piątek, 16 września 2011

Ratunku, marzenia! - skarb w koniu


(...) spomiędzy chaszczy wyłoniła się budowla z czerwonej cegły.
Kiedyś musiała fajnie wyglądać, ale teraz była mocno zniszczona. Choć nie aż tak jak pałac. Najbardziej podobały mi się drzwi, a właściwie miejsce po nich, z takimi jakby kolumienkami po obu stronach.

– Nie rozumiesz? W końskich zwłokach był skarb!!!
– Skarb? Skąd ci to przyszło do głowy?
– A właśnie! Stąd, że o to pytasz! – triumfowała Majka.
– Nie kumam.
– Chodziło o kryjówkę, w której nikomu nie przyjdzie do głowy szukać. I jeszcze… żeby ludzie się jej brzydzili.

(fragmenty książki"Ratunku, marzenia!")

Na zdjęciu mauzoleum Dohnów w Gładyszach. Do dziś wśród okolicznej ludności, krążą opowieści o znalezionym tam po wojnie (a może pod koniec wojny?) martwym koniu, w którym podobno ukryty był skarb. Ja sama słyszałam ją od kilku osób, w kilku wersjach. Czytelnicy mojej książki poznają tę tajemniczą historię dzięki najbardziej chyba ekscentrycznej bohaterce powieści - Majce. To dzięki niej pobyt we wsi Książki nabrał dla Mirka kolorów, bo, chociaż bywała irytująca, nie sposób się przy niej nudzić.

czwartek, 15 września 2011

"Ratunku, marzenia!" - Gładysze




Niestety, w tej chwili pałacowi daleko było do wspaniałości. Zrobiło mi się nawet trochę smutno, bo na jednym z murów umieszczono wielkie zdjęcie, które pokazywało, jak kiedyś wyglądała budowla, i bardzo to odbiegało od teraźniejszości. W ruinach zamiast ludzi zadomowiły się rośliny, co dawało dość dziwny efekt, no bo wyobraźcie sobie, że ze ściany dawnej komnaty (zachowały się nawet resztki ozdobnego kominka) wyrastają drzewka i krzaki.
(fragment książki "Ratunku, marzenia!")

Ukazanie się książki zmobilizowało mnie do opublikowania zdjęć jednego z najbardziej niezwykłych miejsc, które poznaliśmy podczas naszych warmińskich wypraw. Pałac w Gładyszach, dawniej siedziba arystokratycznego niemieckiego rodu zu Dohnów, istnieje naprawdę (tym razem powściągnęłam wodze wyobraźni, która każe mi łączyć rozmaite miejscowości w jedno), a raczej istniał, bo dziś zostały po nim (jak widać powyżej) tylko ruiny. Jego skróconą (z konieczności) historię włożyłam w usta staruszka, którego spotkali bohaterowie książki podczas zwiedzania ruin.
Gładysze to jedno z ulubionych przez poszukiwaczy skarbów i zbieraczy dawnych historii miejsc w tej części Warmii, o czym mogłam się przekonać odwiedzając rozmaite fora eksploracyjne. Z wsią związanych jest mnóstwo niezwykłych historii, które poznaliśmy rozmawiając z mieszkańcami, a które, na razie w postaci notatek gromadzę w pamięci swojego laptopa

wtorek, 13 września 2011

Ratunku, marzenia! - skąd wzięła się nazwa Książki



- Zaraz, zaraz... - odezwała się wreszcie mama. - Przecież... To chyba niemożliwe! - wykrztusiła wreszcie. Ta wieś nazywa się... Książki!!!
(fragment książki "Ratunku, marzenia!")

Podczas jednego z pierwszych rekonesansów po okolicach prawie naszego (byliśmy na etapie podejmowania decyzji)warmińskiego domu, natknęliśmy się na uwieczniona na zdjęciu tabliczkę.
"O jakże to byłoby cudownie mieć dom w miejscowości Książki" - pomyślałam. Co prawda nazwa naszej wsi również jest bardzo fajna, ale perspektywa pisania książki w wiosce o nazwie Książki była na tyle kusząca, że urzeczywistniłam ją w wydanej właśnie powieści :)

Książkowe Książki ;) są swego rodzaju kompilacją kilku warmińskich (a także położonych na Wysoczyźnie Elbląskiej) miejscowości, które miałam okazję poznać już po kupieniu domu (wizję uzupełniłam naturalnie "produktami" swojej wyobraźni). Cudowny krajobraz "ściągnęłam" z Ławek, babcie z kijkami od nordic walking widziałam w Wilczętach, a cudowną energię, która pozwoliła zjednoczyć się w obronie i odbudowie zagrożonej wspólnej przestrzeni (tz. świetlicy) znam m.in. z Aniołowa i Nowego Monasterzyska. We wszystkich miejscach miałam okazję poznać ciepłych, serdecznych, interesujących ludzi.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Prawda poprzez fikcję

Z okazji opublikowania mojej pierwszej, wydanej drukiem książki dla dzieci ("Znowu kręcisz, Zuźka") Wydawca poprosił mnie o napisanie krótkiej notki na swój temat. Znalazły się w niej, między innymi, takie oto słowa:
"Ostatnio przypomniałam sobie, że miałam przecież zostać pisarką. Pewno dlatego któregoś dnia zadzwoniła do mnie pani z Naszej Księgarni (ta pani chyba jest jasnowidzem). W efekcie powstała książka o rozbrykanej i sympatycznej Zuźce. W międzyczasie robiłam różne interesujące rzeczy: Szukałam z mężem Darkiem Kondeferem (grafikiem i fotografem) idealnego domu w miejscu prawie nietkniętym stopą turysty - poszukiwania prowadzimy do dzisiaj razem z naszym synem".
Słowa te zamieściłam nieprzypadkowo - bowiem rodzice Zuźki również poszukiwali idealnego domu w miejscu prawie nietkniętym stopą turysty.
Rodzice Mirka - bohatera i narratora mojej najnowszej książki ("Ratunku, marzenia!", premiera 2011-09-07) już go znaleźli. Wcześniej my znaleźliśmy taki dom. Skłamałabym jednak twierdząc, że "Ratunku, marzenia!" to autobiograficzna powieść. Tak się bowiem składa, że jeśli wykorzystuję prawdziwe historie w swoich książkach robię to z lenistwa, zmieniając uprzednio kontekst, okoliczności, podstawiając niepodobnych do pierwowzoru bohaterów. Życie czasem tworzy lepsze fabuły niż mogłabym wymyślić. To, co naprawdę dla mnie ważne, chcąc zmylić tropy, starannie przepakowuję w wymyślone postacie i nieprawdziwe wydarzenia. W efekcie bywa tak, że fikcja jest w moich książkach prawdziwsza od prawdy.

Po co te wszystkie zabiegi?
Po pierwsze - z powodu mojego, wspominanego tu wielokrotnie, introwertyzmu.
Po drugie - nigdy nie jestem pewna, czy osoby, które mnie zainspirowały, byłyby zadowolone odnajdując się w mojej książce. Dlatego (trochę w opozycji do lenistwa, o którym pisałam) pracowicie przekształcam bohaterów, tak, że często stają się kimś zupełnie innym niż pierwowzór. Choć z drugiej strony, kiedy samej siebie zapytam, czy chciałabym odnaleźć siebie w jakiejś książce, to muszę powiedzieć, że owszem - byłoby to całkiem miłe. Więc może ta moje starania są całkiem zbędne?
Trzeci powód (najważniejszy i mający najczęstsze zastosowanie) - zmieniam realia, bo tego wymaga logika opowiadanej przeze mnie historii, robię to dla dobra dobra książki. Z tego powodu nie waham z mężczyzny uczynić kobietę; z psa kota; połączyć w jedną wieś pięciu miejsc naraz (okraszając je dodatkowo wytworami własnej fantazji); wariactw, które w oryginale były udziałem dorosłych przypisać dzieciom (albo na odwrót)... Nie dotyczy to naturalnie faktów historycznych itp.

W kolejnych odcinkach mojego blogo-serialu postanowiłam uchylić rąbka "tajemnicy" i spróbować pokazać jak to w moim pisaniu działa, w jaki sposób splatam fantazję z realiami, by uzyskać ten szczególny rodzaj prawdy - prawdę poprzez fikcję.

sobota, 27 sierpnia 2011

Ratunku, marzenia! - przypisy

Tu będę gromadzić to, co w książce się nie zmieściło; rozplatać to co wcześniej w niej splotłam, czyli oddzielać fakty od fikcji; pisać o miejscach, które mnie inspirowały; informować o wydarzeniach związanych z książką...

Wystarczy kliknąć w etykietę Ratunku_marzenia widoczną pod postem.

Lubię koła, lubię paski

Kliknij w etykietę: lubię_koła_lubię_paski (widoczną pod postem).

Warmińskie Opowieści

Tu znajdziesz kolejne odcinki Warmińskich Opowieści. Wystarczy, że klikniesz w etykietę Warmia - widoczną pod tym postem.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Podwójna tęcza, podwójny skarb


Sierpniowa tęcza w Ławkach. Bardzo a propos mojej wrześniowej książki.
Podobno na końcu tęczy można znaleźć skarb, a książka mówi o szukaniu skarbów (dosłownie i w przenośni). W dodatku akcja dzieje się na Warmii.

czwartek, 18 sierpnia 2011

Ratunku, marzenia!


Zapowiedź mojej nowej książki. Na razie posłużę się opisem wydawcy. Wkrótce opublikuję więcej. Będę pisać głównie o tym, co nie zmieściło się w książce.

"Ratunku, marzenia!"
Autor:
Dorota Suwalska
Ilustrator:
Agata Raczyńska
rok wydania: 2011
liczba stron: 168
rodzaj wydania: oprawa twarda
format: 160x157 mm
przedział wiekowy: 6-10
numer ISBN: 978-83-10-11981-0
dodaj do koszyka
cena:
26.90 zł

Rodzice Mirka, Julii i Helenki zawsze marzyli o tym, aby zamieszkać na wsi, i wszystko wskazuje, że wreszcie spełnią to marzenie. Znaleźli dom w pięknej okolicy – góry, morze i jezioro w jednym! Co prawda góry to raczej łagodne pagórki, morze obecne w postaci Zalewu Wiślanego, a jezioro cokolwiek oddalone. Ale dom stary, przedwojenny, z duszą i historią... Tyle że bez ciepłej wody, z przeciekającym dachem, no i czy w ścianach nie siedzi grzyb lub coś jeszcze gorszego?

"Ratunku, marzenia!" to pełna humoru historia o zwariowanej rodzince, niezapomnianych wakacjach, przyjaźni i tajemniczym skarbie.

Patroni medialni:
ga ga.
Ryms
Kumpel
czasdzieci.pl
Qulturka.pl

środa, 17 sierpnia 2011

Pomyślałam sobie POMYŚLNIK

Długa przerwa w pisaniu. Z jednej strony dużo się działo, więc nie bardzo miałam czas. Z drugiej - dotychczasowa formuła, a może raczej dotychczasowy brak formuły chyba się wyczerpał. Tak czy inaczej doszłam do wniosku, że nie jestem gotowa do publikowania swoich przemyśleń ze skutkiem natychmiastowym. Co nie znaczy, że w ogóle nie jestem do tego gotowa. Po prostu u mnie wszystko musi odleżeć, ulec przetworzeniu...
Dlatego postanowiłam, podczas pisania kolejnych "odcinków" skupić się na sprawach zawodowych. Z jednej strony to, co dzieje się aktualnie: najnowsze publikacje, książki, projekty... Z drugiej... POMYŚLNIK - hasło, pod którym którym chciałabym publikować swoje niezrealizowane POMYSŁY. Może ułatwi mi to decyzję, który z nich POMYŚLNIE doprowadzić do końca.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Placić, czy nie płacić, czyli jak wprowadza się prawo w Polsce

Niedawno odbyłam dość osobliwą rozmowę z pewnym panem z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Chciałam się dowiedzieć, czy osoba, która w tym roku podejmie studia, a zrezygnuje w przyszłym i przeniesie się na inne, będzie musiała płacić za drugi kierunek. Okazało się jednak, że uzyskanie odpowiedzi na to, zdawało by się, proste pytanie jest sporym wyczynem. Wykonałam kilka telefonów, kilka razy nie przekierowywano... Ustawa wchodzi w życie roku akademickim 2011/20012 (tak mnie poinformowano) więc pracownicy Ministerstwa, z którymi rozmawiałam nie bardzo wiedzieli jak będzie funkcjonować w stosunku do osób, które w tym roku rozpoczną studia.

Wreszcie dostałam telefon do Pana Kompetentnego, który oświadczył mi, że to owszem trzeba będzie płacić, ale to zależy od punktów jakichś tam, każdy ma swój limit, "to przecież zapisane jest w ustawie". Po dłuższym drążeniu tematu dowiedziałam się, że opisane w ustawie punkty związane są z rodzajem uczelni. Wówczas zdradziłam, że chodzi mi konkretnie o uczelnię artystyczną, na co Pan Kompetentny oświadczył, że artystyczne uczelnie mają być zwolnione z opłaty. Ucieszyła mnie ta wiadomość, okazało się jednak, że moja radość była przedwczesna, ponieważ, owszem, zasadniczno mają być zwolnione - jednak dokładną listę uczelni zwolnionych od opłat Minister ogłosi prawdopodobnie na początku września. Próbowałam wyjaśnić Panu Kompetentnemu, że rekrutacja do większości szkół artystycznych już się zakończyła, zaś rekrutacja na tzw."normalne" uczelnie odbywa się na początku lipca, więc we wrześniu to będzie już trochę po ptakach. Okazało się, że Pan jest tego świadom.
- Może się więc zdarzyć, że ktoś wybierze się w tym roku na studia, a potem będzie musiał płacić np. za pięć lat filmówki? - drążyłam temat.
Pan nie zaprzeczył.
Spytałam kto w tej sytuacji jest w stanie udzielić odpowiedzi na zadane przeze mnie pytanie. Pan odpowiedział, że nikt, dopóki Minister nie wyda rozporządzenia (ze wspomnianą już wcześniej listą).
- Cóż więc pan mi radzi w tej sytuacji?
Pan zaproponował dokładnie przemyślenie wyboru kierunku studiów, by podjąć właściwą decyzję.
- Na pytanie, czy nie sądzi, że do podjęcia decyzji potrzebne są jakieś dane, które pozwolą stwierdzić, jakie, potencjalnie, mogą być jej skutki, tu zaś tych danych brak, Pan Kompetentny już mi nie odpowiedział.

Nie pozostaje nic innego jak uruchomić intuicję w kierunku odczytywania przyszłych posunięć Pana Ministra lub zdać się na rachunek prawdopodobieństwa, co też (jako potencjalny płatnik) niechybnie uczyniłam - i jedno i drugie na wszelki wypadek. Jeśli racjonalny osąd zawiedzie to może przynajmniej szósty zmysł dopisze.