadczeniem było towarzyszenie moim bohaterom (ludzkim i ptasim) w ich książkowych przygodach. 
Cieszę się, że miałam okazję skonfrontować efekty swojej pracy z młodymi czytelnikami.
Liczę, że książka już wkrótce książka trafi na księgarskie półki.

"Zrealizowano w  ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego"

 

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Podsumowanie - rok 2019


Tradycyjnie, jak co roku, zamieszczam podsumowanie minionych dwunastu miesięcy. To dobra tradycja, choćby dlatego, że pod koniec roku pamiętam z niego mniej niż faktycznie się wydarzyło, (zwłaszcza jeśli chodzi o osiągnięcia) i takie odświeżenie pamięci zazwyczaj poprawia mi humor. A rok 2019 był wyjątkowo bogaty w literackie wydarzenia, przynajmniej jak na moje standardy.

PUBLIKACJE

Ukazały się trzy premierowe książki (to chyba mój życiowy rekord). Dwa tomy z nowej (i pierwszej w moim życiu) serii Wtajemniczeni: „Niewszystko złoto, co złote” i „Czarna Wołga. Tajemnica zprzeszłości” (Wydawnictwo Nasza Księgarnia, ilustracje Marta Krzywicka). Wcześniej wystrzegałam się seryjnego pisania (może niesłusznie). Trzecią książką jest „Miłka i owczarekkoroniasty” (ilustracje Ewa Kownacka, Wydawnictwo Zielona Sowa). To pierwsza moja książka w tym wydawnictwie i wszystko wskazuje na to, że nieostatnia.
Poza tym moje opowiadania zostały opublikowane w Kwartalniku Literackim „Wyspa” (tym razem był to tekst dla dorosłych) i w „Kosmosie dla dziewczynek”, a opowiadanie pt. „Mamka”(o krowach) napisane w ramach literacko-charytatywnego projektu Korabkowe Opowieści (zachęcam do wspierania) przedrukowane w Magazynie Vege.

LAURY
Mój (i Diany Karpowicz, wydany przez Zuzu Toys) „Poczet Królów i KsiążątPolskich” dostał główną nagrodę w Konkursie „Świat Przyjazny Dziecku” Komitetu Ochrony Praw Dziecka (trochę laurów już w moim życiu było, ale to pierwsza nagroda przyznana przez to gremium).


PISANIE
moja własna ilustracja do książki "Księżycowy Ptak"
Napisałam dwie książki (trzecią część serii Wtajemniczeni i powieść dla dzieci pod roboczym tytułem „Księżycowy Ptak” w ramach wspomnianego powyżej stypendium) i skończyłam pisać trzecią („Miłka i owczarek koroniasty”), opowiadanie (dla „Kosmosu dla dziewczynek”) i baśń o fruwającej śwince.

JUBILEUSZE
W 2019 roku minęło piętnaście lat od publikacji mojej pierwszej książki dla dzieci („Znowu kręcisz, Zuźka”, Wydawnictwo Nasza Księgarnia) i trzydzieści od ukazania się debiutanckiego tomiku poetyckiego („Taniec”, OKO). A to nie wszystkie rocznice, kto ma chęć dowiedzieć się na ten temat czegoś więcej zapraszam tutaj. Świętowałam (by użyć oksymoronu) pracując. Tak intensywnie, że zabrakło mi czasu na wakacje. Dopiero w listopadzie wyjechałam na kilkudniowe lenistwo (przerwane, nawiasem mówiąc, spotkaniem autorskim).

MEDIA
Moja książka „Miłka i owczarek koroniasty była czytana w Radiowej Jedynce a „Czarną Wołgę. tajemnicę z przeszłości zapowiedział super spot (do obejrzenia tutaj). Recenzje na temat moich książek regularnie ukazywały się w różnych mediach. Brałam też udział w audycjach radiowych - nie tylko jako autorka. Po raz pierwszy wystąpiłam w audycji interwencyjnej (na temat tabliczek z zakazemdokarmiania zwierząt na warszawskim Rakowcu, usuniętych wreszcie po kilku miesiącach). O rakowieckich kotach pewno tu jeszcze napiszę, bo to nie koniec tej opowieści.

SPOTKANIA AUTORSKIE
fot. Marytka Czarnocka, spotkanie promujące "Miłkę i owczarka koroniastego" w księgarni BookBook przy ulicy Koszykowej

Gdy zabierałam się do pisania tego podsumowania wydawało mi się, że nie było ich zbyt wiele (prawdę mówiąc nie bardzo miałam na nie czas), ale po odświeżeniu pamięci okazało się, że trochę się jednak pospotykałam. Brałam udział w Warszawskich Targach Książki. Wyjechałam do Opola, Katowic, Olsztyna i Słobit. Miałam dwa spotkania w Nadarzynie (w szkole i bibliotece) i jedno w Młochowie. Promowałam dwie książki w Multimedialnej Bibliotece dla Dzieci i Młodzieży Dzielnicy Mokotów. Uczestniczyłam w spotkaniach promocyjnych w Empiku przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie i księgarni BookBook przy ulicy Koszykowej (również w Warszawie). Spotkałam się z czytelnikami w warszawskim Muzeum Literatury. Wzięłam udział w organizowanej przez Okręg Warszawski SPP Nocy Muzeów w Domu Literatury i Otwartych Ogrodach w Domu Seniora PAN w Konstancinie Jeziorna. Wszystkie te spotkania bardzo miło wspominam, a jeśli chcecie podejrzeć, co się na nich działo, zachęcam do przejrzenia mojego Facebooka.

SKRZYDŁA i FRUWANIE
fruwająca świnka mojego autorstwa
Wyjątkowo dużo było w tym roku tematów związanych z lataniem, by przypomnieć wspomnianą już tutaj książkę „Księżycowy Ptak”i bajkę o fruwającej śwince. Poza tym w ramach swojej półetatowej pracy przygotowywałam wystawę zdjęć ptaków, której wernisaż zaplanowany jest na luty, a pod koniec roku robiłam korektę autorską kolejnej „fruwającej” książki, która ma się ma się ukazać w 2020. Ponadto przygotowywałam projekt edukacyjnej książki, w której również sporo będzie o ptakach.

POEZJA
Więcej też było poezji. W trzeciej części Wtajemniczonych pewien wiersz pełni ważną, by nie powiedzieć kluczową rolę w detektywistycznej intrydze. A i w „Księżycowym Ptaku” jest więcej poezji, niż w moich wcześniejszych książkach dla dzieci. Napisałam też kilka, a może nawet kilkanaście wierszo-notatek, które, mam nadzieję, wkrótce przekształcą się w wiersze.
Przełomowi roku 2019 i 2020 towarzyszyły dwie książki: „Post-koine. Studia o nieantropocentrycznych językach (poetyckich)” Anity Jarzyny oraz Piotra Somera „O krok od nich. Przekłady z poetów amerykańskich” (cudny gwiazdkowy prezent), co być może stanowi jakąś wróżbę na Nowy Rok.

ZWIERZĘTA
okładka numeru Magazynu Vege z moim opowiadaniem

Jak już pewno zdążyliście się zorientować to ważny temat 2019 roku (w rzeczywistości jeszcze ważniejszy, niż można by wywnioskować z powyższych akapitów). Zwierzęce istoty pojawiają się we wszystkich napisanych bądź opublikowanych w minionym roku tekstach. W trzech utworach zamieściłam wątki związane z ich cierpieniem w hodowlach (nie tylko przemysłowych). Temat ten pojawił się również (po długim okresie „przymiarek”) w mojej półetatowej pracy. W ramach prowadzonego przeze mnie cyklu Kino Nokowe zorganizowałam pokaz filmu „Zjadanie zwierząt” i spotkanie z Dariuszem Gzyrą. Poza tym zaczęłam zbierać materiały do artykułu na temat wegańskich i wegetariańskich wątków w literaturze dla dzieci. Dużo czytałam o zwierzętach, ich sytuacji, emocjach, historii, języku jaki się o nim pisze (patrz jedna z książek wymienionych powyżej)… Po dwudziestu sześciu latach wegetarianizmu i trwających już od jakiegoś czasu przymiarkach zrezygnowałam z produktów mlecznych i jajek. To wszystko to też chyba zapowiedź zmian (a zarazem kontynuacji).

TEN PIERWSZY RAZ
Jak można wyczytać powyżej, trochę tych pierwszorazowych sytuacji było, więc nie będę się powtarzać. Odniosę się tylko do nie wymienionych wcześniej wydarzeń z ostatnich tygodni. Po raz pierwszy Wigilia odbyła się w moim domu, cy było dla mnie (osoby, która nigdy nie czuła się komfortowo w sytuacji gospodyni) nadzwyczaj pozytywnym doświadczeniem. A Nowy Rok (również pierwszy raz) witałam nad morzem na plaży.

I CO JESZCZE?, CZYLI PODZIĘKOWANIA
Być może owo „co jeszcze” jest nawet najważniejsze. Miniony rok, choć w dużej mierze również skupiony na kwestiach zdrowotnych, był pod tym względem dużo spokojniejszy niż poprzedni, za co jestem ogromnie wdzięczna.
O kłopotach, nawiasem mówiąc z grubsza chyba ogarniętych, nie chcę dziś pisać.
Chcę natomiast utrwalić choć w kilku zdaniach unikalne (na przestrzeni wielu ostatnich lat) doświadczenie - czas, który spędziłam w swoim osobistym domu pracy twórczej i pisałam. I prawie nic mnie w tym pisaniu nie rozpraszało. Maksymalna intensywność do wewnątrz i maksymalne odbodźcowanie z zewnątrz. I jeszcze komfort wynikający z pracy w ramach stypendium. Można by rzec raj dla introwertyka-autora. Tekst na ekranie monitora, towarzystwo suczki Dżimby, a często również psiego sąsiada Kajtusia. A w ramach schładzania umysłu - słońce (choć to oczywisty oksymoron), spacery, czytanie i rozpalanie w kuchni (bo jeść też trzeba). To ostatnie bywało co prawda wkurzające, zwłaszcza, gdy coś poszło nie tak i nawet psy uciekały z zadymionego domu. Ale ostatecznie zawsze kończyło się sukcesem.
Nie był to może czas bardzo długi, ale niezmiernie ważny.
Dziękuję moim najbliższym (i nieco dalszym również) za to, że mi go podarowali. I sobie samej też dziękuję, bo był to również dar od siebie dla siebie.
Dziękuję też za cudowne zmęczenie podczas wchodzenia na Połoninę Caryńską (jak to dobrze, że umieściłam tam akcję pisanej właśnie książki i musiałam zrobić dokumentację).
A przede wszystkim moim bliskim (i tym nieco dalszym też) za to, że są.

niedziela, 1 grudnia 2019

Wyjść z ukrycia

 W 2016 roku ukazały się "Czarne Jeziora", książka, którą próbowałam wypełnić, dostrzeżoną wówczas przeze mnie lukę w literaturze i wczuć się w sytuację nastolatki, zmuszonej do życia z tajemnicą.

Odkąd HIV i AIDS przestały być tematem na pierwsze strony gazet, kultura właściwie o tym temacie zapomniała, a media przypominają sobie o sprawie przede wszystkim z okazji Światowego Dnia AIDS. Mogło by się wydawać, że to naturalne. Zakażenie HIV nie oznacza dziś wyroku, istnieją skuteczne leki, które pozwalają zakażonym osobom na normalne życie. A w sytuacji, gdy pod wpływem leczenia wirus jest niewykrywalny we krwi można nawet współżyć bez zabezpieczenia, nie obawiając się, że się go przekaże. Zdawałoby się więc, że temat wszedł w sferę normalności. Czyżby? Problem w tym, że zakażenie HIV wciąż wiąże się z wykluczeniem społecznym i trudem życia z tajemnicą. Wpływa to nie tylko na sytuację społeczno-emocjonalną osób żyjących z HIV, lecz również na to, że mimo rozwoju medycyny ludzie wciąż umierają na AIDS z powodu zbyt późnej diagnozy. Stereotypy, tabu, zadawnione lęki i uprzedzenia, myślenie, że mnie to nie dotyczy sprawiają, że wciąż większość z nas się nie testuje. Nawet kobiety w ciąży, choć według mnie w tej sytuacji przynajmniej propozycja testu powinna być standardem ze strony lekarza, bo może to uchronić dziecko przed zakażeniem.

"Czarne Jeziora" opowiadają historię nastolatki od urodzenia żyjącej z HIV. Wcześniej przeprowadziłam wywiad dla portalu ngo.pl z Dominiką Soćko ze Społecznego Komitetu ds. AIDS (SKA): https://publicystyka.ngo.pl/wyjsc-z-ukrycia. Na tyle mnie on poruszył, że postanowiłam napisać książkę.

Marzy mi się sytuacja, w której Magda (bohaterka mojej książki) i każda inna osoba, mogłaby mówić o swoim zakażeniu, w taki sposób, w jaki robią to inni chorzy na choroby przewlekłe (np. na cukrzycę). Dopiero wówczas będzie można mówić o normalności. Co nie oznacza oczywiście, że można będzie wówczas zapomnieć o edukacji. 

P.S. Więcej o powstawaniu "Czarnych Jezior" i moich motywacjach przeczytacie tutaj, we wpisie, który powstał wkrótce po ukazaniu się książki: http://suwalska.blogspot.com/2016/10/czarne-jeziora.html

sobota, 30 listopada 2019

Księżycowy ptak w Słobitach

Zwykle na spotkaniach autorskich opowiadam o książkach, które już się ukazały. Ostatnio zdarza się jednak, że wprowadzam dzieci w świat książki, która właśnie powstaje, a konkretnie "Księżycowego Ptaka". Zależy mi bowiem, by poznać reakcje młodych czytelników na fragmenty pisanego przeze mnie tekstu. Tak było np. w Szkole Podstawowej w Słobitach. Przeczytany początek powieści uruchomił mnóstwo twórczej energii. Dzieci miały masę niesamowitych pomysłów, jak mogłyby się potoczyć dalsze losy znalezionego w lesie niewidzialnego jajka.

Nad książką pod roboczym tytułem "Księżycowy Ptak" pracuję w ramach stypendium twórczego z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

   

wtorek, 5 listopada 2019

Podwójne urodziny

Niedawno odkryłam (a częściowo zwrócono mi na to uwagę), że w roku 2019 obchodzę podwójne literackie urodziny. Trzydzieści lat temu ukazała się moja pierwsza książka, czy raczej książeczka, bo chodzi o skromy, szesnastostronicowy, powielany na ksero tomik poetycki (taka była wówczas technologia tworzenia niszowych publikacji). A przed piętnastu laty opublikowałam pierwszą książkę dla dzieci.
Trochę późna to konstatacja, zważywszy, że rok się kończy, ale lepiej późno, niż wcale. Może jeszcze zdołam wymyślić coś fajnego, żeby uczcić te podwójne "urodziny".
O tomiku sprzed trzydziestu lat zatytułowanym "Taniec" przeczytacie tutaj: http://suwalska.info/taniec.html.  A pierwsza książka dla dzieci ("Znowu kręcisz, Zuźka") miała przez ten czas sporo wcieleń, o czym możecie przeczytać m.in. tutaj: http://suwalska.blogspot.com/2018/02/znowu-krecisz-zuzka-piata-odsona.html i tutaj: http://suwalska.blogspot.com/2011/04/sezon-2-odcinek-19-hiszpanska-zuzka.html (wpis z 2011 r., więc trochę nieaktualny, ale opowiada historię powstania książki).

Rok 2019 w ogóle obfituje w rocznice. Dwadzieścia lat skończył Nadarzyński Ośrodek Kultury, z którym przez cały ten czas nieprzerwanie, choć na różnych zasadach współpracuję (to w skali lokalnej i prywatno-zawodowej), a w skali ogólnopolskiej to oczywiście trzydziesta rocznica ważnych wydarzeń w historii powojennej Polski. Co ciekawe o niektórych z nich napisałam w opublikowanej w tym roku drugiej części serii "Wtajemniczeni" (taka koincydencja). W tym roku minęło również trzydzieści lat od powstania Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, do którego należę.  

poniedziałek, 4 listopada 2019

Moje opowiadanie w Magazynie Vege


Moje opowiadanie w Magazynie Vege w  w ramach w ramach cyklu związanego z projektem Korabkowe Opowieści.
To znakomita okazja, by przypomnieć to literacko-charytatywne przedsięwzięcie i zachęcić do wpłat na rzecz schroniska w Korabiewicach. Wystarczy wejść na stronę projektu i skorzystać z linku pod opowiadaniem.


niedziela, 3 listopada 2019

Z Księżycem...

Z Księżycem faktycznie działo się coś dziwnego. Dwa z jego kraterów zamieniły się w oczy. A jedno z mórz w usta. Po chwili tajemniczy srebrny glob wyglądał jak uśmiechnięty i dobroduszny księżyc ilustracji w książce dla dzieci.
Synku! Pora wstawać! zawołał Księżyc, a jego srebrne oblicze przybrało wyraz zatroskania i przemieniło w twarz taty.

(fragment powstającej książki) 


Nad książką pod roboczym tytułem "Księżycowy Ptak" pracuję w ramach stypendium twórczego z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


 

sobota, 2 listopada 2019

...

Zdjęcie zrobione na cmentarzu w Iwoniczu. Podczas wyjazdów na spotkania autorskie staram się w miarę możliwości zobaczyć coś w okolicy. Nierzadko bywają to stare cmentarze. Jednak to zdjęcie zostało zrobione w ramach dokumentacji do trzeciej części serii Wtajemniczeni, w której sporo będzie o cmentarzach.

czwartek, 31 października 2019

A dokądże mogą te stworzenia się udać, jeśli nie na Księżyc?

https://bukowylas.pl/ksiazki/cala-prawda-o-zwierzetach

Okazuje się, że nie ja pierwsza wpadłam na pomysł, że ptaki odbywają kosmiczne podróże (to tak w związku z książką pod roboczym tytułem "Księżycowy ptak", którą piszę w ramach stypendium z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego). Oto koncepcja Charlesa Mortona, wykształconego w Oksfordzie autora bardzo szanowanego siedemnastowiecznego kompendium wiedzy z dziedziny fizyki. Jak pisze Lucy Cook w książce "Cała prawda o zwierzętach. Zakochane hipopotamy, naćpane leniwce i inne dzikie historie": 

"Bociany, gdy się rozmnożą, a młode w pełni opierzą... wszystkie razem odlatują jednym kluczem... najpierw blisko Ziemi, a potem wyżej... aż w końcu ta wielka chmara... robi się coraz mniej widoczna w oddali, by całkowicie zniknąć" - rozwodził się Morton, po czym przeszedł do sedna: "A dokądże mogą te stworzenia się udać, jeśli nie na Księżyc?" (...) "Przed odlotem ich radość zdaje się zdradzać, że mają jakiś szlachetny zamiar" - może, by odważnie udać się tam, gdzie nie był przedtem żaden ptak, czyli "wznieść się ponad atmosferę, pospieszyć i odlecieć do innego świata".

Jego osobliwa hipoteza była odbiciem czasów. W XVII wieku Księżyc fascynował naukowców. Używając jednego z pierwszych teleskopów, Galileusz odkrył, że jego powierzchnia nie jest gładka jak marmur, lecz poznaczona górami i dolinami, jak na Ziemi. (...) W oczach Mortona Księżyc nie przypominał martwej skalnej bryły, był za to nęcącym celem zimowych wojaży.

Idea migracji kosmicznych cieszyła się szerszym wsparciem, a jej rzecznicy spierali się w korespondencji z Towarzystwem Królewskim o to, które ciało niebieskie jest najbardziej prawdopodobnym lądowiskiem ptaków. 

W książce jest również mowa o wielu innych oryginalnych koncepcjach dotyczących tego, co się z ptakami dzieje, kiedy znikają na zimę. Gorąco zachęcam do czytania w ten późnojesienny (choć może tego nie widać) czas. 

piątek, 11 października 2019

"Czarna wołga. Tajemnica z przeszłości" i "Miłka i owczarek koroniasty" - dwie jesienne premiery

 To niesamowite, że te dwie książki ukazały się nieomal w tym samym czasie. Mimo wszelkich (widocznych już na pierwszy rzut oka) różnic jest coś, co je łączy. W obu inspirowałam się zabawami z dzieciństwa (o ile metamorfozę kundelka w psa niezwykle rzadkiej rasy można nazwać zabawą). Na rysunku z końca lat 70. (mojego autorstwa) sportretowany jest Smyk II, kundelek mojej przyjaciółki Magdy, którego pewnego dnia uczyniłyśmy owczarkiem koroniastym. W jaki sposób tego dokonałyśmy - nie zdradzę. Żeby się tego dowiedzieć, trzeba przeczytać książkę.
Na zdjęciu również Smyk, ze mną na spacerze. W tle Górka Szczęśliwicka opisywana w "Czarnej Wołdze. Tajemnicy z przeszłości" (więcej o inspiracjach do tej książki tutaj). W "Czarnej Wołdze" dużo piszę o latach 70. Patrząc na ten nieco osobliwy wpis do pamiętnika (takie wpisy do pamiętnika też chyba już odeszły do przeszłości, przypomniałam sobie ułożony przez nas (mnie i Magdę) wierszyk dotyczący Smyka: "Smynio śliczny, zagraniczny". Mówi on sporo nie tylko o naszym zachwycie pieskiem, lecz również o tamtych czasach, ich siermiężności, zapatrzeniu w zachodnie dobra... Dziś często szukamy na półkach polskich produktów, a to co zagraniczne niekoniecznie znaczy dla nas lepsze. Dziś pewno nie zamieniałabym kundelka w przedstawiciela tzw. psiej arystokracji (wielorasowce są cudowne i fajnie by było, gdyby moda na adopcje bardziej się rozpowszechniła), a zamiast słowa "pani" w dedykacji wpisanej rzekomo smyniową łapą użyłabym pewno opiekunka.
Nie zmienia to faktu, że spoglądam na te dwie kartki z pamiętnika z ogromnym sentymentem.